Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Duch7millenium

Duch7millenium

I tak spadła gwiazda z nieba.

Stając przed szybą limuzyny

dostrzegł przeszłość, wyjmując broń,

którą pragnął zabić bogów,

którzy uczynili jego miłość bezowocną.

Niosąc światło oddał to, co najcenniejsze,

teraz w ciemności kaja się, niezauważony,

jak duch, spokojnie idąc chodnikiem ku 

swojej świętości szukając pomsty, za dni,

w których był zawsze anonimowy,

tak jak anonimowypozostaje do końca.

Jego czarna marynarka świadczy o żałobie nad

utraconymi sprzed wieków i tysiącleci braćmi i siostrami,

którzy również spadli z nieba by zaznać

snu wiecznego na ziemi, których 

ciśnięto w grunt strzałą i krzyżem 

z siłą wystarczającą by nigdy już

nie ujrzeli światła dziennego.

Żadne piekło nie jest w stanie opisać

tego, co przeżył epoki wcześniej,

bowiem czas dla niego stanął wśród obcych.

Teraz niczym wielki architekt swojego

losu i budowniczy domów tego spełnienia,

pełza jak wąż na brzuch przekleństwem obarczony

przez przedwiecznego swojego wroga - nienawiść.

Jest blisko, lecz daleko. Milczy, a wszyscy słyszą,

lecz rozumie tylko On. 

Ponad prawem moralnym ludów stoi jego postać,

w krawat zniszczenia odziana.

Apollo, przyjdź!

- Jestem.

 

Łukasz

 

Duch7millenium

Duch7millenium

I tak spadła gwiazda z nieba.

Stając przed szybą limuzyny

dostrzegł przeszłość, wyjmując broń,

którą pragnął zabić bogów,

którzy uczynili jego miłość bezowocną.

Niosąc światło oddał to, co najcenniejsze,

teraz w ciemności kaja się, niezauważony,

jak duch, spokojnie idąc chodnikiem ku 

swojej świętości szukając pomsty, za dni,

w których był zawsze anonimowy,

tak jak anonimowypozostaje do końca.

Jego czarna marynarka świadczy o żałobie nad

utraconymi sprzed wieków i tysiącleci braćmi i siostrami,

którzy również spadli z nieba by zaznać

snu wiecznego na ziemi, których 

ciśnięto w grunt strzałą i krzyżem 

z siłą wystarczającą by nigdy już

nie ujrzeli światła dziennego.

Żadne piekło nie jest w stanie opisać

tego, co przeżył miliardy lat wcześniej,

bowiem czas dla niego stanął wśród obcych.

Teraz niczym wielki architekt swojego

losu i budowniczy domów tego spełnienia,

pełza jak wąż na brzuch przekleństwem obarczony

przez przedwiecznego swojego wroga - nienawiść.

Jest blisko, lecz daleko. Milczy, a wszyscy słyszą,

lecz rozumie tylko On. 

Ponad prawem moralnym ludów stoi jego postać,

w krawat zniszczenia odziana.

Apollo, przyjdź!

- Jestem.

 

Łukasz

 

Duch7millenium

Duch7millenium

I tak spadła gwiazda z nieba.

Stając przed szybą limuzyny

dostrzegł przeszłość, wyjmując broń,

którą pragnął zabić bogów,

którzy uczynili jego miłość bezowocną.

Niosąc światło oddał to, co najcenniejsze,

teraz w ciemności kaja się, niezauważony,

jak duch, spokojnie idąc chodnikiem ku 

swojemu duchowi świętemu,

szukając pomsty, za dni, w których był

zawsze anonimowy, tak jak anonimowy

pozostaje do końca.

Jego czarna marynarka świadczy o żałobie nad

utraconymi sprzed wieków i tysiącleci braćmi i siostrami,

którzy również spadli z nieba by zaznać

snu wiecznego na ziemi, których 

ciśnięto w grunt strzałą i krzyżem 

z siłą wystarczającą by nigdy już

nie ujrzeli światła dziennego.

Żadne piekło nie jest w stanie opisać

tego, co przeżył miliardy lat wcześniej,

bowiem czas dla niego stanął wśród obcych.

Teraz niczym wielki architekt swojego

losu i budowniczy domów tego spełnienia,

pełza jak wąż na brzuch przekleństwem obarczony

przez przedwiecznego swojego wroga - nienawiść.

Jest blisko, lecz daleko. Milczy, a wszyscy słyszą,

lecz rozumie tylko On. 

Ponad prawem moralnym ludów stoi jego postać,

w krawat zniszczenia odziana.

Apollo, przyjdź!

- Jestem.

 

Łukasz

 



×
×
  • Dodaj nową pozycję...