Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z Wami Panie rozmowa

jak ze starym, siwym,

dawidowym handlarzem. 

Ani człowiek po tej dyspucie mądrzejszy 

ani głupszy.

Ani w pełni zadowolony,

ani zdradziecko oszukany.

Rzeknijcie na rany Chrystusa,

ile z sakwy mi czerwońców ubędzie? 

Za Wasze wątpliwe

wstawiennictwo i opiekę.

 

 

Wy inflamis i przechrzta.

Nie ariański a popi bydlak kresowy.

Palownik od księcia Jaremy.

Strach blady i kaźn na dusze kozacze.

Choć Wy teraz odziani w karmazyny  

na dworze magnackim

i nahajem chłopstwo 

jak ptactwo dzikie,

po polach rozganiacie.

To ja wiem, żeście nie zawsze tacy byli,

pierwszej krwi błękitnej, szlachcic.

 

 

A co ja prawie, jeno szlachcic… wojewodzic,

Hetman koronny,

książę elektor na

warszawskich pałacach

i sejmowych polach.

Buty Wam

i czarnego jak kopyta Mefistofila,

humoru przaśnego,

bicze bisurmańskie z głowy nie wybiły.

Ale już skórę z pleców odjęły

i zniżać głowę 

przed obliczem

wezyra galernego, nauczyły.

 

 

Gdybym nad grobem nie stał

w chwili doczesnej

i gardłowej sprawie się nie poświęcił

to bym spluwał na Wasz herb

i szablę Waszą

i z grobu Was nie odradzał.

Lecz tylko Wy,

czerni grobu się nie boicie.

Krzyże święte profanujecie,

na klasztory kobiece zajazdy gotujecie, młódki dla zabawy 

raptem gnębicie 

i gwałt im bezbożny zadajecie.

W imię sił nieczystych,

którym duszę zaprzedaliście,

Wy i cała Wasza sotnia.

 

 

Pamiętam jak dziś,

bo walczyłem tego,

przeklętego dla ojczyzny,

majowego dnia,

roku pańskiego

tysiąc sześćset czterdziestego ósmego na korsuńskim stepie.

I niech mnie Bóg pokara

jeślim skłamię teraz

i piorun mnie jasny zabije,

bo przeto dokładnie widziałem

jak padacie z konia,

trafiony tatarska strzałą

i sfora do Was doskoczyła

jak diabelska, wściekła fala. 

Cięły Was i kozackie karabele

i osmańskie ordynki Tatarów.

Widziałem, Panie Bracie

jak trup z Was jeno ostał

na ich drzewcach i ostrzach.

Jak mi Bóg miły,

umarliście a teraz żyjecie!

 

 

Wy diabły stepowe, 

na pokutę wieczną skazane.

Wy, nieumarli obrońcy, świętego stepu.

Kruki i sokoły,

Waszymi sługami i oczami.

Diabliki, na rumakach z huraganu, 

Waszymi kompaniami.

A śmierć Wam hetmanem i batiuszką.

Carem i hosporadem.

Klątwą Waszą po wieki.

Nie chcecie przeto nic ode mnie.

Ani złota ani srebra 

ani honorów i wstawiennictw.

Chcecie jedynie

bym ten pergamin przeklęty,

własną krwią podpisał

i przeklął swą duszę.

Mi już nie dwory ni zamki, 

rezydencjami doczesnymi.

A castrum doloris, ciche w świątynii.

Dajcie sztylet.

Sobie na pohybel,

pieczęć krwistą pod umową stawiam.

 

 

Kary koń już czekał u drzwi.

Wspaniały silny i dumny fryz. 

Samej pani małodobrej, wierny ogier.

Gość mój wsiadł na niego

z miną straczeńczą

Zabrał go prosto

do piekielnych podziemi.

 

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Niezwykły tekst - mroczna barokowa wizja pełna duchowości i historycznego ciężaru. Wiersz buduje atmosferę rozmowy z widmem, nieumarłym obrońcą stepów, kimś zarazem przeklętym i świętym w swojej wiecznej pokucie. Ciekawe jest też to, że bohater wie, że zawiera pakt przeklęty, ale czyni to świadomie, z pozycji człowieka już stojącego nad grobem. Czy to fragment dłuższego dzieła?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...