Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

(~:Teksty satyryczne :~)

 

 

politycy politycy

chciałbym radę wam zapodać

mniej miłości trochę życzyć

od przesady boli głowa

  

wciąż tłuczecie piersi wasze

moja wina mojej partii

oponenci mają racje

polityku się ogarnij

  

czemu cudze wychwalacie

że ci drudzy słusznie tylko

czynią znowu tu zaznaczę

więcej wiary z każdą chwilką

  

no nie płaczcie w kółko jednak

dla ojczyzny aż tak wiele

tej empatii co potrzebna

przy okazji wasz interes

  

a gdy chciałby chichot jakiś

z polityki zabrać ciebie

to na szczęście wódz potrafi

zawetować przeznaczenie

 

 

***

 

polityka nudna słowem

taki banał często gości

bo wiadomo co kto powie

w zależności z jakiej opcji

   

fanatyków różnych harców

pośród klapek oczy tylko

nawet kupa wodza w smalcu

dal nich chcianą jest relikwią

  

czasem inna sytuacja

choć nieliczni z tego słyną

lecz przeważnie wciąż nawraca

żeby tylko zgodnie z linią

    

partii w której ciepli stołek

mając w głowie wbite jedno

oponentów zniszczyć społem

my wszak nacją tą potrzebną

     

czyż dla ziemi naszych ojców

tych wysiłków w nas tak wiele

oraz troski lśniącej w słońcu

czy partyjny wszak interes

      

żeby władać znów zaczynać

by na naszą zmienić modłę

aż w ojczyźnie każda chwila

dla tak wielu będzie dobrem

   

lecz pomarzyć można chyba

miodem rzeka płynie wartko

choć niestety też tak bywa

dla bliźniego często sraczką

Opublikowano

D.D. Przyłączam się do tego "słusznego hołdu" politykom... po swojemu, bo sobie na to zasłużyli.

 

"Z góry i dołu" przepraszam Was, Dusze Poetyckie za wulgaryzmy właściwe dla tego gatunku wypowiedzi, ale o politykach w ten sposób bardziej trzeba niż można. Ten utwór jest, moją decyzją,  "Niepubliczny" na YT. Przygotowuję mini album na temat naszego "kwiatu narodu". Będzie zawierał wyłącznie slang polityczno-przestępczy, bez wulgaryzmów, ale będzie równie dosadny.

Pisząc ten numer, byłem równie wk...ny jak, Ty D.D. Pozdrawiam :-)

 

 

Opublikowano

@LessLove→Obejrzałem, przesłuchałem. Dosadnie, ale prawdziwie.

Słowa, śpiew, muzyka i ogólne przesłanie, współgrają ze sobą. 

Aczkolwiek w tego typu utworach, dobrze jest dać trochę →dziecięcego śpiewu.

Jeszcze bardziej zyskuje na prawdziwości i w sensie muzycznym,

"nie tak równo" →trochę inny przerywnik.

To tylko moje,  subiektywne zdanie:)→Pozdrawiam:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...