nie jestem sobą
od kiedy myślę o tobie
kartka zgina się
w poprzek
nie tak jak powinna
zagięcie wbite
w nic
wracam do ciebie
znowu
i znowu
jakby nie było krawędzi
lubiłam siebie
prostą
przyziemną
taką, którą mogłam dotknąć
teraz język się osuwa
zaimek za zaimkiem
„ja” przerzedza się
w pół zdania
przecinki przytrzymują oddech
ale nie na długo
rytm się łamie
i biegnie dalej
zdania rozciągają się
poza znaczenie
połykam chwile w całości
nie otwierają się
nie jestem sobą
nie całkiem w sobie
moje myśli przechylają się
bokiem
poza linią
jakby myślenie miało kierunek
w ciebie
dotknij mnie
w drżeniu
w ciszy