Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane

„Niechaj serca mojego ustanie kołatanie,

Bym w wiecznej ciszy znalazł swe schronienie.

Drabiny do niebios nie szukam po omacku,

Pragnąc jedynie, by godzina ta była ostatnią.

W mgnieniu oka stracę pod nogami oparcie,

Skazany na szafot za każde wyrzeczone słowo,

W uścisku zimnej stali, skuty łańcuchami.”

Domniemany heretyk już więcej nie przeszkodzi,

Bo powiedział za dużo, a nic mu już nie szkodzi.

Głowa na ramieniu blednie schludnie,

W skąpanym słońca promieniu,

Z cieniem obok siebie odchodzi wraz z nim człowiek,

Który za buntownika uchodził.

A przychodzi wtem sługa, który denata wywozi.

— Cóż za strata! — woła zgoła z tłumu dziewoja.

Za nią motłoch społeczeństwa podżega:

— Jak to słusznie przypadło temu sprawcy, ino takiego czynu się dopuścił!

— Nikczemnik!

— Kanalia!

Tłum, skończywszy wiwatowanie, usłyszał głos następnej kobiety:

— Toż ten człowiek nie zawinił ani słowem, ani czynem! To wasz wyrok go zgubił! Niegodziwością jest dopuszczać do podobnego samosądu!

— A Ty? Cóżeś ty za jedna? Jaką rolę tu pełnisz, kobieto? — wyrwał się głos z gęstwiny ludzkiej.

— Przed wami stoi ta, co go ukochała – jedyny świadek jego niewinności w tym morzu kłamstwa. Jakież to dowody wyłuszczacie? Oznajmicie mi zatem!

Gromada zastygła w bezruchu, gdy tymczasem wśród głów poczęły krążyć lękliwe, niedosłyszane szeptania. Wtem niebo, dotąd jasne, chmurą krwawą zaszło, jakby i słońce patrzeć na tę zbrodnię nie chciało. Woźnica, co milczał dotąd, batem o wóz trzasnął, a echo po placu jak skarga zatwardziała łkało.

— Cóż po waszej prawdzie! — wychrypiał pachołek — Gdy on już nie słyszy, a łańcuch go dławi. Śmierć nie zna heretyka, zna tylko popiołek, co wiatr go po drogach jak liście rozbawi!

Dziewoja padła na kolana, w pył czołem bijąc, jak Antygona przed królem, co serca nie posiada. A tłum począł rzednąć, w cieniu bram się kryjąc, gdyż strach to jest jedyna, co po kłamstwie rada.

— Przeklęte niech będzie to słowo, co zabiło! — jęknęła ku niebu, skąd grom uderzył głuchy. — Bo krew niewinnego wsiąkła w tę ziemię z siłą, co zerwie raz jeszcze wasze kłamne łańcuchy!

I odjechał wóz ciężki, trzeszcząc w głuchej toni, z ciałem, co kołysząc się, rytm wieczności biło. Została tylko cisza, co od prawdy broni, i strach, by się jutro to samo nie śniło.


Autor: Versus Dramatis

Wyrok na wietrze


„Niechaj serca mojego ustanie kołatanie,

Bym w wiecznej ciszy znalazł swe schronienie.

Drabiny do niebios nie szukam po omacku,

Pragnąc jedynie, by godzina ta była ostatnią.

W mgnieniu oka stracę pod nogami oparcie,

Skazany na szafot za każde wyrzeczone słowo,

W uścisku zimnej stali, skuty łańcuchami.”

Domniemany heretyk już więcej nie przeszkodzi,

Bo powiedział za dużo, a nic mu już nie szkodzi.

Głowa na ramieniu blednie schludnie,

W skąpanym słońca promieniu,

Z cieniem obok siebie odchodzi wraz z nim człowiek,

Który za buntownika uchodził.

A przychodzi wtem sługa, który denata wywozi.

— Cóż za strata! — woła zgoła z tłumu dziewoja.

Za nią motłoch społeczeństwa podżega:

— Jak to słusznie przypadło temu sprawcy, ino takiego czynu się dopuścił!

— Nikczemnik!

— Kanalia!

Tłum, skończywszy wiwatowanie, usłyszał głos następnej kobiety:

— Toż ten człowiek nie zawinił ani słowem, ani czynem! To wasz wyrok go zgubił! Niegodziwością jest dopuszczać do podobnego samosądu!

— A Ty? Cóżeś ty za jedna? Jaką rolę tu pełnisz, kobieto? — wyrwał się głos z gęstwiny ludzkiej.

— Przed wami stoi ta, co go ukochała – jedyny świadek jego niewinności w tym morzu kłamstwa. Jakież to dowody wyłuszczacie? Oznajmicie mi zatem!

Gromada zastygła w bezruchu, gdy tymczasem wśród głów poczęły krążyć lękliwe, niedosłyszane szeptania. Wtem niebo, dotąd jasne, chmurą krwawą zaszło, jakby i słońce patrzeć na tę zbrodnię nie chciało. Woźnica, co milczał dotąd, batem o wóz trzasnął, a echo po placu jak skarga zatwardziała łkało.

— Cóż po waszej prawdzie! — wychrypiał pachołek — Gdy on już nie słyszy, a łańcuch go dławi. Śmierć nie zna heretyka, zna tylko popiołek, co wiatr go po drogach jak liście rozbawi!

Dziewoja padła na kolana, w pył czołem bijąc, jak Antygona przed królem, co serca nie posiada. A tłum począł rzednąć, w cieniu bram się kryjąc, gdyż strach to jest jedyna, co po kłamstwie rada.

— Przeklęte niech będzie to słowo, co zabiło! — jęknęła ku niebu, skąd grom uderzył głuchy. — Bo krew niewinnego wsiąkła w tę ziemię z siłą, co zerwie raz jeszcze wasze kłamne łańcuchy!

I odjechał wóz ciężki, trzeszcząc w głuchej toni, z ciałem, co kołysząc się, rytm wieczności biło. Została tylko cisza, co od prawdy broni, i strach, by się jutro to samo nie śniło.


Autor: Versus Dramatis

„Niechaj serca mojego ustanie kołatanie,

Bym w wiecznej ciszy znalazł swe schronienie.

Drabiny do niebios nie szukam po omacku,

Pragnąc jedynie, by godzina ta była ostatnią.

W mgnieniu oka stracę pod nogami oparcie,

Skazany na szafot za każde wyrzeczone słowo,

W uścisku zimnej stali, skuty łańcuchami.”

Domniemany heretyk już więcej nie przeszkodzi,

Bo powiedział za dużo, a nic mu już nie szkodzi.

Głowa na ramieniu blednie schludnie,

W skąpanym słońca promieniu,

Z cieniem obok siebie odchodzi wraz z nim człowiek,

Który za buntownika uchodził.

A przychodzi wtem sługa, który denata wywozi.

— Cóż za strata! — woła zgoła z tłumu dziewoja.

Za nią motłoch społeczeństwa podżega:

— Jak to słusznie przypadło temu sprawcy, ino takiego czynu się dopuścił!

— Nikczemnik!

— Kanalia!

Tłum, skończywszy wiwatowanie, usłyszał głos następnej kobiety:

— Toż ten człowiek nie zawinił ani słowem, ani czynem! To wasz wyrok go zgubił! Niegodziwością jest dopuszczać do podobnego samosądu!

— A Ty? Cóżeś ty za jedna? Jaką rolę tu pełnisz, kobieto? — wyrwał się głos z gęstwiny ludzkiej.

— Przed wami stoi ta, co go ukochała – jedyny świadek jego niewinności w tym morzu kłamstwa. Jakież to dowody wyłuszczacie? Oznajmicie mi zatem!

Gromada zastygła w bezruchu, gdy tymczasem wśród głów poczęły krążyć lękliwe, niedosłyszane szeptania. Wtem niebo, dotąd jasne, chmurą krwawą zaszło, jakby i słońce patrzeć na tę zbrodnię nie chciało. Woźnica, co milczał dotąd, batem o wóz trzasnął, a echo po placu jak skarga zatwardziała łkało.

— Cóż po waszej prawdzie! — wychrypiał pachołek — Gdy on już nie słyszy, a łańcuch go dławi. Śmierć nie zna heretyka, zna tylko popiołek, co wiatr go po drogach jak liście rozbawi!

Dziewoja padła na kolana, w pył czołem bijąc, jak Antygona przed królem, co serca nie posiada. A tłum począł rzednąć, w cieniu bram się kryjąc, gdyż strach to jest jedyna, co po kłamstwie rada.

— Przeklęte niech będzie to słowo, co zabiło! — jęknęła ku niebu, skąd grom uderzył głuchy. — Bo krew niewinnego wsiąkła w tę ziemię z siłą, co zerwie raz jeszcze wasze kłamne łańcuchy!

I odjechał wóz ciężki, trzeszcząc w głuchej toni, z ciałem, co kołysząc się, rytm wieczności biło. Została tylko cisza, co od prawdy broni, i strach, by się jutro to samo nie śniło.


Autor: Versus Dramatis



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Magdalena   Dziękuję    Łukasz Jasiński 
    • @Nata_Kruk   wczoraj nie została zawarta ani jedna umowa pomiędzy Polską a Ukrainą tort inni zjedli   dzięki pozdrawiam   @jan_komułzykant   dzięki pozdrawiam  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      oj można można:)   dzięki
    • @Łukasz Wiesław Jasiński   odnośnie wiersza: krótko treściwie i ciekawie o czym świadczy dyskusja   pozdrawiam     
    • @jjzielezinski   Nie, proszę pana, pan Grzegorz Braun w Parlamencie Europejskim podniósł kwestię palestyńską - to współczesny Rejtan i został potępiony jako antysemita uchwałą Zgromadzenia Narodowego - uchwała nie ma mocy prawnej i to dzięki panu Grzegorzowi Braunowi inni nabrali odwagi.   A liberum veto wprowadziłbym do ustawy zasadniczej - Konstytucji Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej jako uregulowany prawnie akt sprzeciwu jednostki personalnej - za nadużywanie liberum veto groziłby Trybunał Stanu - teraz ten urząd de facto jest martwy.   Wspieramy wschodniego wroga Narodu Polskiego - banderowskich nazistów żydowskiego pochodzenia, oddaliśmy im około trzydzieści procent zapasów wojskowych, władowaliśmy około dwieście miliardów polskich złotych i wciąż istnieje centrum logistyczne w Jasionce niedaleko Rzeszowa, nomen omen: moi przodkowie przed Drugą Wojną Światową mieli Dwór w Jasionce, właśnie: niedaleko Rzeszowa - w sensie historycznym lotnisko jest po prostu moje i gdyby istniało liberum veto - zostało stworzone po to, aby ten jeden jedyny sprawiedliwy mógł zaprotestować i wtedy pan Grzegorz Braun:   - Liberum Veto!   A pan prezydent Karol Nawrocki dopiero teraz zaprotestował - odbierając Order Orła Białego żydowskiemu błaznowi na stanowisku prezydenta Ukrainy, de facto: współczesnej - Chazarii - Wołodymyrowi Żełeńskiemu, nomen omen: szef kancelarii prezydenta - Kuryło Budanow (ma pochodzenie żydowskie) - jest zbrodniarzem wojennym, podobnie jak premier Izraela: Benjamin Netanjahuj - jest poszukiwany międzynarodowym listem gończym przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze.   Jeśli chodzi o pana premiera Donalda Tuska, to: dzięki niemu minister spraw zagranicznych - pan Radosław Sikorski miał odwagę zaprotestować przeciwko aresztowaniu aktywistów, którzy płynęli do Palestyny w celu udzielenia im pomocy humanitarnej - zostali oni z naruszeniem prawa międzynarodowego aresztowani przez wojskowe służby bezpieczeństwa Izraela - Szin Bet i Aman.   Serdecznie zapraszam na mój wiersz pod tytułem: "In aiter martyres" - tutaj można znaleźć.   Pułkownik: Tajnego Ruchu Oporu - Hrabia Łukasz Wiesław Jan Jasiński Herbu Topór 
    • @Poet Ka Twój wiersz jest jak sznur perełek haiku, refleksów lata. Zmysłowy obraz. umiesz się cieszyć latem i... życiem. (dla mnie 20 lat jest przereklamowane, ale Ty wiesz, CO wspominasz. Pozdrawiam :-)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...