Kilka razy podchodziłam do tego wiersza, istotny. Chyba nie ma innego wyjścia niż podchodzenie do empatii w sposób indywidualny.
Co do ciężkich tematów to sztuka nigdy się ich nie bała, stąd może takie ich nasycenie w sztuce. Z drugiej strony odbiorca też ma swoją odporność na ciężkość, więc ... po pewnym czasie może mieć dość i... np.wychodzi ze spektaklu :) albo rzuca książką ;)
Kilka razy podchodziłam do tego wiersza, istotny. Chyba nie ma innego wyjścia niż podchodzenie do empatii w sposób indywidualny.
Co do ciężkich tematów to sztuka nigdy się ich nie bała, stąd może takie ich nasycenie w sztuce. Z drugiej strony odbiorca też ma swoją odporność na ciężkość, więc ... po pewnym czasie może mieć dość i... np.wychodzi że spektaklu :) albo rzuca książką ;)
Jeden jest Allah - i jeden Jego bliźniak Szatan,
Z nim zrodzony w niemal równej chwili,
Ale posiadający moc stwórczą niedostępną tamtemu,
Trwającemu przy pełnej niemocy i w bezruchu.
Wyleczenie Go z choroby i uczynienie żywotnym
Jest wpisane we wszechwładzę Syna Bożego,
A Ten dawno już zawyrokował - wyzdrowieje wuj, brat ojca.
Nieszkodliwy był od początku i nikt nie spojrzy na to,
Że w swym zgorzknieniu rozgorzałym przez przygniecenie w punkt
Dopuszczał się bluźnierstw, wyzwisk i pograżania.
Bo ileż warte są pogróżki bóstwa sparaliżowanego
Kierowane w stronę cieszącego się wiecznym zdrowiem
I niebywałą żywotnością bliźniaka z jednej matki?
Radość Szatana rozbrzmi we wszechświecie,
Bo samodzielnie zrobi, co zapragnie.
śliskie zmurszałe skały, w srebrnej trwając skali,
powinnością zmęczone, brudne tkwią w oddali
woda między nimi śliska, zimna, nie mokra,
płynie chytrze, wciąż wspomina każda przebyta,
te stopnie nierówno choć chwalą carpe diem
ostatni po ostatnim, brzmi nullus dies est
Również dziękuję ;)
I pozdrawiam
Można tak powiedzieć :)
Dzięki za wizytę.
Pozdrawiam :)
Też się nad tym zastanawiałem, ale miał wnieść dodatkową wartość. I teraz nie wiem czy działa... ale na razie go zostawiam :)
Dzięki za uwagę.
Pozdrawiam :)
Czekałam na pociąg, który odjechał minutę przed tym, jak przyszłam na dworzec.
Usiadłam na ławce, z której miłość mojego życia mogła wstać 10 minut wcześniej.
Znalazłam słowa, które zgubiły się 3 lata temu.
Puściłam rękę, która nawet nie chciała trzymać mojej.
Pożegnałam ludzi, którzy nigdy nie powiedzieli dzień dobry.
Wczoraj znowu topiłam się w przeszłości.
Cierpliwość ma mnie dosyć,
ściany mojego pokoju najchętniej by z niego wyszły.
Chcę wydusić z siebie wiersz, którym jeszcze się nie zakrztusiłam.