dedykuję violi arvensis
Już Cię rozbieram; także ze słów,
skłębionych marzeń w ciągłym roju,
z nieokiełznanych i mrocznych snów,
ze skrytych pragnień, co może koją.
Wpierw pocałunkiem wygładzam twarz
zmywając wszelkie wątpliwości.
Zdejmuję bluzkę z tysiącem spraw,
które wciągają życie w pościg.
Walczę by rozpiąć z domysłów rzecz
co słodycz półkul w problemach skrywa
na nich sentencje już stoją, lecz
ta ich postawa jest zaraźliwa.
Więc wszystko rzucam, bo nie ten czas.
Książka na półkę wrócić musi,
aby uczucia dojrzały w nas,
i połączyły – dwoje ludzi.