Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
beta_b

beta_b

Byłam zazdrosna o każdy oddech,

każde spojrzenie, gdy mnie nie chciałeś,

a które dostał ktokolwiek obcy,

w przejściu dla pieszych, co go mijałeś.

 

Tak jakby lata wspólnego życia

nie były drogą do czegoś prostego:

że zapamiętasz jak mam na imię,

co na śniadanie lubię dobrego.

 

Umarłeś tato, już nic nie będzie,

jak przez te lata ciągłych utarczek:

że Ty uciekasz a ja Cię gonię,

że się odganiasz za drobnym brzdącem.

 

Odszedłeś z ziemi, ostatnie chwile

dłonie trzymałam ciepłe i żywe.

Ciebie już nie ma, nie będziesz berkiem.

Ale ja jestem. I to już wiele.

 

 

beta_b

beta_b

Byłam zazdrosna o każdy oddech,

każde spojrzenie, gdy mnie nie chciałeś,

a które dostał ktokolwiek obcy,

w przejściu dla pieszych, co go mijałeś.

 

Tak jakby lata wspólnego życia

nie były drogą do życia prostego:

że zapamiętasz jak mam na imię,

co na śniadanie lubię dobrego.

 

Umarłeś tato, już nic nie będzie,

jak przez te lata ciągłych utarczek:

że Ty uciekasz a ja Cię gonię,

że się odganiasz za drobnym brzdącem.

 

Odszedłeś z ziemi, ostatnie chwile

dłonie trzymałam ciepłe i żywe.

Ciebie już nie ma, nie będziesz berkiem.

Ale ja jestem. I to już wiele.

 

 

beta_b

beta_b

Byłam zazdrosna o każdy oddech,

każde spojrzenie, gdy mnie nie chciałeś,

a które dostał ktokolwiek obcy,

w przejściu dla pieszych, co go mijałeś.

 

Tak jakby lata wspólnego życia

nie były drogą do życia prostego:

że zapamiętasz jak mam na imię,

co na śniadanie lubię dobrego.

 

Umarłeś tato, już nic nie będzie,

jak przez te lata ciągłych utarczek:

że Ty uciekasz a ja Cię gonię,

że się odganiasz za małym brzdącem.

 

Umarłeś tato, ostatnie chwile

dłonie trzymałam ciepłe i żywe.

Ciebie już nie ma, nie będziesz berkiem.

Ale ja jestem. I to już wiele.

 

 

beta_b

beta_b

Byłam zazdrosna o każdy oddech,

każde spojrzenie, gdy mnie nie chciałeś,

a które dostał ktokolwiek obcy,

w przejściu dla pieszych, co go poznałeś.

 

Tak jakby lata wspólnego życia

nie były drogą do życia prostego:

że zapamiętasz jak mam na imię,

co na śniadanie lubię dobrego.

 

Umarłeś tato, już nic nie będzie,

jak przez te lata ciągłych utarczek:

że Ty uciekasz a ja Cię gonię,

że się odganiasz za małym brzdącem.

 

Umarłeś tato, ostatnie chwile

dłonie trzymałam ciepłe i żywe.

Ciebie już nie ma, nie będziesz berkiem.

Ale ja jestem. I to już wiele.

 

 

beta_b

beta_b

Byłam zazdrosna o każdy oddech,

każde spojrzenie, gdy mnie nie chciałeś,

a które dostał ktokolwiek obcy,

w przejściu dla pieszych, co go poznałeś.

 

Tak jakby lata wspólnego życia

nie były drogą do czegoś prostego:

że zapamiętasz jak mam na imię,

co na śniadanie lubię dobrego.

 

Umarłeś tato, już nic nie będzie,

jak przez te lata ciągłych utarczek:

że Ty uciekasz a ja Cię gonię,

że się odganiasz za małym brzdącem.

 

Umarłeś tato, ostatnie chwile

dłonie trzymałam ciepłe i żywe.

Ciebie już nie ma, nie będziesz berkiem.

Ale ja jestem. I to już wiele.

 

 

beta_b

beta_b

Byłam zazdrosna o każdy oddech,

każde spojrzenie, gdy mnie nie chciałeś,

a które dostał ktokolwiek obcy,

w przejściu dla pieszych, co go poznałeś.

 

Tak jakby lata wspólnego życia

nie były drogą do czego prostego:

że zapamiętasz jak mam na imię,

co na śniadanie lubię dobrego.

 

Umarłeś tato, już nic nie będzie,

jak przez te lata ciągłych utarczek:

że Ty uciekasz a ja Cię gonię,

że się odganiasz za małym brzdącem.

 

Umarłeś tato, ostatnie chwile

dłonie trzymałam ciepłe i żywe.

Ciebie już nie ma, nie będziesz berkiem.

Ale ja jestem. I to już wiele.



×
×
  • Dodaj nową pozycję...