Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Twoje myśli utonęły chyba

w toni tego jeziora.

Zapatrzyłeś się

i zamyśliłeś tak głęboko.

Spójrz chociaż na chwilę

w stronę ognia.

Na mnie i chłoń tak moją miłość.

Wróciłem z dalekiej sensualnej podróży.

Zapomniałem, że nie jestem już sam.

Nie teraz i nie tutaj.

Przepraszam, mówiłaś coś?

Zupełnie odpłynąłem.

Tu jest zbyt pięknie.

Zbyt idealnie, 

nawet jak na najwspanialszą randkę.

 

 

Sosnowe ognisko płonęło

z cichym sykiem

pomiędzy naszymi ciałami.

Nadal nie mogłem dać wiary,

że odważyłem się

błagać ją wręcz o to wyjście

A ona zgodziła się od razu,

choć przecież byłem cieniem.

Odpadem na końcu jej listy miłosnej.

Bestii udało się uwieść piękność.

Ale to piękno miało władztwo.

Prowadziło bestię

na smyczy i łańcuchu.

 

 

Popatrzyłem w ogień.

Furię ujarzmionego ogniska

a potem uniosłem wzrok wyżej

w jej szare,

niesamowicie jasne i duże oczy.

I tam były płomyki.

Nie furii a uczucia delikatności.

Byłem ślepcem.

I teraz wydawało mi się to 

zupełną niedorzecznością.

Przecież z początku nie widziałem jej 

albo nie chciałem widzieć.

Zaślepiony

zupełnym przeciwieństwem siebie 

i akceptujący wybory,

których nigdy bym nie zaakceptował.

Byłem kuszony ze zbyt wielu stron.

I ulegałem pokusie.

Prostej, zwierzęcej.

Potem gardziłem sobą

a i tak powtarzałem upokorzenie.

 

 

To ona wykonała krok.

Każdy kolejny był coraz śmielszy,

aż wreszcie dostrzegłem swój błąd.

Była przecież

tym wszystkim co kochałem.

Jej wdzięk, sposób bycia, uroda 

i niesamowicie szalony humor.

Jej uśmiech.

Nie mogłem oderwać się od jej głosu.

Zamieniłbym lata stracone 

w miłosnym wojnach.

Na choć dzień w jej ramionach.

A jednak to miałoby swą cenę,

której nie zapłaciłbym nawet dla niej.

 

 

Mówiłam, żebyś na mnie spojrzał

i wrócił do rzeczywistości.

Tak, tak… rzeczywistość.

Jest ona smutna i bolesna.

Zupełnie nie chwalebna

ani romantyczna.

Widzisz Ty chcesz żyć pełnią życia.

Pełnią miłości i szczęścia 

chcesz napełniać me serce.

Lecz to byłoby zupełnie nietrafione.

Nie chcę kłamać, że moglibyśmy,

bo nie możemy nawet próbować.

 

 

Ja mam już swą pełnię.

Wskazałem na świecący nad tonią 

okrąg księżyca.

I to jest droga życia z której nie mogę już zejść w imię żadnych

zasad i wartości.

Tym bardziej tak niepewnych 

i nietrwałych jak miłość.

Ja wybrałem inność

a nie życie w stadzie.

Jestem samotnym wilkiem.

Z wyboru ale i konieczności.

Może kochałbym Cię,

gdybym był jeszcze człowiekiem.

A teraz pozwól, że odprowadzę Cię bezpiecznie przez las.

Teraz zrozumiesz mnie i moją decyzję.

 

 

Księżyc zaświecił mocniej

wychodząc zza niewielkiej chmury sunącej leniwie po niebie.

Światło objęło mnie.

Wstałem od ognia 

i zadarłem głowę

w stronę srebrnego globu.

Wycie wilka poniosło się 

po kniei i falach jeziora.

Patrzyła na przemianę

tak jak wszyscy inni.

Z niemym przerażeniem.

Gdy było już po wszystkim

i olbrzymi siwy wilk okrążył ognisko 

by wtulić potężny łeb w jej bok.

Wstała od razu.

Teraz ona czuła się jak w transie.

Wilk obejrzał się tylko raz 

upewniając się czy za nim podąży.

Zniknął w zaroślach leśnej gęstwiny 

a ona dopiero teraz uroniła łzy.

Ruszyła za nim.

Przeklinając to, 

że jest tylko ludzką pięknością

a nie samotną wilczycą.

 

Dla A.S.

 

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • różo, ty jesteś w boskości natchniona tyś moja poskromiona jesteś w miłości urodzajna różo ty moja nadzwyczajna jesteś kwiatem z błękitnego nieba różą, co czułości nam potrzeba jesteś tajemnicą wszystkich olśnień swymi płatkami nakrywasz niczym pościel różo, jesteś wdzięcznością z swego istnienia drugiej takiej piękności nie ma jesteś ozdobą wszystkich ideałów wypełnieniem tętniących życiem parkanów różo, jesteś płonącym natchnieniem dlatego wącha się ciebie z westchnieniem jesteś wielkością samą w sobie to dlatego noszę cię ciągle w swojej głowie bo róży kwiatem jesteś ze snu pachniesz mi rajem pachniesz tu bo róży sercem jesteś wtłoczona miłością aby zawsze poskromiona bo róży godnością rodzisz swój dzień on jak kolce budzi i cień bo jesteś spłodzeniem wszelkiej nagrody różo, przy tobie zawsze czuję się młody
    • @Raihaifathum Oj, ciekawy Przypadek trafił mi się na dobranoc :) Wiersz stylizowany na dawną polszczyznę - coś między: gawędą ludową, a balladą. Na pierwszy rzut oka wygląda brutalnie, prawie jak jakaś scena przemocy wobec dziewczyny. Ale -  'z szyi kukiełeczki próchnęły trociny”  To nie jest dziewczyna - to jest lalka. Masz wyobraźnię i odwagę. Momentami aż gęsto od obrazów. Czuję tu duży potencjał, choć chwilami język tak się rozrasta, że trudno za nim nadążyć. Jesteś kimś kto:  dużo czytał  dużo pisał  i bawi się językiem świadomie.   Zapowiada się ciekawie :)    
    • kiedy mówisz Ojcze nasz przylatuje gołąbek chleba naszego powszedniego wypatruje   na przystanku kiedyś ludzie czekający i niepewni dalszych losów i powrotu   odmawiali gołąb ja dał    
    • Będę taką jaką chce mnie Świat się wykoleja w słownikach Pojedynczych przechodniów Zbiór pusty jest elementem Każdego zbioru ludzkiego też To ja dziś, ogłaszam się tym pustym Dobrze już, biorę to na siebie Jak zbyt słoneczne miejsce w autobusie bez firanek Mkniemy na południe Z tyłu Nocny Kowboj z kumplem Od którego idzie chłód Walczy skubani ze mną o pusty zbiór  
    • (...) Raz nagonił czarci chłopek ducha winne dziewczę, Te cichutkiem tuliło swą uszytą warkotkę, Wyszarpał ją zaborem z jej leciutkich dłoni, Wysiłek jej na nic skryć złup za kapotkę.   A dziewoja drobnica, tycia nad rówieśnych, Jakby od wymiona matki dziś ją odessano , Słabiutka chudzina, od garna się wzdryga, Strawę w chlew oddaje, za rękę złapano.   Lękliwa jak łania - strachała się pospolitej bzykajki, Bo raz ugięła kolana jak pod ciągiem ciążnika, Zachwiała się w zagrozie na przewrót plecami, I roiły ludne na to, że winą równia błędnika.   Indziej - włochaty pajęczak niewielki, śladny, Okami ledwo glądany na ścianie, Opuścił się na przędzy w pół drogi nad progiem, Salwowała na galop, trzy dni polowanie.   A szelma żwawy do postępku, zagarniał się i zmyślał, Przyczajki nie uznawał, niezdygany stąpnął, Wyłonił się zza winkla, pognał na ofiarę, Żywiec w pełnej krasie, w dryg piorunnie pomknął.   Oniemiała, porażona jak za gromu błyskawą, Wytrzeszcz łupił oczka, potwornie zszokowana, Samotna po znienackiej rozłące z pałubą, A morduchna szelmy z obłędem zaśmiana.   Ten zaś jął zdobycz silnym pochwytem, Rozdarł dratewkę spojenia włókniny, Puścił grzbietny przyszew, z karku spadła główka, Z szyi kukiełeczki próchnęły trociny.   Rozpruł barbarzyna jej ciemienne nici, A czynił w żywiole i napływie zamroku, Puściło szycie, na klepę zwał wióra, Wyzionęłą ducha za upustem krwotoku.   Ręką swą wypchajce był jak topór i szafot, A on sam jak kapturnik w rozjarnej szacie, I znów był jej głownią na straceń placyku, A w rozrachu danił jeno gorzki żal po stracie.   I mgnęło po łupie, cyk, krótka chwila, Gdy grabieżca dopieroć zwieńczył swe pojmanie, Pojąć niewiniątko w porę los zdołało, I nad mur freblówki rozniosło szlochanie.   Łezki lała nieszczęsna jak obłok ulewny, I ślinę toczyła, zaciągała noskiem, Pełne wiadro szlochu, tyleż by nałkała, Bez kojnej tulajki żywot jej zaszedł mrokiem.   W sercu widok zbójni napinał drgę cięciwy, Odnóża miękły jak podparte puchem, Roztrząsł się dzban uczuć, niemocą ujmował, U kresu pękł w mak, opar ulazł zaduchem.   Zagnębią ją kłujące oddychna rozpaczy, Utknie w samotni, choć za oknem tłumnica, Nie wynuci kołysany pod zaciszną nocą, Ziąb udusi tlik żarnika - proch, kości, zimnica.   (...)   CDN.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...