Czytam wiersze
i karmię się słowami
jak okruchami ptak
szybujący w pozornej
wolności.
Zanurzam dłonie
w wersy pełne
cierpienia
trzymające
kruche łzy.
Strach paraliżuje
co dnia
pobladłe usta
próbują wyszeptać
raz jeszcze.
Na plaży
pośród niespokojnego śpiewu
mew
stoję z rozwianymi włosami
i wołam twoje imię
z nadzieją, że usłyszysz
cichnący z wiatrem krzyk
w oddali zrozpaczonego
echa...
Autor fotografii: M. Lewandowska