Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Słowo

 

Niektórzy ludzie, jak podają historycy, lubili spory co do tego problemu, co było pierwsze: woda, ogień czy powietrze? Gdyby im ktoś zasugerował, że Słowo, umarliby ze śmiechu, choć i w ich czasach, w akademiach z prawdziwego zdarzenia padały, w sporach, kontrowersyjne tezy. Z ludzkiego punktu widzenia jest to mocno nielogiczne i fałszywe utrzymywanie poglądu, jakoby z nicości powstało Słowo. Aby cokolwiek powstało z niczego. Trudno sobie w ogóle wyobrazić nicość. A tu nagle Słowo, które stało się ciałem. Siłą braku w sobie (może bezsilnością) mocy tej wyobraźni, czy wyobrażenia człowiek z braku innej możliwości wybiera założenie Mocy poza nim samym, a która jego istnienie założyła. I stąd snuje czy otrzymuje logiczne wytłumaczenie lub logiko – prawdo – podobne. Ktoś inny powie, że to pseudointelektualne brednie, niedorozwój jakiejś myśli . Hurra entuzjazm. Usprawiedliwienie zwykłej gorszości aby ją zatuszować w imię choćby indywidualnego tryumfu nad resztą stada, ku wzbudzeniu chwilowego podziwu graniczącego z zachwytem. O! Moje na wierzchu! Wiara w to, że przyszłe pokolenia na drodze rewolucyjnego rozwoju świadomości naukowej znajdą odpowiedź i na te problemy stanowi równe iluzoryczne założenie, jeśli nie mniej prawdo – podobne. Szukanie odpowiedzi na takie pytania w sobie samym, w ludzkim Bycie jest sprzeniewierzeniem się zasadzie realnej percepcji zmysłów. Oszustwem uczciwości metodologicznej w nauce. Coś od wieków, od tysiącleci nakazuje człowiekowi dopełniać siebie Kimś potężniejszym od siebie samego. Być może po to aby zregenerować utracone w walce o byt siły, poszukuje tajemnej energii kosmosu, być może czegoś mu brak. Wytwarza więc w swojej fantazji bogów, bożków, gnomów, bazyliszków, potworów… . Jak więc nie przyjąć w umyśle czegoś co realnie nakazuje szukać gdzieś we wnętrzu ciała. Jak pominąć fakt. Byłoby to zakłamaniem samego siebie, zafałszowaniem obrazu samego siebie. Podkopaniem zasady zdrowego ego: on widzi to, a ja udaję, że tego nie ma. Dlaczego on to ma, a ja nie? Przyjmując zatem, że na początku było Słowo można wysnuć, że był to dźwięk, poruszenie, drganie, drżenie, ruch. Zaś pierwszą przyczyną ruchu była Istota sprawcza wszechrzeczy, jakaś Potęga, Wszechmoc, Omnipotencja, Doskonałość absolutna. Księgi Zoharu bajkowo opowiadają powstanie alfabetu. Jest to jakiś substytut ogólnej, małej wiedzy w tym temacie. Co prawda opowieści Zoharu odnoszą się raczej do ewolucji homo sapiens i jego prób rozwoju dźwięków artykułowanych ale inne księgi, świadectwa historii, genesis, wskazują na anatomiczne podobieństwa do tajemniczych bóstw i bogów. Być może zbieżność melodyczno-miłosna wiodła prym przy powstawaniu wyrazów, słów. Może taki typ energii wyzwolił ruch dźwięku, dał początek sensowi. Może umiłowanie piękna było pierwszą ideą bytu, pomyślanego jako idea. Z pewnością Słowo to było potęgą sprawczą, mocą. Raz pomyślana idea bytu stała się ciałem, idea oblepiona piaskiem, błotem, etc. Jak Słowo zrodziło ideę nie sposób objaśnić. Jak Słowo będąc ideą stawało się nią także trudno dociec. W historii nazywa się taki fakt tajemnicą dzieła stworzenia. Dzieło stworzenia jest więc zasłonięte, przesłonięte mrokiem niewiedzy. Tajemny Byt Naczelny u którego „na początku było Słowo” osadził homo sapiens w dość niejasnych okolicznościach z wiadomego powodu. Księgi genesis mające tysiące lat wskazują definicję bytu ludzkiego, jego imperatyw formy egzystencji, skąd wynika, że w definicji formy ludzkiego bytu jest zakodowana ta paradoksalna niewiedza. Słowo stało się realnością, dokonało się coś osobliwego w tajemny sposób. W dzisiejszym, stechnicyzowanym świecie pozornego postępu i rozwoju, świecie komputerów osobistych, satelitów i sieci informatycznych słowo stanowi rodzaj miękkiego tworzywa do miętoszenia i plucia. Czasami staje się gdzieniegdzie siekierą lub wściekłym kłem. Nastąpił kompletny rozbrat słowa z tworzeniem, zwłaszcza w kręgach niższych, ubogich warstw społecznych, tak licznych na początku XXI wieku. To rodzaj słownej schizofrenii abstrakcyjnego oblicza człowieka XXI wieku. Wielu z nas używa steku słów bez znaczenia, rodzaj papki w kontakcie interpersonalnym, zapychającej pustkę własnej nędzy twórczej; rzeczywista impotencja możliwości twórczej, celebracji słowa. Dominacja analitycznego myślenia z pobudzeniem motoryki sprawia pozorne, a więc złudne wrażenie polifonizacji kontaktu interpersonalnego, bogactwa umysłowego na zasadzie komputerowej sumy bitów czy bajtów. O wyższości ma w tym znaczeniu decydować pojemność pliku na dysku twardym. A tymczasem Albert Einstein, podobno najgenialniejszy współczesny fizyk i filozof zapisałby, gdyby żył cały swój wykład w pliku nie większym niż kilkanaście tysięcy bajtów. Genialność jego syntezy nie byłaby pozorną paplaniną wokół jakiegoś motywu na jeden gigabajt pojemności, jak często można to dziś spotkać w telewizyjnej kłótni pseudo wyedukowanych redaktorów. W dodatku nieliczna elita, która tworzy komputery, dzieci nowych czasów, tworzy pozorne instrumenty ułatwiające człowiekowi egzystencję. Można nawet pobawić się fantazją i stwierdzić, że księgowy z 1935 roku po Chrystusie więcej wiedział i liczył. Tego rodzaju zabawki jak komputer osobisty wraz z oprogramowaniem i ułatwianiem życia w rzeczywistości najczęściej (biorąc pod uwagę wzrost populacji oraz politykę koncernów i syndykatów) pauperyzują osobowości do roli klawiszowego. Nie znaczy to wcale, że komputer to wynalazek zły ale że nie poprawnie wykorzystywany, podobnie jak Słowo. Staje się materiałem szkodliwym dla środowiska ludzkiego postępu szeroko pojętego, od elity poczynając na szerokich kręgach kończąc. Ale to jest niebezpieczna tajemnica Słowa. Można insynuować paradoks: im więcej słów tym ciemniej, albo im więcej słów tym więcej milczenia. W dzisiejszym świecie pozornych postępów ludzi słowa to arie operetkowe „łysej śpiewaczki”, co tak trafnie spostrzega współczesna dramaturgia światowa. Pewnego rodzaju aberracje sferyczne i astygmatyzm znaczeń, definicji pojęć, paralel, motywów tematycznych, wprowadzają pierwotny chaos pomiędzy ludzi, dezintegrują ich wspólnotę i powoli niszczą. Lecz, powie ktoś, taka jest strategia fiskalna elit, taki jest świat, najlepszy z możliwych. Jednak z uporem może powracać myśl: kiedyś, dawno temu był początek, a na samym przedzie początku było Słowo… jak to możliwe? Skąd wziąć podstawę dla tak niepojętej iluzji? Wszystko co logiczne sprzeciwia się temu. Gdzie można znaleźć czynnik warunkujący zdrowy rozum w tym temacie, a nie szaleństwo? Może poszukać w sobie samym? Może poza sobą?...

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      z tym zdaniem jest coś nie tak, proponuję zamiast staje się napisać jest, albo zamienić na cięższy. Bardzo dobry tekst.
    • @Migrena  dziękuję za raki odbiór. Pozdrawiam serdecznie.
    • @hollow man  Wiersz wręcz reporterski , brak metafor , sugestywny tytuł. Bez oceny. Mamy tu książkę i niedopitą herbatę, miękkie światło.  .Kobieta pozuje, leży swobodnie, patrzy z czułością.  Powstaje obraz. Pozdrawiam. 
    • Zegar wskazywał już późny wieczór, a w biurze było prawie pusto. Klawiatura komputera stukała w ciszy, wypełnionej tylko szumem klimatyzacji. Karolina siedziała przy biurku, zgarbiona, ze wzrokiem utkwionym w nieskończonej liście e-maili. Każdy nowy komunikat był jak kamień wrzucony do jej już przepełnionego kosza. Nadmiar obowiązków, terminów, nieodpowiedzianych telefonów – wszystko zlewało się w jeden gęsty, nieprzenikniony chaos, który zaciskał się wokół jej umysłu. Patrzyła na ekran, ale nie była w stanie przetworzyć żadnej z informacji. Dłońmi masowała czoło, próbując złapać oddech, ale powietrze wydawało się ciężkie, duszące, jakby każda myśl ważyła tonę. Czuła się, jakby była zatopiona w oceanie zadań, który wciąż się rozrastał, pochłaniając ją coraz bardziej. Wzrok jej błądził, zatrzymując się na półce z filiżankami do kawy, które teraz wydawały się zupełnie nieistotne. Dźwięk telefonu, który nagle zadzwonił, wytrącił ją z zamyślenia, ale tylko sprawił, że poczuła się jeszcze bardziej osamotniona w tym niekończącym się wyścigu. – Tak, Karolino, jeszcze jedno zadanie – powiedział głos w słuchawce. – Będzie trzeba to zrobić na wczoraj. W jej głowie tylko wzbierała cisza. Każdy kolejny dzień stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Przytłoczenie jest jak ciemna chmura wisząca nad głową, która nieustannie rośnie, aż w końcu zapełnia całą przestrzeń. To nie tylko brak czasu, ale nadmiar tego, co musimy zrobić – rzeczy, które wkradają się w nasz umysł, jak hałas, który nie pozwala usłyszeć własnych myśli. Zbyt wiele do zrobienia, za mało przestrzeni na oddech – każdy obowiązek staje się coraz bardziej ciężki, jak kamień na plecach, który zdaje się rosnąć z każdą godziną. Czasem przytłoczenie to nie tylko wielka lawina zadań, ale cichy proces, który wkrada się w naszą codzienność. Niezauważenie przestajemy oddychać pełną piersią. Zamiast żyć, zaczynamy tylko reagować, próbując dotrzymać kroku temu, co nieustannie nas goni. Tłumione emocje, zapomniane potrzeby – wszystko to staje się jednym wielkim ciężarem. Jednak przytłoczenie nie jest nieuniknione. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nie do pokonania, może okazać się tylko falą, która w końcu opadnie, jeśli pozwolimy sobie na moment zatrzymania. Bo przytłoczenie nie jest końcem. To jedynie sygnał, że trzeba zwolnić, posłuchać siebie, oddzielić to, co naprawdę ważne, od tego, co jest tylko dodatkiem. W chwilach, gdy czujemy się przytłoczeni, nie musimy walczyć z ciężarem. Możemy go puścić, oddać to, co nie jest naszym, i znaleźć w sobie przestrzeń do oddychania. To w tej ciszy rodzi się spokój, który pozwala znowu zobaczyć, że życie nie jest serią niekończących się zadań, ale podróżą, w której to, co najważniejsze, może odbywać się w rytmie serca, a nie w tempie zegara.
    • w ostatnim zdaniu brakuje a miedzy tym, a tym (obietnicą?),  osobiście zrezygnowałbym ze zwrotu w pożyciu i z początku w całym zadaniu. Czyżby młode lata filmowego "Och Karol" ?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...