Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Lahaj

Lahaj

Słyszałem, że u Ciebie spoko

Sprzedajesz sztukę, miałaś zawsze niezłe oko 

To ładne rzeczy, cieszę się

Kupię ze dwie, dlaczego nie?

 

Czy myślisz czasem o mnie też? 

Pamiętasz sny, te głupie, wiesz?

Tęcze i garnce złota gdzieś

Zanim nas życie zdążyło zjeść

 

Zwiedziłem z Tobą cały świat

Tęsknię do Ciebie, to wciąż fakt

Robiłaś wtedy mnóstwo zdjęć 

Odkupię je, bo chcę je mieć 

 

Gubiłem cel szukałem dróg

Wybacz, że rzadko słuchałem Cię 

Tułałem się, raz tu, raz tam

A nasze święto? W stroju klauna byłem sam…

 

Jak tam u Ciebie i jak się masz?

Jak mój przyjaciel - kiedy ślub wasz?

Siedzę i piszę słowa te

Tak jakbym był w przydługim śnie 

 

Na pamięć znałem numer twój 

I z Tobą tylko gadać chciałem 

Jedynie Tobie zaufałem 

Nigdy Ciebie nie wykorzystałem 

 

Był śmiech i kłótni parę też 

Lecz w końcu mur rozleciał się 

Mój nowy dom byś polubiła  

Szkoda że tu nie wpadniesz, miła 

 

Bardzo dorosłem od kiedy Cię znam 

Złożyłem w całość to co pękło nam 

Ciekawe czy przyjdzie taki dzień 

Bym mógł z Tobą znów napić się 

 

Wiem teraz wszystko inaczej brzmi 

Nieważne już kto winny był 

Na nowej drodze życzę szczęścia wam

Może kiedyś nauczę się jak nie być sam.

 

 

Lahaj

Lahaj

Słyszałem, że u Ciebie spoko

Sprzedajesz sztukę, miałaś zawsze niezłe oko 

To ładne rzeczy, cieszę się

Kupię ze dwie, dlaczego nie?

 

Czy myślisz czasem o mnie też? 

Pamiętasz sny, te głupie, wiesz?

Tęcze i garnce złota gdzieś

Zanim nas życie zdążyło zjeść

 

Zwiedziłem z Tobą cały świat

Tęsknię do Ciebie, to wciąż fakt

Robiłaś wtedy mnóstwo zdjęć 

Odkupię je, bo chcę je mieć 

 

Gubiłem cel szukałem dróg

Wybacz, że rzadko słuchałem Cię 

Tułałem się, raz tu, raz tam

A nasze święto? W stroju klauna byłem sam…

 

Jak tam u Ciebie i jak się masz?

Jak mój przyjaciel - kiedy ślub wasz?

Siedzę i piszę słowa te

Tak jakbym był w przydługim śnie 

 

Na pamięć znałem numer twój 

I z Tobą tylko gadać chciałem 

Jedynie Tobie zaufałem 

Nigdy Ciebie nie wykorzystałem 

 

Był śmiech i kłótni parę też 

Lecz w końcu mur rozleciał się 

Mój nowy dom byś polubiła  

Szkoda że tu nie wpadniesz, miła 

 

Bardzo dorosłem od kiedy Cię znam 

Złożyłem w całość to co pękło nam 

Ciekawe czy przyjdzie taki dzień 

Bym mógł z Tobą znów napić się 

 

Wiem teraz wszystko inaczej brzmi 

Nieważne już kto winny był 

Na nowej drodze życzę szczęścia wam

Może kiedyś nauczę się jak nie być sam.

 

 



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...