Szczelina między deskami
zabiera mój świat —
ciepły, pachnący chlebem.
Myśli uciekają spod kół,
tłuką się po polach, by zgubić lęk.
To takie niesprawiedliwe.
One tam, ja tu.
Na następnym postoju wymyka się nadzieja.
W dłoni trzyma mój spokojny oddech.
Opuszcza mnie bezszelestnie
i trochę wstydliwie.
Ostatnia stacja.
Ucieka życie.
Patrzy przez szczelinę między deskami,
ale nikogo już tam nie ma.