Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Dori

Dori

W końcu przychodzi dzień, kiedy otwierasz oczy.
Stoisz z boku jak cień, patrzysz, jak los się toczy...


W głowie natrętna myśl – jak smutne to czyjeś życie.
Na zewnątrz niby OK, a dusza płacze skrycie.


Miotasz się, nie wiesz, co począć:
czy pomóc do głosu dojść duszy?
Czy zamknąć oczy, odpocząć,
spróbować znów ból zagłuszyć...


I chciałoby się tym cieniem zostać,
nie czuć, nie cierpieć, nie dusić...
Z tej matni w końcu wydostać
i losu więcej nie kusić...


Ten jeden, ostatni raz
oczy zamykasz znowu.


To jeszcze nie ten czas...
 

Dori

Dori

W końcu przychodzi dzień, kiedy otwierasz oczy.
Stoisz z boku jak cień, patrzysz, jak los się toczy...


W głowie natrętna myśl – jak smutne ten ktoś ma życie.
Na zewnątrz niby OK, a dusza płacze skrycie.


Miotasz się, nie wiesz, co począć:
czy pomóc do głosu dojść duszy?
Czy zamknąć oczy, odpocząć,
spróbować znów ból zagłuszyć...


I chciałoby się tym cieniem zostać,
nie czuć, nie cierpieć, nie dusić...
Z tej matni w końcu wydostać
i losu więcej nie kusić...


Ten jeden, ostatni raz
oczy zamykasz znowu.


To jeszcze nie ten czas...
 



×
×
  • Dodaj nową pozycję...