Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Poszedłem tam, choć buty miałem

nieodpowiednie na taką historię.

Pod górę, przez wiatr, który szarpał płaszczem

z tą samą obojętnością, z jaką szarpie dachy

domów.

Chciałem zapytać o radę kogoś,

kto ma na mądrość etat od kilku tysiącleci.

 

Atena stoi.

Podobno bogini, w praktyce – sporo wapnia i

krzemianów.

Ma minę kogoś, kto widział już wszystko,

więc przestał mrugać, żeby nie przegapić reszty.

 

Zapytałem ją o nas.

O to wyrywanie sobie z rąk tego, co i tak nie

nasyci.

O nienawiść, która jest u nas tańsza niż chleb.

O dwulicowość, tę naszą zapasową twarz,

noszoną w kieszeni na wypadek prawdy.

 

Milczała.

W tym milczeniu była jakaś fachowa precyzja.

Kropla deszczu upadła na posadzkę –

to był jedyny komunikat, jaki otrzymałem.

Dość lakoniczny, jak na tyle wieków

doświadczenia.

 

Więc powiedziałem jej, bez podnoszenia głosu:

— Skoro tak, to stój.

Bądź tylko tym, czym jesteś – eksponatem pod

numerem jeden.

Twoja mądrość nie pasuje do naszych małych

wojen.

Jesteś nieaktualna, jak zeszłoroczny śnieg,

zbyt czysta na nasze brudne palce.

Twoje miejsce jest w lamusie, między eposem a

kurzem.

 

Usiadłem na chwilę, bo nogi też mają swoje

prawa.

I wtedy słońce, niepytane o zdanie,

weszło do środka i oślepiło mnie jasnym

promieniem.

Burza na zewnątrz nagle uznała, że wystarczy,

i poszła psuć pogodę komuś innemu.

 

Wstałem. Nie było sensu dłużej tu siedzieć.

Otrząsnąłem płaszcz i ruszyłem przed siebie,

żeby znaleźć jakieś inne, stare miejsce

i tam pomęczyć kogoś innego moimi myślami.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...