Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@infelia to racja, zimą potrafi woda zamarznąć w domkach nieocieplanych i co wtedy, roztapiamy śnieg na herbatę:) idzie dopiero większy mróz i mogą zaistnieć pęknięcia rur. W mieście jest bezpieczniej. Ja jeszcze nie szukam drugich par pończoch:) dzisiaj dreptałam po ulicy, jeszcze jest przyjemnie, nie było mi tak zimno, teraz piję herbatkę, prognozy są nie ubłagane na styczeń. Myślę, że po tych mrozach przyjdzie ocieplenie.

Opublikowano

@infelia

Świetny wiersz! Lubię jak balansujesz między humorem a autentycznym doświadczeniem zimowej gehenny. Ta progresja od "udawania Greka" przez spektakularny upadek na schodach, aż po desperackie malowanie ciepłych krajów przy świecy - to jest po prostu mistrzowska.

Polecam kryminał "Osada" Michała Śmielaka - to prawie o tym. :)))

Opublikowano

@infelia

 

ale ja znam Śmielaka doskonale:) i czytam aktualnie Śnieg przykryje..:) 

Ale w tematyce wiersza poza Osadą ( którą bardzo lubię), Anna Musiałowicz „ Śnieg jeszcze czysty” …i realia życia na polskiej wsi w drugiej połowie XX wieku ;))) kaflowy piec, czosnek i herbatka z malinami:) 

 

pozdrawiam :) 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Tutaj nie można łowić. Więc może Pan zostawić w torbie  swoje wędki i przynęty. Tak te sztuczne jak i naturalne. Żywe i martwe. W tej rzece jest tyle zbyt cennych ryb, nie można ich brutalnie schwytać na haczyk, wyrwać z błękitnej, czystej toni. Z ich uporządkowanego,  rybiego, podwodnego świata. To nieludzkie. Polować na bezbronnych. Najlepiej jeśli w ogóle pan odejdzie.     Ale ja nie jestem wędkarzem. Siadam nad brzegiem jedynie po to  by odpocząć w cieniu drzew, by zastanowić się nad sobą i życiem. Wyborami na które i tak nie mam wpływu. Czasami przeklinam los. Wyrzutka i odszczepieńca. Dziwne, że w ogóle mnie zauważono, bo najczęściej omija się mnie jak śmiecia. Krzywią się twarze przechodniów, jestem zrównany do roli  ciemnych zaułków najgorszych, miejskich ulic. Śmierdzących od pijackich posiedzeń. Zanieczyszczonych workami zgniłych resztek, pudłami pustymi jak oczy bezdomnych, którzy leżą na tej upodlonej nędzą włości, błagając o łyk wódki, działkę lub śmierć.     Deszcz pada mi na głowę, lecz nie zmywa za sobą  grzechu człowieczeństwa. Grzmoty biją wokół mnie, gdy ledwie żyw sunę pod most  by rozpalić zamokniętymi zapałkami  choć jeden płomyk nadziei. Płomień opala mi palce. A ja widzę w jego wnętrzu dom. Nie ten, który niegdyś miałem. Klatkę dysfunkcji. Pijaństwa, przemocy i zimnej obojętności. A prawdziwy. Poczęty we śnie. Otoczony miłością i zrozumieniem. Spokojną rozmową i wsparciem. A potem uświadamiam sobie,  że to było tylko złudzenie. Znów przespałem noc. I nastał już koszmar dnia. Zmarnowanego życia.     To kim pan wreszcie jest? Jestem nikim. Poetą. Wspomnieniem. Moją wędką są długopis i zeszyt. Przynętą wiersze. Wie Pan jak to jest. Wędka z marchewką u końca sznurka. Lecz ja muszę i zawsze chciałem być sam. Tak jak tu nad rzeką. Lecz widzi Pan,  trawi mnie choroba umysłu i duszy. Jej nieuleczalnym objawem jest wena. Stąd te wszystkie  nieplanowane przynęty na ludzi,  którzy jeszcze potrafią współodczuwać.     Da pan wiarę, że nie miałem w życiu  innej kobiety niż poetki? Uzależniam je. A one mnie. Niszczymy się wierszami nawzajem. Tniemy się słowem. Trujemy rymem. A celem naszym nie jest miłość a wolność. A potem gdy wizję naszych dzieł się bezpowrotnie rozchodzą. To wracam pod most, na ławkę czy do noclegowni. I piszę znów. Nie z potrzeby wyrzucenia z siebie uczuć  a z choroby umysłu. Przekleństwa poetyckiego.   Nieznajomy wskazał kogoś  na ścieżce opodal bulwaru. Ta panna przysłuchuję się nam  i patrzy na pana jak w obrazek. Wygląda jak śmierć. Przyszła wreszcie po pana. Wiele już podobnych śmierci przeżyłem. Obawiam się za każdym razem, nie lądując finalnie w kostnicy, że jestem nieśmiertelny, bo nie umrze z miłości ten  co w nią nie wierzy. Jeśli nie wierzyć w demony  to one nie mogą nas opętać. A ona, wierzy i w miłość i w demony. Zakochała się w demonicznej postaci poety. Tak naprawdę kocha jego wiersze nie ciało. Bo ciała nie ma. Jest tylko wspomnienie. I rany na kartkach zadane długopisem. Uzależniły ją. Stygmatyzują ją, każda z osobna  pod postacią blizn na przegubach.  
    • @Berenika97 Dziękuje i myślę , że zdarzają się róże bez kolców ale rzadko (:
    • zapachem peralgonii, ze śnieżnego welonu marzeń wyrwana - przyszłość osiada na parapecie woda odcina welon aby ugasić pragnienie roślin jak dobrze że zakorzeniasz mnie w obecność, nurtem tych najbliższych potrzeb  
    • Podziwiam dziwną parę i widzę kłębków parę.    
    • popołudniową porą na ławce, nie najśmielszy tak grzecznie mnie zaczepił niedokończony wierszyk.   ubrany w cztery zwrotki, na nogach zgrabne rymy, nieśmiało mówi do mnie: - wiesz, nie mam puenty, wymyśl.   kolejna wiosna mija chcę miniaturki dzieci, i cały czas się martwię bo nie mam ich z kim sklecić!   Więc mówię tak do niego: cóż do stracenia miałam, - gdybym cię choć troszeczkę… to może bym została?     *   reszty się już domyślcie nie będę paplać przecież, że puenta jest szczęśliwa, a wiersz?  jak nikt na świecie.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...