33. Machiny i ogień
(narrator: operator katapulty – katapeltes)
1.
Ogień nie ma twarzy,
dopóki
go nie poczujesz.
2.
Obudziłem się
w świetle płonących ludzi —
to nie był już sen.
3.
Płomień zdejmuje skórę —
pod nią wszyscy jesteśmy
jednym strachem.
4.
Miecz był lekki,
dopóki nie poczułem,
jak zatrzymuje się na kości.
5.
W tym kłębowisku ciał
nie wiedziałem już,
czy zabijam, czy ginę.
6.
Upadł mi hełm —
zostało nagie
drżenie karku.
7.
Machiny stały tam,
czyste i dumne,
a ja nie śmiałem ich dotknąć.
8.
Słuchaj ich śpiewu, Dahijko,
a potem dotknij moich blizn —
to prawda.
cdn.
@Somalija
Słyszę. To chyba typowa dla bieżących czasów piosenka. Przejechać z jednym mężczyzną świat od Japonii do Stanów, a potem odejść do drugiego? Można i tak. Być może zależy od powodu, dla którego ów pierwszy mężczyzna "się zgubił". Być może od samego pogubienia, bo przestał trzymać kierunek i dawać oparcie, utraciwszy własną stabilność? A może od samej Darii/Zalii Zawiłej/Zawiałow?
Te kobiety są inne niż kto?
@Czarek Płatak Bardzo wzruszający wiersz, o naszym krótkim żywocie i o tym, co po naz zostaje. Kiedyś ludzie umierali w domu. Wtedy najbliższe zmarłemu kobiety przygotowywały ciało, zasłaniały lustra, zapalały świece. Przeżyłam to jako dziecko, gdy zmał mój ukochany dziadek przygnieciony furą. Miał szczękę przywiązaną chustką, a z ust sączyła się jeszcze mala stóżka krwi. Był środek lata. Obraz dawno zapomniany, ale jednak żywy jeszcze. Twoim wierszem nagle obudzony.
Pisanina
Skaczą myśli po niebie
Jak nuty po pięciolinii,
A ja piszę list do siebie:
Wokół są sami niewinni.
Śnieg pada i zasypuje rany,
Starość w ciszy umiera.
Dzień jest taki zapłakany,
Noc się trumną otwiera.
Szukam swoich kroków w bieli,
W siwe włosy wplątuję wzrok.
Już mnie diabli dawno wzięli,
W środku dnia panuje mrok.
Takie rymy koślawe wychodzą –
Tupią, kopią, trzaskają drzwiami.
Marzenia za nos mnie wodzą,
Nadzieję owijają mgłami.
Po co pisać takie wiersze,
Ludzi do czytania zmuszać?
A może to są życzenia najszczersze,
Żeby ludzi ich życiem wzruszać?