Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Powietrze zimne — w księżycowej tafli skrzy.

Poczerwieniały z zimna aniołów nosy.

Odległy czas świateł mija nas.

 

Mienią się kałuże oczu —

dzisiaj nieco inne.

Z drogi możesz jeszcze zejść,

lub pozostać w cząstce  innej.

 

Piętrzą się kaskady myśli szaro złotych,

a może pożółkłych liści — yellow.

Snują się kudłate werniksu myśli,

a może pandemonium szkarłatu.

 

Pozwól Ojcze, kochać Cię,

w granicach wszechrzeczy i przestrzeni,

Tobie tylko znanej — odczłowieczonej.

Ja jestem pustką w próżni,

w nicości zawieszony.

Jak flaga po ciemnej stronie

- wbita w księżyc.

 

 

Otchłań nie jest straszna — czuję jej spokój.

Świat odetchnął jednym z gejzerów.

Boże, ratuj nas!

Ratuj nas, niegodziwych,

jeszcze ten jeden, jedyny raz!

 

Świat spogląda na nas miliardem

pogardliwych oczu.

 

Ziemia i niebo są na styku.

Ty nie dotkniesz mnie,

ja nie dotknę Ciebie —

jak nie dotyka zmierzchu świt.

 

Ale pozwól się kochać,

jak noc kocha gwiazdy.

 

Pozwól, bym po zmroku

mógł z księżycem pobladłym,

- patrzeć w jedne,

z miliarda Twoich spojrzeń.

 

Edytowane przez Benjamin Artur (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...