Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

za-tykam uszy
zegarowi biologicznemu

rozchwiane wskazówki
uczę oddychania
w takt
skurczu pięści

rozbijam się
o tętno pod skórą

heliocentrycznie

rytm dobowy
widnokręgiem
wybija minuty
spod ciemnej gwiazdy

spadam w starość
bez-życzeniową

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



witaj:)
podkreśliłam to co mi zgrzyta, czyta się po prostu kiepsko (pddychania-oddychać?), ten nawias zaś wydaje mi się calkowicie zbędny (ociera się o banalność)......

cały zaś tekst jest bardzo przyjemny i prawdziwy.......myślę że jeszcze ta "starość" Ci nie grozi, choć nieunikniona..........

jeszcze jedno, w wierszu piszesz "zegar biologiczny", więc może lepiej w tytule dać już coś bez zegara:)

taki chaotyczny komentarz mi powstał, mam nadzieję że wybaczysz mi to małe roztrzepanie...

pozdr. serdecznie
agnes
Opublikowano

Generalnie ja lubię grę słów, ale tutaj zamazuje ona tylko obraz. Mam wrażenie, że troche przesadziłaś, za dużo tego, a pełni raczej funkcje ozdobne, nie koresponduje z treścią.
Chodzi mi o rzeczy typu "za-tykam uszy" - ciekawe, ale semantycznie nic nie wnosi.

"skurczu pięści

( które leżą mi wciąż
na sercu )" - tutaj jest podobnie, skurcz i serce, ale jakoś można to pominąć, aalbo się nawet na tym nie skupiać, a przekaz będzie taki sam.

"wybija minuty
spod ciemnej gwiazdy" tu już lepiej, jest sens, ale może fajniej byłoby jakoś przekształcić tą kliszę, albo zastąpić czymś oryginalnym?

No i w ogóle tematyka - to już było. Zresztą, myślisz, że ktoś ci, młoda, uwierzy? :)

Serdecznie pozdrawiam.

Opublikowano

Agato (Pani ;)
czytam to jako rodzaj ćwiczenia -eksperymentu. Bo gdzieś brakuje mi w tym klarowności lirycznej, brakuje napięcia - jest jakaś wiariacja na temat, prawie wyliczanka.
Może więc poeksperymentować z formą odważniej/zabawowo?
za-tyk-am
uszy zegarowi
biologicznemu

r o z ch w i a n e
wskazówki uczę oddychania
w takt skur-
czu pięści

(które leżą mi
wciąż
na sercu)

rozbijam się
o tętno
pod
skórą
he
lio
cen
trycz
nie
rytm dobowy
widnokręgiem
wybija

minuty

spod ciemnej gwiazdy
spadam

w starość
bez-życzeniową

Dlaczego? Bo w treści: bez rewelacji, w motywach; też ;( - plus to, co na wstępie.
Bawmy się zatem - bo wakacje? ;)
pzdr. b
PS. Bez odstępów przy nawiasach, please ;)

Opublikowano

witam:) kurcze o 02.00 w nocy wygladało to znacznie lepiej;) ale pokolei:)

Cat: dzięki wielkie, lubie zegary ,czas, wspomnienia i przyjemnie mi się bawi słowem w tej tematyce

Agnes: nawias i wers w nim miał pięsci skojarzyć z sercem , ale rzeczywiscie słabo wygląda więc z pokorą wywalam:), a zegar biologiczny i słoneczny:pierwszy tyka niezmiennie, drugi szwankuje jak postawa podmiotu lirycznego:)

Jasiek..ok przekombinowałam, ale ja napawrde przy takich formach bawie się najlepiej;) za-tykam uszy - celowe: jeśli nawet zatykajac uszy, tzn odcinajac się od przemijalnosci wciąz słyszymy owe tykanie-symbol płynnosci i niesutepliwosci czasu to okazuje się ze nie ma od niego ucieczki:) temat był: ale jak pisałąm Catalinie, bardzo lubie :) uwielbiam: odnisienia do antyku, czas i ciało:) monotematyczna moze jestem, ale mi narazie z tym dość wygodnie:>
hmm...a co do młodej: podmiot liryczny tutaj to zdziadziały pryk z którym mnie nie wolno utorzsamiac;D wiec cąłosć powinna być beze mnie bardziej wiarygodna;)

Bezet: z bólem stwierdzam ze masz racje:) naprawde w nocy jak to wklejałam było przyjemniejsze, nie dobre moze , ale zjadliwe... twoja zabawa rzeczywiscie ratuje tekst, ale zabawek podkradac niewypada:>

Dzieki za wszystkie komentarze, nastepnym razem zamkne wypocine w szafie na przynajmniej tydzien:D

Pozdrawiam ciepło
Agata

Opublikowano

Znowu bawisz się ciekawie i inteligentnie słowem. Łatwo przychodzi Ci łaczenie skojarzeń. Troszke oklepany temat, co nie zmienia faktu ze wykonanie interesujące.
Ogólna ocena bardzo pozytywna, choć przezwyczaiłas do troszkę lepszych.


Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Moje wrażenie było identyczne, jak tylko zobaczyłam to "za-tykanie".



Agato,

jasne, rozumiem, jaki był Twój cel, ale wciąż Twoje wyjaśnienie zakrawa mi na odautorskie nadinterpretacje. Tłumaczysz, że skoro wkradło Ci się do tego wyrażenia "tykanie" - sybol nieustępliwości czasu, to oznacza, że nie ma od tego zjawiska ucieczki. Czyli jeśli gdzieś wepchnę sobie jakąś grę słów to da ona wyraz natręctwu czegoś? Bez sensu.

Chodzi o taki mały szczegół, że wyrażenie "zatykam uszy" jest logiczne, ale gdy je rozdzielimy tak, jak zaproponowałaś to już niestety nie bardzo.
"za-tykam uszy" - "tykam uszy" i do tego robię to "za" :) Przyznaj sama, że trochę niezrozumiałe.

Proponuję stosowanie gry słowem tylko wtedy, gdy wnosi ona coś nowego do treści, bo rozdzielać słowa tak, by powstały dwa nowe (nieważne, czy są związane tematycznie z ich "rodzicielem" :P ), umie każdy; sztuką zaś jest sprawić, by ten zabieg zapewnił utworowi wieloznaczność i, co najważniejsze, by przy rozczytywaniu go w różny sposób, był za każdym razem logiczny i gramatyczny(!) :)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Moje wrażenie było identyczne, jak tylko zobaczyłam to "za-tykanie".



Agato,

jasne, rozumiem, jaki był Twój cel, ale wciąż Twoje wyjaśnienie zakrawa mi na odautorskie nadinterpretacje. Tłumaczysz, że skoro wkradło Ci się do tego wyrażenia "tykanie" - sybol nieustępliwości czasu, to oznacza, że nie ma od tego zjawiska ucieczki. Czyli jeśli gdzieś wepchnę sobie jakąś grę słów to da ona wyraz natręctwu czegoś? Bez sensu.

Chodzi o taki mały szczegół, że wyrażenie "zatykam uszy" jest logiczne, ale gdy je rozdzielimy tak, jak zaproponowałaś to już niestety nie bardzo.
"za-tykam uszy" - "tykam uszy" i do tego robię to "za" :) Przyznaj sama, że trochę niezrozumiałe.

Proponuję stosowanie gry słowem tylko wtedy, gdy wnosi ona coś nowego do treści, bo rozdzielać słowa tak, by powstały dwa nowe (nieważne, czy są związane tematycznie z ich "rodzicielem" :P ), umie każdy; sztuką zaś jest sprawić, by ten zabieg zapewnił utworowi wieloznaczność i, co najważniejsze, by przy rozczytywaniu go w różny sposób, był za każdym razem logiczny i gramatyczny(!) :)

Pozdrawiam.


hej:) nie zgadzam się zatykanie-samo w sobie nie pasuje do wiersza, podział określa nieuchronność ucieczki przed przemijaniem... zabawa słowem jest pełna tylko na konkretnym przypadku i uogólnianie jest niezbyt fortynnym posunięciem. Za-tykam uszy:dwuznacznosc zatykania potrzebna do jednolitej interpretacji, inaczej się tego zinterpretować chyba nie da... a bezsensu tego myślnika tam nie umieściłam:>

akurat ten wers jest ważny i bede go bronic:) reszta: ok wytarta i zmanieryzowana:)

Dzięki za poświecony czas i dyskusję(?):)

Pozdrawiam
Agata
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Agato,

Właśnie prosiłabym o udowodnienie mi, w jaki sposób ten podział określa to, co ma określać. Pod względem logiki i gramatyki :)
Co oznacza w całości wyrażenie "za-tykam uszy"?

Pozdrawiam.
Opublikowano

tak jak tłumaczyłam Jaskowi: w zatykaniu uszu , w ucieczce przed biciem zegara takze słychac tykanie- co bezwarynkowo określa nieustanną przemijalność, sens gramatyczny-brak,m ale w poezji nie opeiram na nim wersów; odrobina niepoprawności bardziej bawi...ogólnie w tmy wypadku za-tykanie tworzy dwa wyrazy: potrzebne do jednej interpretacji , uwypukla bicie zegara zamiast sie na nim skupic: czytelnik kazdy wie ze tyaknie uszu jest bezsensu:) wiec nie musze chyba zarysowywac tego dokładniej

Pozdrawiam wieczornie:)
Agata

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Echh widzę, że się nie dogadamy. Może po prostu o gustach się nie dysktuje.
Bo nie w mojej estetyce jest rozdzielanie słowa tak, by tylko jedna część miała znaczenie, a druga to taki odrzutek, co sobie tam niegramatycznie siedzi, by "bardziej bawić". Dla mnie albo całość wyrażenia coś znaczy albo nic. Albo całość ma sens albo nie ma gry słowem.
No, ale położmy to po prostu na karb niezgodności gustów, jak już pisałam :)

Pozdrawiam pokojowo :)
  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Gra słowem jak najbardziej wskazana. Za-tykam? Co w tym złego Kasiu? Sens jest jaknajbardziej.

Agato, czytałem lepsze wiersze, ale i ten niczego sobie.
pozdr
Ariel

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...