Dawno temu
bardzo bałam się śmierci
był to paraliżujący strach
zwłaszcza przed nocą o niej myślałam
wypatrywałam czy stanie w drzwiach
przyszła do innych i ich zabrała
a ja dalej się bałam
duchów
no bo przecież ci co odeszli duchami byli
nie to żeby chcieli mnie skrzywdzić
nie nie krzywdzili
tylko odeszli tam nie wiadomo gdzie
drobne gesty szybkie spojrzenia lecz
tylko w głębokim śnie
wszystko niejasne pod znakiem cienia
pozostawiało po sobie mroczne przeczucie że tuż za rogiem czai się ona
i kiedyś przyjdzie przyjdzie na pewno
ale nadchodził dzień a za dnia cienie bledną
i nadszedł dzień jasny i długi
z nową ożywczą nadzieją
trwał jakiś czas powoli minął
i teraz zmierzchu pora
tak myślę sobie brachu
czy wskrzesi ona znowu
starego demona strachu