Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dotąd zwaśnieni sąsiedzi o miedzę,
Jak przesiedleńcy z Krużewników,
W mig chwycili za wiadra z wodą
I pognali ratować chałupinkę od pożogi.

 

Nieśli ratunek mimo jęzorów ognia,
Mimo belek spadających na głowy.
Staruszkowie, przez świat zapomnieni
Czekali na ratunek, tracąc dech i życie.

 

Pożar tańczył swój dziki korowód,
Chciwymi skokami sięgał strzechy.
Woda, choć tak jej niewiele,
Niczym deszcz siąpiła i siąpiła.

 

Nikt nie myślał o starych waśniach,
O granicach, które dzieliły pola,
Tylko o ludzkiej tragedii, bólu
I o tych dwojgu, co wzywali pomocy.

 

Aż wreszcie ogień, zmęczony oporem,
Skulił się w żar pod sczerniałym dachem.
A dym, jak dusza, co odchodzi z ziemi,
Wsiąkł w wielką noc nad osadą cichą.

 

I stali razem, zasmoleni, cali w pocie,
Patrząc, jak iskry gasną, trzaski ustają,
A w zapłakanych twarzach sąsiadów
Odbiła się niejedna gorzka łza.

 

Nad ranem dym uniesie się jeszcze lekko,
Jakby niósł przebaczenie nad wioską.
Cisza rozleje się po zagrodach, psy ucichną,
A wiatr przewróci dzielący ludzi płot…

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...