Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

@Alicja_Wysocka Ostatnio  najczęściej  do zdjęć,  własnych  myśli i wnusiów, które są blisko za sprawą techniki :)
Takie czasy, ale nie jest tak źle, każda  pora ma swoje blaski i cienie  :)
Dziękuję Alu :)

 

@andrew Coś w tym jest   :)
Dziękuję za czytanie i komentarz :)

 

Dziękuję  odwiedzającym moje strony, za  serducha i czytanie   moich zapisków.

 

Edytowane przez Bożena Tatara - Paszko (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

tasujesz godziny między jawą a snem 

mieszasz minuty jak zupę w garnku

a miksem z sekund wypełniasz cień

układasz pasjans - przestań nie warto

 

być może ekran wyłączyć lepiej

by własne serce w końcu usłyszeć

ono doradcą bywa najlepszym

stworzy nadzieję pocieszy ciszę

:)

Opublikowano

@Jacek_Suchowicz
 

pasjans to dialog

nie strata czasu

bezpieczna przystań

w bezsnu podróży

 

ekran nie rani

on daje jasność

by w ciszę głębiej

się zanurzyć

 

cisza nie dławi

serca rytmu

i nie zagłusza

jego głosu
 

to - póki co

jedyna droga

by wiersz wydobyć

z dna chaosu

Dziękuję Jacku za wierszowany komentarz :)

 

@Wędrowiec.1984
W tej losowości można znaleźć szczelinę dla słów, nawet jeśli nie  układają się w rymy, mogą  się ułożyć w wiersz :)
Dziękuję Wedrowcze :)

 

Opublikowano

pasjans to dialog

a z kim ten dialog

no bo zapewne 

nie jest ze sobą

 

jakieś kabały

ci się zachciało

a może pozwól 

mówić twym słowom

 

On tam na górze

cierpliwie czeka 

wpuść do ogródka

swoich problemów

 

otwórz swą duszę

wyznaj w pokorze

Sam Ci podpowie

jak życie zmienić

:))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...