Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Natuskaa Niebywałe. Wiersz zaczyna się od pasztetu, a kończy na kwietnym ogrodzie. A może i nie...? :D

 

Gdyby jednak słowo "pasztet" odczytać jako brzydotę, a ogród z kwiatami uznać za określenie piękna, to podmiotka znajduje się pomiędzy - lub w ogóle poza nimi, gdzieś obok. 

 

Wiersz brzmi częściowo dysocjacyjnie, jakby peel był w stanie odrętwienia wywołanego zmęczeniem, zagubieniem, rozczarowaniem otaczającą rzeczywistością. Widzę tu opis momentu przeciążenia, kiedy człowiek niby ma co robić, ale w sumie sam nie wie co i trwa bezczynnie, trochę zabłąkany, a trochę zawieszony. I zastanawia się, dlaczego w ogóle utknął w tym stanie, w tym miejscu - z pasztetem - skoro mógłby przebywać w ogrodzie pełnym kwiatów. Na końcu wybrzmiewa nuta cichej rezygnacji. Nie z ogrodu. Z samego siebie. 

 

Utwór opisuje to wszystko w sposób niebezpośredni. Nie ma tu słowa o zmęczeniu, rozczarowaniu, smutku. Może to nawet błąd interpretacyjny z mojej strony. Jednak w wierszu Autor zapisał proces myślowy, który subtelnie sugeruje nam warstwy emocjonalne podmiotu. To jak scenografia bazująca na zaledwie kilku rekwizytach - i jedna scena jednego aktora, który w akompaniamencie tykania zegara potrafi pokazać widzom wszystko, co było do pokazania. 

Opublikowano

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Jest wielu zwolenników pasztetów, dlatego bym tutaj nie określała go synonimem brzydoty... raczej jedną z możliwości zaspokojenia głodu, cokolwiek sobie ktoś wstawi w miejsce słowa "głód". Zależało mi na złapaniu momentu refleksji. W wyobraźni miałam kobietę, która siedzi przy stole i patrzy ze zdziwieniem na to co się na nim znajduje, a czego nie "zamawiała" oglądać, co jednak ma dane oglądać w wyniku jakiś splotów okoliczności. I tak jak powyżej ja nie demonizuję "pasztetu". Nie jest tu też wskazane na to, czy jest głodna, czy nie, ani... czy to jest jej stół.

 

Myślę, że taki odautorski komentarz na temat treści wystarczy:)

Niemniej analiza wiersza wyszła Tobie zacna. Dzięki temu mogę spojrzeć na to co napisałam z trochę innej strony.             

   

Pozdrawiam :)                 

Opublikowano (edytowane)

@Natuskaa To była nadinterpretacja z mojej strony, bo zbyt atrakcyjny był dla mnie kontrast tytułu z epilogiem wiersza. Ponadto słowo "pasztet" jest nie tylko potrawą, ale również określeniem kogoś "atrakcyjnego inaczej" - lub kłopotliwej sytuacji. Już tak mam, że robię wiwisekcję samego słowa, nawet gdy jest zbędna.

 

Właściwie to bez znaczenia, jeśli jedyne co miałaś na myśli to ten "nieszczęsny" pasztet do jedzenia - bez znaczenia dla mojej oceny. Poniekąd może nawet... lepiej? Pasztet to szara masa - niczym szara rzeczywistość, z której chociaż myślami można uciec do kolorowej przestrzeni i... poniekąd nakarmić nim mózg, by ten miał energię na takie wojaże :D Całkiem prawdopodobne, że emocje, które widzę w tym wierszu, są w innej formie lub innych proporcjach względem siebie, ale wierz mi, że to, co miałaś w głowie - scenę - zostało pokazane. Tylko że czytelnik nie siedzi w głowie tej kobiety, dlatego ja widzę np. zmęczenie, zawieszenie, przeciążenie podmiotu, a Ty, jako Autorka - widzisz (i pod tym kątem tworzysz) chwilę jego zadumy, refleksji, zatrzymania w chwili styczności z pasztetem.

 

Brak definitywnej odpowiedzi nad tym stanem sprawia, że jest to tak ciekawe.

Edytowane przez marzipan (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

to też, a nawet... mimo tego, co się widzi, nie trzeba ulegać czyjeś szarej rzeczywistości, jeśli się posiada "własny ogród". 

 

Miłego wieczoru życzę :)

 

Wściekłe pociski... i strzały? Hmm... 

 

Również pozdrawiam :)

   

Opublikowano

@Natuskaa Moje pierwsze skojarzenie to uwłaczająca, niesatysfakcjonująca relacja. Słyszę w tym wierszu ogromne znudzenie, zobojętnienie i próbę znieczulenia, odłączenia się od własnego życia, od złych wyborów.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Czasami stoję w kolejce i patrzę na to, co ludzie kupują. Nie gardzą pasztetem, a nawet napiszę więcej, gdyby nie było popytu, to i podaż byłaby niepotrzebna. Chcesz to przełożyć na kwestie relacji? Masz takie prawo. Tyle, że i w relacjach ludzie gdzieś tam dokonując wyboru, mieli w tym jakiś cel. To, co osobie postronnej może się wydawać mało logiczne, jednak czemuś służy. Na tym coś się buduje.

 

Pozdrawiam :)

 

 

Opublikowano

@Natuskaa Czemuś służy, to nie wątpliwe, te złe wybory one też wynikają z jakichś braków które w sobie chcemy zaspokoić, a może właśnie mamy ochotę na ten "pasztet" i o ile samo to słowo jest nacechowany dosyć negatywnie, to nie dlatego je tak odebrałam, a dlatego, że czytając ten wiersz zrozumiałam to w ten sposób, że w chwili obecnej jest on raczej niepożądany. Nie obiektywnie zły, ale podmiot nie ma chęci by go zjeść, czy się nad nim zastanawiać, woli odpłynąć gdzieś w wyobraźnię. I to nie musi absolutnie tyczyć się relacji, tak to przefiltrowałam przez swój umysł i doświadczenia, ale widzę - obraz jest pojemny. No ale tak, fajnie, że doprecyzowujesz, bo czuję, że ten wiersz jest trochę głębszy niż moje odczytanie, ale jakoś, nie umiem chyba odgadnąć o co chodzi...coś mi umyka :)

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 Dokładnie. Wszystko jest po coś. Czasami nie warto grymasić tym bardziej, gdy coś nie jest nasze. 

Miło, że się podzieliłaś odczuciami pod wierszem. 

 

Miłego wieczoru :)

 

  • 4 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Dusza

       

      Wieki temu ludzie używali żelazka do prasowania ubrań i innych tego typu rzeczy w taki sposób aby nadać im jakiś schludny wygląd. Były to urządzenia z tak zwaną „duszą”, to jest z pustym wnętrzem do którego wsypywało się rozżarzone węgle lub kawałki żarzącego się drewna. Żelazne okowy żelazka rozgrzewały się, a następnie można było prasować nim odpowiednie materiały, gdyż włożone polana czy węgle ogrzały dostatecznie „machinę”. Ta materialistyczna metafora duszy nasunęła mi się względem osób wierzących inaczej, które lubią mawiać, że mają „wewnętrzny ogień” rozgrzewający ich ciała.

       

      W pięknym zakątku Polski centralnej, znajduje się wspaniały pałac (w Nieborowie), a w nim mnóstwo zabytkowych wnętrz, obrazów, mebli, dzieł sztuki, itp. Znajduje się tam również biblioteka. W niej zaś można zauważyć wielotomowe dzieło pod wspólnym tytułem: „Historia duszy ludzkiej”. Aby ją przeczytać w całości i podzielić się wiedzą, potrzeba by było mnóstwo czasu, zatem trzeba dokonać pewnego skrótu, syntezy, trawestacji, własnej adaptacji na temat pojęcia duszy.

       

      Wedle tego co powyżej, dusza ludzka zaistniała od tego momentu, w którym człowiek stanął na dwóch nogach, przyjął postawę wyprostowaną. Właśnie wtedy zaczął posługiwać się rozumem. Jego świat był pełen lęków i obaw, pełen złych duchów, którym musiał oddawać cześć, których musiał obłaskawić, aby zyskać przychylność w łowach. Składał rozmaite ofiary całopalne, mnożył zaklęcia. Zaczął grzebać zmarłych oddając im w ten sposób należny szacunek. Pojawiła się sztuka w postaci rysunków naskalnych, przedstawiających świat zwierząt (animizm), w jaskiniach, które zamieszkiwał.

       

      Dla starożytnych Egipcjan dusza składała się z kilku kluczowych aspektów, które powstawały w momencie narodzin: Ka (siła życiowa) – to sobowtór człowieka, który potrzebował jedzenia i picia. Dary składano w grobowcach. Taka siła odróżniała żywego człowieka od zmarłego. Ba (osobowość) – część, która mogła opuszczać ciało i podróżować między światem żywych, a światem umarłych (przedstawiana jako ptak z ludzką głową). Ach (duch świetlisty) – to wyższa forma duszy, powstająca dopiero po śmierci, jeśli zmarły pomyślnie przeszedł sąd Ozyrysa. Ten duch zamieszkiwał wśród gwiazd. Ren (imię) – starożytni Egipcjanie wierzyli, że człowiek żyje tak długo, jak długo jest wymawiane jego imię. Ono stanowiło integralną część tożsamości duchowej. Szut (cień) – był uważany za nierozerwalny element istoty ludzkiej, który zawiera cząstkę istoty ludzkiej, zawiera cząstkę jego mocy. Według mitologii egipskiej, życie i iskra duchowa pochodziły bezpośrednio od bogów – stwórców takich, jak Atum, Ra, czy Chnum. Źródłem mądrości dla Egipcjan było serce, nie zaś rozum. Śmierć nie była końcem, lecz przejściem do innego świata. Podróż była długa, niebezpieczna i składała się z kilku etapów. 

       

      Starożytni Grecy zauważyli, że ciałami porusza coś niematerialnego, coś co nazwali „nous”. Zauważyli też, że to nie dusza podąża za ciałem, ale ciało za duszą. Podzielili więc duszę na rozumną, popędliwą i pożądliwą. Dusza rozumna „zawiaduje” wszystkimi popędami i pożądliwościami. To ona decyduje o wyborze etyki, a co za tym idzie moralności. Ona przeprowadza działanie na tych trzech zbiorach. W duszy pożądliwej ma miejsce chęć posiadania cudzego majątku, cudzego talentu, cudzego ciała, cudzej żony, cudzego męża, cudzego mienia, władzy nad innymi, itp. Dusza popędliwa jest niemal bliźniaczo podobna do duszy pożądliwej. Ktoś ma popęd w kierunku uprawiania lekkiej atletyki, ktoś inny turystyki pieszej, jeszcze inny ma popęd do kolekcjonowania złotych monet, a jeszcze inny do „sukcesów” erotycznych czy alkoholu. Charakterystyczny był dualizm duszy i ciała, przeciwstawienie duszy ciału i ciała duszy. Dla niektórych Greków dusza stanowiła formę ciała i była z nią nierozerwalnie związana.

       

      Dla starożytnych Rzymian dusza ludzka składała się z kilku niematerialnych elementów: 1) anima: duszy biologicznej, „tchnienia życia”, które ożywia ciało i jest wspólne dla wszystkich istot żywych; 2) animus: dusza racjonalna, siedlisko intelektu, woli, emocji; utożsamiana z męskim pierwiastkiem psychiki; spiritus: duch, „tchnienie”, kojarzony z siłą witalną i łącznością z boskim pierwiastkiem wszechświata; 3) mens: umysł, intelekt to taka część duszy, która dąży do gwiazd (per aspera ad astra).

       

      Zupełnie inaczej ma się rzecz z duszą ochrzczoną. To tak jakby w duszy rozumnej Greka, gdzieś tam wysoko, na dachu znajdowało się okienko skierowane ku błękitnemu niebu, na którym widać złożoną z obłoków, twarz jedynego Pana Boga. Dusza ludzka nie ma nic wspólnego z tak zwaną „teorią ewolucji”, którą nieliczni łączą z chrześcijaństwem, dopuszczając się kolejnej herezji, gdzie wraz z ewolucją ciała ewoluowała i dusza ludzka. Każda dusza jest stwarzana bezpośrednio przez Boga w momencie poczęcia. Dusza nie jest uwięziona w ciele, ale stanowi jego formę. Człowiek jest jednością cielesno – duchową. Dusza nie ginie wraz z śmiercią ciała. Po rozłączeniu z materialną postacią egzystencji zachowuje świadomość i zdolności poznawcze. Bezpośrednio po śmierci, dusza podlega sądowi szczegółowemu, który określa jej stan: niebo, czyściec lub piekło.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...