Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

 

 

 

 

Wspomnienie to znam już na pamięć; przez lata jego różne wersje łączyły się ze sobą, jak łączy się mgła, i teraz nie sposób już stwierdzić, co wydarzyło się naprawdę.

   Przyjmijmy zatem, że mieliśmy wczesną wiosnę, kiedy dni są już dłuższe i jasne, lecz drzewa nie wypuszczają jeszcze liści. Ciocia ubrała mnie ciepło i poszliśmy do miasta, odwiedzić jakichś ludzi z dzieckiem.

   Zapamiętałem różowe skarpetki tego stworzenia, jego zaślinione rączki, i głowę, która ciążyła mu bardziej niż ciąży dorosłym. Ciężko mi jednak powiedzieć, czy był to chłopiec, czy dziewczynka. Z pewnością dlatego, że, mimo przewidywań ciotki — osóbki skurczonej w sobie i ciepłej — bardziej niż dziecko, zajął mnie chłopak, który się nim opiekował. Nawet kiedy trzymał je na kolanach, miałem wrażenie, że oto stoję na ulicy i patrzę na niego przez szklaną ścianę. 

   Szybko zapadł zmrok i musieliśmy już wracać.

   Trzymając ciotkę za gorącą i suchą rękę, wciąż miałem go przed oczami. Był niewątpliwie przystojny; raczej miotał spojrzenia, niźli patrzył; a jednak wszystko, na co padł jego wzrok, stawało się tak rozkosznie bezosobowe jak ciemniejąca, pusta ulica. Że też dziecko, spędzając z nim tak wiele czasu, nie straciło, i tak jeszcze nie wykształconych, rysów twarzy!

   Zapalały się lampy i wiatr przybrał na sile. Naszą drogę znaczyły liczne kałuże, z których nie zdawałem sobie sprawy — przemoczyłem skarpetki. Ciotka szła kilka kroków przede mną. Co jakiś czas odwracała się do mnie, za każdym razem sprawiając wrażenie troszkę zaskoczonej na mój widok.

   — I jak? — zapytała nagle. Tym razem się nie odwróciła. 

   Znów wszedłem w kałużę.

   — Co?

   — Jak podobał ci się dzidziuś?

   — Był w porządku. — Podrapałem się po nosie. — Ciociu, a czy tutaj straszy?

    Po obu stronach drogi stały domki i pozamykane bramy. Z któregoś ogrodu dobiegał dźwięk dzwonków wietrznych.

   — Nie. Skąd ten pomysł, co?

   Kiedyś też będę miał w ogrodzie takie dzwonki — pomyślałem — będą grały mi w nocy i kiedy śpiewają ptaki.

   W tym miejscu, w każdej wersji wspomnienia, widnieje biała plama — widać: ktoś złapał dzwonki. I nagle stoję tam, kilka kroków za ciotką, a białą, zawiązaną luźno wokół mojej szyi chustkę porywa wiatr i niesie ją hen, hen — aż przykryje rozpadające się, urojone zwłoki.

 

 

 

 

 

Edytowane przez Lenore Grey (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

... rzadko czytam opowiadania.... tutaj, czytanie samo w sobie, przyjemne. a.. jw.. te dzwoneczki.... :)

Niech dzwonią i Tobie, nawet jeżeli są niewidzialne.

Opublikowano

@Lenore Grey

 

„Ktoś złapał dzwonki" - i wspomnienie się urywa. Ta biała plama to nie luka w pamięci, to znak, że coś zostało wyciszone. I zaraz potem -wiatr, chustka, zwłoki. Jakbyś pokazywała, że pewne wspomnienia mają w sobie coś, co nie chce być wypowiedziane, tylko zaznaczone nieobecnością.

Opublikowano

@Lenore Grey

 

Berenika spojrzała na Twoje opowiadanie pięknie.

 

to ja tylko dodam, że jest tutaj magia słów, hipnotyczne ujęcia i świetny kunszt literacki.

 

bardzo refleksyjny i ekscytująco liryczny utwór.

 

dzięki za to piękno :)

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Jak zwykle za sympatię płacę  Tracę      Jak zwykle za lęk płacę  Tracę      Jak zwykle za nie postawienie granic płacę Tracę      Jak zwykle za brak odwagi i zdecydowania płacę  Tracę      To jest opozycja      Gdy grają mi na głowie  Prawo pilnuje blok  A my jesteśmy głośno    Jak zwykle za głupotę płacę  Jak zwykle płacę za brak asertywności    Bo zepsuję im zabawę   Także oddaję swój komfort i potrzeby    Bo są w moim pokoju  Bo mi zależy  Na ich zabawie  Tak na prawdę  (To absurdalne)   Albo dlatego że nie chcę wyjść na niemiłego  Albo dlatego, że wciąga mnie obojętność    To głupota być tego świadomym  i ich nie wyprosić  Znów coś robię  Coś sprzecznego ze mną  Bo chyba sprzeczności to część mojej kreatywności    Wziąłem to co oni I nie ciągnie mnie do integracji    Teraz oprócz z sobą samym Mógłbym być tylko z nią  A niewiem czy i jej nie stracę    Sympatia  Głupota  Konflikt    Oni na przodzie  Ja z tyłu  Na własnym terenie  I w tym momencie  Nie jestem sobą  W tym momencie Zdradzam siebie    Opozycja to kiedy interesy jednego ciała niebieskiego są w konflikcie z drugim ciałem niebieskim    Nawet w tak banalnej sytuacji możnaby mądrze postąpić  Wystarczyłoby dać wyraz złości    Ale to się nie zmieniło od młodości  Zawsze ja przesłonięte przez oni    Niech się bawią  Ja od początku chciałem być sam  Jednak sprzedałem się za towar    Postawienie swoich granic? No przecież to chamskie    Złość  Złość  Złość    Przyjemność... wspiera? Czy wypiera?   No wspieram czy wypieram!?   Moja niewygoda to wiersz  W takim chaosie nie mogłem czytać  Wchłonąć się    A kiedyś lubiłem... chaos  Teraz nie    No i w końcu wyprosiłem towarzystwo  Zostawiłem jednego  Bo jednemu mogę powiedzieć  "Mnie nie ma, po prostu zajmij się sobą"   Wziąłem to co oni I nie ciągnie mnie do integracji  Kiedyś wręcz przeciwnie  Lubiłem... pokazywać swoje ja Normalne... Zmiany    Domówka zamiast wybuchem energii  Zamiast szalonym tańcem Stała się dla mnie psychorozwojową rozkminą   Co jest grane, pytam się moich 33 lat?        
    • I cela, papieżu, nam. A nuże i papa leci!
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...