@Czarek Płatak
Wracam do tytułu "kotd" to zbitka słów "kot" i "kod". Kot - ten internetowy, przyciąga uwagę i daje pozytywne uczucia. Kod - czyli sugerujesz, że jest tu kod do złamania.
A słowo "przeciągnięcia" sugeruje manipulację.
Najpierw jest miejska rzeczywistość - autobusy hamują i wydają dźwięk jak "gwiżdżące delfiny", czuć zapach mięsa (grillowane z budki?), a kot ma swoją surrealistyczną wizję.
" Pierzasty wąż" - może mieć różne znaczenia - tworzenie, relacje z inną osobą.
Kiedy boli, podmiot liryczny "musi się rozmazywać" - odciąć się od emocji, aby ochronić to, co ma w sobie najcenniejsze ("muszlę albo kamień").
Dla kota nadmiar światła jest fizycznym uderzeniem w dno oka.
Dla podmiotu lirycznego świat (dźwięki, zapachy, relacje) jest dokładnie tym samym - nadmiarem bodźców, który wlewa się w niego i rani. To zapis zmagań z wysoką wrażliwością (HSP).:)
Czy coś jeszcze ukryłeś? Pozdrawiam.
@hollow man
Dla mnie jest to niezła lekcja o kosztach, jakie płacimy za próbę całkowitego opanowania świata. Niszcząc naturalne bariery (brzegi rzek) zamiast wolności - zamykamy się w sztucznym, wyreżyserowanym świecie. To metafora świata, w którym wszystko stało się płynne i pozbawione fundamentów.
Żyjemy w kłamstwie tak głęboko, że tylko śmierć, jest w stanie nas z niego wytrącić i pozwolić nam dostrzec "błyski prawdy". "Błyski" - to słowo sugeruje, że prawda nie jest już stałym światłem.
Bardzo intrygujący wiersz. :)
jej mąż ma ciało które nie uznaje granic
nie kończy się w jednym miejscu
rozlewa się po domu jak coś co nie zostało dobrze zakręcone
jak awaria która nauczyła się chodzić
wchodzi w kątyo na szybie
zostawia po sobie ślady ciepła
zapach potu i coś co przypomina wczoraj
śpi ciężko
z otwartymi ustami jakby łapał powietrze z innego życia
jakby coś z niego wychodziło zamiast powietrza
chrapie w rytmie który nie pasuje do niczego
jak rozregulowana betoniarkia
która mieli resztki ich wspólnych nocy
chrapie w kilku językach naraz
jak maszyna która próbuje przypomnieć sobie po co została zbudowana
materac przyjmuje jego ciężar jak wyrok bez odwołania
jakby ktoś próbował z niego wycisnąć ostatnie lata gwarancji
rano podnosi się powoli
najpierw bebech potem barki potem reszta
jakby składał się z części które nie chcą współpracować
szoruje bezwstydnie paznokciami po skórze
jakby zdzierał tynk z nieopłaconego mieszkania
drapie się pod koszulką która przykleiła się do niego jak druga skóra po przejściach
jego skóra jest jak stary paragon
wyblakły nieczytelny
dowód zakupu człowieka, który dawno przestał działać
i dlaczego nie podlega zwrotowi
drapie się po brzuchu jak po bębnie
w który los uderza co rano
żeby sprawdzić czy w środku jest jeszcze jakiś dźwięk
czy tylko echo pustych kalorii
ona udaje że śpi
bo zna kolejność zdarzeń
wstrzymuje oddech tak długo
że krew w skroniach zaczyna tętnić: uciekaj, uciekaj
ale jej nogi są z ołowiu
jakby on już dawno je sobie pożyczył
wie że zaraz padnie to pierwsze westchnięcie
ciężkie wilgotne jak ręcznik zostawiony w łazience na kilka dni
które wejdzie jej pod żebra i zostanie tam jak niechciany lokator
idzie do kuchni
stopy stawia całym ciężarem
jakby sprawdzał czy podłoga jeszcze go znosi
otwiera lodówkę
światło robi z niego dowód rzeczowy
stoi przed nią długo
z ręką w spodniach z głową w świetle
jak eksponat w muzeum rzeczy zepsutych
z twarzą która nie zdecydowała się jeszcze być człowiekiem
jego ciało to magazyn
w którym ktoś chaotycznie upchnął zapasowe lata
a on próbuje je teraz przełknąć razem z zimną parówką z biedronki
je bez apetytu ale dokładnie
miażdży materię
jakby jego zęby były ostatnią sprawną niszczarką w tym domu
ostatnią instytucją która jeszcze działa
mieli wszystko: chleb ciszę i resztki nadziei na to
że jutro będzie lżejszy
on jest jak żywa usterka w instalacji świata
przez którą wycieka Bóg w dresach
z wypchanymi kolanami
jedyny namacalny dowód na to
że nicość ma jednak kogoś na etacie
liże palce powoli bez skrępowania
a ona patrzy na to i czuje coś między litością a zażenowaniem
jej ciało próbuje się zmniejszyć
zrobić miejsce dla jego istnienia
kiedy mówi że coś naprawi
powietrze w domu robi się twardsze
on nie naprawia
on wchodzi w rzeczy całym sobą
siłuje się z kluczem francuskim
jak z obcą cywilizacją
poci się natychmiast
pot wychodzi z niego jak decyzja podjęta bez konsultacji
jak wyciek danych którego nie da się zatrzymać
wygląda jak rzeźba pod tytułem błąd w sztuce
mokry pomnik ku czci wszystkich mężczyzn
którzy zginęli przy próbie wymiany uszczelki w kranie
sapie zaklnie urwie zaleje
stoi potem w tej wodzie mokry do pasa
zadowolony przez chwilę
jak dziecko które rozwaliło zabawkę żeby zobaczyć co jest w środku
ona odwraca wzrok
ale słyszy każde jego chrząknięcie
każdy dźwięk który mówi że to jeszcze trwa
siada na kanapie z ikei i nie siedzi - on się wydarza
ona wtedy zaciska dłonie na szklance żeby sprawdzić
czy jeszcze ma granice
czy też już pachnie tą zimną parówką
jak on
jest jak czarna dziura domowego użytku
która wciąga światło z okien i resztki jej cierpliwości
mieli je w sobie na gęstą ciemną materię
telefon trzyma przy twarzy
ale nie patrzy
tylko przewija jakby szukał wyjścia z własnej skóry
ona siedzi obok i czuje jego ciepło
które nie pyta o zgodę
które przechodzi przez ubrania przez skórę
dochodzi do niej i zostaje
w nocy wstaje
idzie do lodówki
światło oblepia go od przodu jakby go przesłuchiwało
stoi drapie się je prosto z opakowania
jakby był tylko przejściem
ona patrzy na niego z łóżka
i nie wie czy to jeszcze człowiek
czy już tylko potrzeba która przyjęła jego kształt
jej mąż pachnie snem potem i czymś niedokończonym
kiedy ją dotyka robi to ostrożnie
jakby bał się że zostawi ślad
kocha ją cicho bez słów
jest jak Bóg który przespał własną rewolucję
i teraz jedyne co może zrobić to zajmować miejsce
trzymać ściany żeby nie uciekły przed jego chrapaniem
które skleja noc jak klej do rzeczy dawno rozbitych
ona czasem myśli
że gdyby go nagle wyciąć z tego powietrza
dom zapadłby się do środka jak pusta puszka
bo on wrósł w progi jak krew w żyły
stał się jedynym zbrojeniem które jeszcze trzyma ten syf w pionie
jest jak cały świat na fundamencie
spocony i głośny potwór o pustym spojrzeniu
bez którego ściany dostałyby mdłości
trzyma ten bajzel przy ziemi samym swoim byciem
to jest jego jedyna ewangelia:
pot, parówka i nic
wybrakowany mesjasz od cieknących kranów
który nie zbawi świata
ale przynajmniej nie pozwala mu odlecieć w próżnię
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się