Emanuele M.
W ciszy pokoju,
(którego koloru już nie pamiętam),
lecz twoje słodkie wspomnienie,
pożądliwe pragnienie:
ja, posiadający ciebie w żarliwym
tańcu.
Kim oni byli?
My nienasyceni, który jesteśmy w ścisłym uścisku?,
podczas gdy nasze serca
pułsują,
zjednoczone w ekstazie jęków i łkań?
Wędrowaliśmy, pragnęliśmy,
między tym, co nierealne, a tym, co namacalne —
my gubiliśmy się w spojrzeniach niewłaściwych ciał,
w słowach zdławionych pożądaniem,
wytyczającanych od namiętności
w ogromnym wszechświecie istnienia.
Więc gdzie mamy zboczyć,
(jeśli w ogóle to musimy zrobić) —
jeśli nie poza granicę intymności?
Teraz spokój nie jest już teorią:
to twój ciepły głos, który mnie otula.
Ludzie źle o nas mówią,
że umrzemy przez siebie nawzajem:
Miłości, uważaj,
to są
kłamstwa owinięte
pod spojrzeniami
fałszywych bogów.
Połóżmy nasze ciała
na tej ziemi póki co:
twoja dłoń, pieszcząc mnie,
uczyni z ciebie przystań —
Miłość, jesteś uleczeniem
na każdą moją udrękę.
Słodkim końcem moich lęków.
Moją odnalezioną częścią:
jestem twoim oddechem,
a ty: moim płucem.