Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kiedy ona jest na korcie,

masz prawdziwy roller coaster,

kto ją widział, dobrze wie,

dziś gra dobrze,  jutro źle.

 

Racjonalnie nie rozumie,

przecież świetnie tak grać umie,

więc gdy przegra niespodzianie,

pojąć tego nie jest w stanie.

 

To emocje, jak w miłości,

mogą wiele dać radości,

ale takim są zjawiskiem,

że potrafią zatrząść wszystkim.

 

Wtedy piłka jest za twarda,

a rakieta nic nie warta,

wiatr zawiewa ze złej strony,

a ze sztabu wciąż androny.

 

Kim dla Igi ma być trener,

wielu tego może nie wie,

Mats* powiedział to najprościej,

wyciszaczem jej emocji.

 

 

*Mats Wilander, sześciokrotny zdobywca Wielkich Szlemów, komentator Eurosportu.

 

Autor jest byłym wyczynowym tenisistą.

 

Opublikowano

@Marek.zak1

 

Emocje to nie wróg do zgniecenia,

to paliwo, co napędza zwycięstwa.

Kto nie czuje, ten nie gra z pasją,

kto nie płonie, ten nie spala kortów.


Trener nie jest "wyciszaczem" duszy,

lecz lustrem, co emocje oswaja.

Bo Iga nie musi być chłodna jak Federer,

wystarczy, że jest sobą - i to wystarcza.

Opublikowano

@Berenika97 Tu chodzi o wyciszenie tych destrukcyjnych emocji, rozterek, które usztywniają. Te dobre, pasja, oczywiście pomagają, napędzają. Jako, ze trenowałem moje córki i jeździłem z nimi na turnieje kobiece, widziałem, jak jedno, z pozoru błahe, związane z tenisem, albo nie,  zdarzenie potrafi wytrącić z równowagi nawet łatwo wygrywającą zawodniczkę, a wyniki 6 - 0 , 0 -6 są całkiem częste.  Pozdrawiam wiosennie. 

@iwonaroma  Tak, ale wielu z nas niepokoi się, co dalej, bo Iga jest obecnie kłębkiem nerwów i to się, niestety nasila. Justin Henin, w wieku 26 lat zakończyła karierą, będąc na pierwszym miejscu WTA. Niedługo wcześniej rozstała się z mężem. Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...