Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Poniższe opowiadanie jest wizją przewidywanej przyszłości i tak należy je rozumieć. Ewentualne podobieństwa z postaciami rzeczywistymi są przypadkowe.

***************************************************************************************************************************************************************************

 

Niedługo minie już trzeci miesiąc, kiedy jestem tutaj, czyli połowa mojej kary. Wychowawczyni zaczyna coraz częściej mówić o tym, że powinnam wyjść na przepustkę z zakładu karnego. Podkreśla, że wyjście na przepustkę to wręcz konieczność, bo nie może być tak, żebym się za bardzo przyzwyczaiła do życia więziennego. A poza tym to przepustka, według niej, to taka dodatkowa kara. No bo najpierw poczuję ten smak wolności, a potem będę musiała znowu wrócić za kraty.

 

- Wiem, że to przykre, ale to musi być. - powiedziała niedawno.

 

Kiedy dokładnie miałam wyjść na przepustkę jeszcze nie było jasne, ale miało to nastąpić prawdopodobnie w tygodniu, który miał się zacząć po tym widzeniu, na które Marek miał przyprowadzić panią Krysię.

 

W ubiegłym tygodniu dostałam ten list od naszej sąsiadki i od razu zadzwoniłam do niej, żeby ją uspokoić odnośnie mojego małżeństwa. Teraz mamy już poniedziałek następnego tygodnia, a więc mam znowu piętnaście minut na rozmowy telefoniczne. Tak więc postanawiam po pracy zadzwonić do Marka.

 

- Cześć Marek, tu Agnieszka, dostałeś może już mój ostatni list?

 

- Cześć Agnieszko, chyba jeszcze nie…

 

- No to, jak dostaniesz, to się dowiesz, co sądzę o takich numerach, jak ten, który zrobiłeś ostatnio

pani Krysi. O konsekwencjach dowiesz się, jak przyjedziesz w tym tygodniu na widzenie do

mnie…

 

- Już się boję…

 

- No to dobrze, że się boisz. Ale do tego jeszcze wrócimy. A tymczasem powiedz mi, czy mógłbyś

mi zrobić pewną przysługę. Skoro mam już tu siedzieć te sześć miesięcy, to dobrze by było,

gdyby mój przypadek był ostrzeżeniem dla innych i dlatego warto by było, żeby więcej ludzi się o

tym dowiedziało. W końcu jako dziennikarka jestem osobą w miarę znaną w naszym regionie i

gdyby się szersze grono o tym dowiedziało, że mnie za tę jazdę w stanie nietrzeźwym naprawdę

zamknięto, to może by to zrobiło jakieś wrażenie…

 

Marek od razu zrozumiał, co powinien robić.

 

- Dobrze, w końcu znam trochę ludzi z Wydziału Dziennikarstwa, gdzie studiowałaś, więc spróbuję

wysondować, co o tym sądzą. Ciekawe może być także dla odbiorcy mediów, jak to teraz wygląda

w takim zakładzie karnym dla kobiet. Ludzie widzą, że Polska się zmienia, ale nie do wszystkich

dociera, jak szeroki jest rzeczywisty zakres tych zmian…

 

- W takim razie zakończmy teraz tę rozmowę, żebym miała jeszcze jakiś zapas minut w tym

tygodniu. No i widzimy się w sobotę na widzeniu.

 

- No, dokładnie. Skąd wiesz, że w sobotę przyjeżdżam?

 

- Wychowawczyni mi powiedziała. W takim razie pa i do zobaczenia albo do usłyszenia.

 

- Pa.

I tak skończyła się moja rozmowa z Markiem.

 

Tego samego dnia, późnym popołudniem, ja i Agata wykorzystywałyśmy nasz czas, która nam dziennie przysługuje na internet. Siedziałyśmy przy dwóch komputerach stacjonarnych znajdujących się obok siebie. Oczywiście wszystkie komputery mają u nas w więzieniu, jakżeby inaczej w tych antyglobalistycznych czasach, wolne oprogramowanie. Ja i Agata większość naszego czasu przy komputerze wykorzystywałyśmy na czytanie i oglądanie różnych mądrych stron: informacje z Polski i ze świata, teksty naukowe z naszych dziedzin, ale kiedy nasz czas dobiegał już końca, to w ostatnich 10 minutach przy komputerze jakoś zachciało nam się oglądać strony modowe.

Tak sobie patrzymy na różne letnie kreacje, aż w końcu Agata odzywa się do mnie, lekko zamyślona:

 

- Tak szczerze...Nie tęsknisz za takimi normalnymi ciuchami? Na przykład to...Biała sukienka w

kwiaty i do tego zielone baleriny…

 

- Wiesz co...Jak tak patrzę, to chyba jednak trochę tak. - odpowiadam. - Chyba bym nawet chętnie

jakieś szpilki założyła. I do tego czerwoną spódnicę. O, taką…

 

- A może to nawet dobrze, że tęsknimy za takimi modnymi ciuchami. - odparła Agata rezolutnie i jednocześnie przekornie. - Skoro za tym tęsknimy, a nie możemy tego mieć, to jest to dla nas jakaś kara, jakaś pokuta. A w końcu nam się kara należy za te nasze wybryki alkoholowe.

 

- No może...- odpowiedziałam niepewnie.

 

Kiedy tak rozmawiałyśmy nie zauważyłyśmy nawet, że za nami stanął Marcin.

 

-Oj, dziewczyny, chyba wam to oglądanie stron o modzie nie służy. Czas już kończyć siedzenie

przed komputerem. I zapamiętajcie sobie raz na zawsze, że w tych waszych siermiężnych,

więziennych drelichach i siermiężnych, więziennych drewniakach wyglądacie przepięknie. -

powiedział z przekąsem.

 

Agata popatrzyła na niego z rezygnacją.

 

- Mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiety.- oznajmiła

 

- I tu się panna Agata myli.- odezwał się Marcin, znowu z pewną nutą przekąsu.

- Jako funkcjonariusz pełniący służbę w zakładzie karnym dla kobiet czuję się zobowiązany czytać

prasę kobiecą, którą od czasu do czasu pożyczam od funkcjonariuszek. I powiem wam jedno:

Znam wszystkie wasze babskie słabości na wylot i wiem jak bardzo w sprawach ubioru jesteście

zależne od naszej męskiej opinii. - przekonywał.

- A gdyby to ode mnie zależało, to bym kazał wam chodzić w jeszcze bardziej siermiężnych

ubraniach więziennych, niż to teraz ma miejsce.- dodał z nutą uszczypliwości.

 

- Już się boimy! - odparła Agata z ofensywną ironią.

 

-Tak, czy inaczej. Wasz dzisiejszy czas na internet się skończył. Wracamy do cel. - zakończył Marcin rozmowę. Po wyłączeniu komputerów wstałyśmy i zostałyśmy zaprowadzone do naszych cel, które o tej porze były już zamykane na noc. I tak skończył się ten dzień.

 

Następnego dnia wszystkie więźniarki pracowały z rana przy sprzątaniu parku na obrzeżach miasta. Ja i Agata zamiatałyśmy razem pewną alejkę i wtedy podszedł do mnie pewien człowiek, który rozpoznał mnie prawdopodobnie z powodu mojej pracy dziennikarskiej i próbował mnie zagadać. Takie sytuacje zdarzały się już częściej od kiedy jestem tu, w więzieniu, i pracuję na zewnątrz. Podchodzą ludzie, którzy kojarzą mnie z moich wideoblogów w internecie albo, którzy pamiętają moje zdjęcie przy moich artykułach w sieci albo w prasie drukowanej. W takiej sytuacji strażniczka, która nas pilnuje, w sposób grzeczny i łagodny, zwraca tym ludziom uwagę, że teraz nie wolno mi z nimi rozmawiać, ale skoro mnie poznają, to przecież mogą napisać list do mnie, do zakładu karnego. I tym sposobem dostaję tutaj listy od moich czytelników oraz widzów mojego wideobloga.

 

 

Kiedy tak zamiatamy tę alejkę, Agata się do mnie nagle odzywa:

 

- Dobrze, że jesteś taka znana. Jak ludzie skumają, że taka renomowana dziennikarka siedzi w kryminale za jazdę po pijaku, to można by tego użyć do ostrzegania ludzi przed takimi zachowaniami.

 

- No właśnie. - odpowiadam. - Dlatego też poprosiłam mojego Marka, żeby popytał w moim środowisku dziennikarskim, czy ktoś by nie chciał zrobić jakiegoś reportażu telewizyjnego o mojej sprawie.

 

- I dobrze by było, żeby ten reportaż był także o mojej sprawie. - odparła Agata. - Ja, co prawda, prawie w ogóle nie jestem znana, no ale, gdyby ludzie się dowiedzieli, że córka sędziego już za pierwszym razem dostała taki wyrok bez zawiasów i teraz naprawdę siedzi...To mogłoby być bardzo wychowawcze. I niech nas zobaczą w tych więziennych łachach.

 

- Oj, Agata. - odparłam. Nie mów „łachy”. Te nasze więzienne ubrania są dosyć siermiężne, ale jednak całkiem schludne.

 

- Tak mi się powiedziało z tymi „łachami”. Nie bierz sobie tego tak do serca. - wyjaśniła Agata.

 

Jeszcze trochę było tego zamiatania, potem jeszcze trochę grabienia trawy, no i wracałyśmy z powrotem do więzienia.

 

***

W środę tego tygodnia, w którym na widzenie do Agnieszki miałem przywieźć panią Krysię, wreszcie doszedł ten list od Agnieszki, o którym mówiła przez telefon. No i muszę przyznać, że moja żona robiła się coraz bardziej nawiedzona. Przez ten pobyt w więzieniu czuła najwyraźniej coraz większą potrzebę, żeby mnie karać. Moja artystyczno-literacka wyobraźnia zaczynała w niej coraz bardziej widzieć...alegorię kary pozbawienia wolności. Ciekawość odnośnie tego, jakie to ona dla mnie kary wymyśli, podnosiła u mnie poziom adrenaliny. Dlatego niecierpliwie oczekiwałem tego sobotniego widzenia.

 

 

W piątek, w dzień przed widzeniem u Agnieszki, miałem rano dyżur jako bibliotekarz w bibliotece uniwersyteckiej. Po dyżurze, kiedy około trzeciej po południu chciałem się wziąć za robienie obiadu, dzwoni telefon.

 

- Cześć, tu Agnieszka. Jutro przyjeżdżasz do mnie na widzenie, prawda?

 

- Tak, wiem. Mam być u ciebie o dwunastej. Rano przychodzi do mnie twoja mama, a potem razem z panią Krysią idziemy na dworzec i przyjeżdżamy PKS-em do ciebie.

 

- A coś w sprawie reportażu o mojej sprawie udało ci się wysondować?

 

- Byłem na uniwerku, na twoim Wydziale Dziennikarstwa i rozmawiałem z paroma twoimi dawnymi znajomymi, ale nic mi nie mogli powiedzieć. Kazali mi przyjść gdzieś tak za dwa tygodnie.

 

- Ja w każdym razie wychodzę na przepustkę w najbliższy poniedziałek. Przepustka będzie na jeden tydzień, a więc trochę będziemy mieli tego czasu.

 

- O, to się dobrze składa. Bo w poniedziałek to ja mam wolne, więc bez problemu mogę ciebie odebrać. Twoja mama na pewno też będzie chciała przyjechać po ciebie.

 

-Dobrze, Marek, czy mógłbyś mi zrobić jeszcze jedną przysługę? Jak przyjedziesz jutro na widzenie, to możesz mi przywieźć te moje błękitne spodnie i czarne sandały? Chciałabym w tym wyjść w poniedziałek na przepustkę.

 

Znowu zachciało mi się dokuczać żonie:

 

-A ty co tak z tymi ciuchami? Nie wystarczą ci te rzeczy, które są w zakładzie karnym w depozycie? Myślałem, że więzienie nauczyło ciebie skromności...- powiedziałem lekko złośliwie.

 

-Oj, Marek...-usłyszałem zmęczony głos Agnieszki. - Bądź po prostu tak dobry i zrób to dla mnie. Po trzech miesiącach chodzenia w drelichu i chodakach chciałabym mieć trochę większy wybór, co na siebie włożyć.

 

-No dobrze, to w takim razie ci to przywiozę jutro.

 

-No to pa. Do jutra.

 

-Pa. Do zobaczenia.

 

Na tym skończyła się nasza rozmowa. Ja ugotowałem sobie obiad i siadłem przed telewizorem. Leciał właśnie jakiś teleturniej, potem zaczął się polityczny program, gdzie była mowa o bieżącej pracy Sejmu. Ponieważ bilety autobusowe na podróż do Agnieszki były kupione, nie miałem wiele do roboty. Po załatwieniu rutynowych domowych obowiązków i spakowaniu rzeczy, o które Agnieszka prosiła, wziąłem się za czytanie pewnych czasopism bibliotekarskich i polonistycznych, a potem nie pozostawało mi już nic innego, jak pójść spać.

 

Edytowane przez UtratabezStraty (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@UtratabezStraty

Fabuła rozwija się powoli, skupiając się głównie na codzienności więziennej i planach bohaterki. Trochę to nudne. 

Dialogi brzmią naturalnie, choć czasem nadmiernie wyjaśniają oczywiste sprawy.

Obawiam się, że postawa bohaterki - entuzjastyczne planowanie medialnego nagłośnienia własnej sprawy czy rozmowy o modnych ciuchach jako "pokucie" - nie wydaje się wiarygodna. Brakuje głębszej refleksji, jaka towarzyszyła realnej osobie w takiej sytuacji. Tekst za bardzo moralizuje. 

Serduszko za to, że tekst czyta się płynnie i szybko. 

Ale to tylko subiektywne odczucia. Pozdrawiam. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...