Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Amber

W Twoim wierszu jest niesamowita gra kontrastów - delikatność polakierowanego paznokcia wobec surowej, rozdartej zimy. Czuje się tę zimową ciszę i napięcie między tym, co kruche, a tym, co pierwotne.

Obrazy są bardzo plastyczne - widzę te gwiezdne iskry na zamarzniętej rzece. Szczególnie uderzyło mnie "rozdarta zima" i ta scena z sarnami jako świadkami.  Świetny wiersz! Pozdrawiam. 

Opublikowano

@Tectosmith Poukładany obraz, w którym tło stanowi chaos, świat nie jest takim, jakim go widzimy. Każdy proces niesie ze sobą zyski i straty. Nie jest to najlepsza obrona tekstu, do mnie on również gładko nie trafia i jego nierówność jest problematyczna. Dziękuję, że podzieliłeś się swoim odczuciem. Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

@Amber
Dziękuję za doprecyzowanie. To utwierdza mnie w odbiorze drugiej strofy jako brutalnego obrazu rzeczywistości, skontrastowanego z niemal pospolitą rozrywką. Widać, że był to zabieg zamierzony. Musiałem jednak dopytać dla pewności.
Pozdrawiam serdecznie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @M jak Malkontent  Bardzo dziękuję! :)
    • @Witalisa Nawiązanie !?  
    • Tutaj nie można łowić. Więc może Pan zostawić w torbie  swoje wędki i przynęty. Tak te sztuczne jak i naturalne. Żywe i martwe. W tej rzece jest tyle zbyt cennych ryb, nie można ich brutalnie schwytać na haczyk, wyrwać z błękitnej, czystej toni. Z ich uporządkowanego,  rybiego, podwodnego świata. To nieludzkie. Polować na bezbronnych. Najlepiej jeśli w ogóle pan odejdzie.     Ale ja nie jestem wędkarzem. Siadam nad brzegiem jedynie po to  by odpocząć w cieniu drzew, by zastanowić się nad sobą i życiem. Wyborami na które i tak nie mam wpływu. Czasami przeklinam los. Wyrzutka i odszczepieńca. Dziwne, że w ogóle mnie zauważono, bo najczęściej omija się mnie jak śmiecia. Krzywią się twarze przechodniów, jestem zrównany do roli  ciemnych zaułków najgorszych, miejskich ulic. Śmierdzących od pijackich posiedzeń. Zanieczyszczonych workami zgniłych resztek, pudłami pustymi jak oczy bezdomnych, którzy leżą na tej upodlonej nędzą włości, błagając o łyk wódki, działkę lub śmierć.     Deszcz pada mi na głowę, lecz nie zmywa za sobą  grzechu człowieczeństwa. Grzmoty biją wokół mnie, gdy ledwie żyw sunę pod most  by rozpalić zamokniętymi zapałkami  choć jeden płomyk nadziei. Płomień opala mi palce. A ja widzę w jego wnętrzu dom. Nie ten, który niegdyś miałem. Klatkę dysfunkcji. Pijaństwa, przemocy i zimnej obojętności. A prawdziwy. Poczęty we śnie. Otoczony miłością i zrozumieniem. Spokojną rozmową i wsparciem. A potem uświadamiam sobie,  że to było tylko złudzenie. Znów przespałem noc. I nastał już koszmar dnia. Zmarnowanego życia.     To kim pan wreszcie jest? Jestem nikim. Poetą. Wspomnieniem. Moją wędką są długopis i zeszyt. Przynętą wiersze. Wie Pan jak to jest. Wędka z marchewką u końca sznurka. Lecz ja muszę i zawsze chciałem być sam. Tak jak tu nad rzeką. Lecz widzi Pan,  trawi mnie choroba umysłu i duszy. Jej nieuleczalnym objawem jest wena. Stąd te wszystkie  nieplanowane przynęty na ludzi,  którzy jeszcze potrafią współodczuwać.     Da pan wiarę, że nie miałem w życiu  innej kobiety niż poetki? Uzależniam je. A one mnie. Niszczymy się wierszami nawzajem. Tniemy się słowem. Trujemy rymem. A celem naszym nie jest miłość a wolność. A potem gdy wizję naszych dzieł się bezpowrotnie rozchodzą. To wracam pod most, na ławkę czy do noclegowni. I piszę znów. Nie z potrzeby wyrzucenia z siebie uczuć  a z choroby umysłu. Przekleństwa poetyckiego.   Nieznajomy wskazał kogoś  na ścieżce opodal bulwaru. Ta panna przysłuchuję się nam  i patrzy na pana jak w obrazek. Wygląda jak śmierć. Przyszła wreszcie po pana. Wiele już podobnych śmierci przeżyłem. Obawiam się za każdym razem, nie lądując finalnie w kostnicy, że jestem nieśmiertelny, bo nie umrze z miłości ten  co w nią nie wierzy. Jeśli nie wierzyć w demony  to one nie mogą nas opętać. A ona, wierzy i w miłość i w demony. Zakochała się w demonicznej postaci poety. Tak naprawdę kocha jego wiersze nie ciało. Bo ciała nie ma. Jest tylko wspomnienie. I rany na kartkach zadane długopisem. Uzależniły ją. Stygmatyzują ją, każda z osobna  pod postacią blizn na przegubach.  
    • @Berenika97 Dziękuje i myślę , że zdarzają się róże bez kolców ale rzadko (:
    • zapachem peralgonii, ze śnieżnego welonu marzeń wyrwana - przyszłość osiada na parapecie woda odcina welon aby ugasić pragnienie roślin jak dobrze że zakorzeniasz mnie w obecność, nurtem tych najbliższych potrzeb  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...