Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ten wiatr, zwykłam słuchać jak się wzmaga

Boskim szczęściem upojona;

Mogłaś widzieć, że się ze łzami zmagam,

Lecz płakałam zachwycona.

 

Uwielbiałam, gdy leżąc w samotności

W długą, ciemną zimową noc, 

Śniłam nadzieje i szczere radości,

Których w dzieciństwie znałam moc.

 

I och, one lepsze niż wszystko były,

Co przynieść mogą przyszłe dni,

Niczym gwiazdy w niebo się wzbiły,

Do dziś ich światło jasno lśni.

 

I Emily (1839):

That wind, I used to hear it swelling

With joy divinely deep;

You might have seen my hot tears welling,

But rapture made me weep.

 

I used to love on winter nights

To lie and dream alone

Of all the hopes and real delights

My early years had known.

 

And oh! above the best of those

That coming time should bear,

Like heaven's own glorious stars they rose,

Still beaming bright and fair.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Mel666 No przecież nie powiesz tego, co ja bym powiedział: "Cicho, wiem"    Skoro tak... to wyślij. Wiesz, że autor czasem nie potrafi docenić swojego dzieła... Serdecznie Pozdrawiam :-)     
    • @LessLove nie wiem nawet co powiedzieć.  Dziękuję bardzo, źe wierzysz we mnie i podoba Ci się ten wiersz.     Dla mnie ten jest wiersz jest procesem. Ma kilka etapów przez które czytelnik musi przejść, ale pozostawiam wszystko do interpretacji.   Napisałam go również w angielskiej wersji, ale nie wysłałam do żadnego konkursu.   Jeszcze raz bardzo dziękuję:)      
    • Duży człowiek wklejony w mały świat, nazbyt postawny, jak na standardy, nie mieści się do małych foremek. Upychają go i pochłaniają. Naraz siła grawitacji odciska na nim piętna z czasem powstają z nich brzydkie rany.   Woda, sól, mech, szczur czy jakaś maska - - jeden kilogram przytył albo schudł, lecz to go nie okrawa z wielkości, a w sposób naturalny gruntuje. Jego wnętrze ciągle jest w przepychu dla duszy, co nie znosi ciasnoty.   Wciąż jest taki, jakim go dodano, a gdy się obrusza na marginesie… nie zauważysz… chyba, że pęknie naczynie, które go uwięziło, nim dotknął trawy, nim nauczył się żyć bliżej natury, bliżej siebie.
    • @Mel666 Chętnie zapisałbym się do Twojego fandomu, gdybym już w nim nie był od dawna.   Napiszę prosto: To jest wybitny wiersz na tym forum i nie tylko tu. Bardzo bogaty artystycznie, budzący mnóstwo obrazów i myśli. W treści dramatyczny, dotykający tematu poczucia tożsamości artysty.   Czy masz go również w wersji angielskiej i proponowałaś go np. w konkursach? Powinien wyłamywać drzwi redakcji i demolować biurka redaktorów. Gratuluję, Mel. Zawsze warto Cię czytać, ale to jest (arcy)DZIEŁO.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      (z braku wawrzynu).
    • @violetta Nie koryguj, oświeć :-)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...