Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Mitylene

Ten wiersz ma piękną, melancholijną atmosferę i bardzo poetycką wrażliwość. Zakończenie - imię wołane przez "dogasające w słońcu echo" - to obraz pełen tęsknoty i bezradności. To próba dotarcia do kogoś, kto jest poza zasięgiem.

Podoba mi się. :)
 

Opublikowano (edytowane)

@Mitylene

 

Wspomnienie twojego imienia

 

(Autor tekstu: Chris Rea)

 

Czas upływa
I każda jedna łza
Musiała już dawno wyschnąć
I samotne noce
Stały się dziwną formą akceptacji

I minęły lata
Zupełnie jak mówi stara pieśń
Ból z czasem się zaleczył
Nie mógł przecież wiecznie trwać

Ale przyjaciel
Jak głupiec wspomniał twoje imię

Słoneczne dni, pijane noce
Uśmiecham się i mówię "wszystko jest w porządku"
Ale zimny, zimny deszcz
Na wspomnienie twojego imienia

Wybacz mi proszę
Jeśli wzruszę ramionami
Kiedy będę uspokajał swoich przyjaciół
Starzejąc się
To nie tak, że jestem zimniejszy niż wcześniej
Stałem się po prostu tak dobry w ukrywaniu
Tego co czuję bez drgnięcia (mrugnięcia powieką)

 

Wiesz, jest nadal tak samo
Na wspomnienie twojego imienia

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Mitylene

 

Pamiętasz mnie?

 

(Autor tekstu: Marianne Faithfull

 

Pamiętasz cokolwiek?

Nie udawaj, że nie było wesoło

Zapisz to pod hasłem "rozrywki przeszłości"

 

Rozglądam się po pokoju

Wspominam bliskich memu sercu

I chyba pamiętam wszystko

Lecz przede wszystkim Ciebie

Bo zawsze chodziło tylko o Ciebie

 

Nigdy nie interesowali mnie inni

Ani to co myślą

To mnie mogła przypaść Twoja miłość

A Tobie cały świat

Gdybyśmy tylko potrafili to sobie dać..."

 

(tłumaczenie: Tomasz Beksiński)

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...