List-post bez adresu
krąży między błahym gestem
a potrzebą znaczenia.
Nie chcę skąpić —
nie znam tylko miary.
Czasami dobrze zrobić z siebie idiotę,
świadomie, bez alibi,
jakby to była jedyna forma uczciwości.
W związku , uczymy się trwania.
Na szczycie zbiegają się drogi:
zaczyna się zwyczaj kochania,
kończy potrzeba wyjaśnień.
Oczarowanie przychodzi jak warunek,
nigdy jak obietnica.
Pragnienie jest ruchem —
koniecznością,
która nie pyta o sens.
Rutyna porządkuje oddech,
uczy ciszy między zdaniami.
Niebezpieczeństwo zaczyna się wtedy,
gdy pragnienie przestaje być potrzebne,
a wciąż domaga się miejsca —
jak mebel,
którego nikt nie wynosi.
Piszę do nikogo.
Tylko cisza
potwierdza odbiór.
Aż do końca.