Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Słońce dziś nie świeci tak jak zwykle. Ukrywa się gdzieś za chmurami, od czasu do czasu rzucając gdzieniegdzie blade promienie. Drzewa zaczynają łysieć, z kwiatów opadają ostatnie płatki i nawet zwierzęta coraz szybciej robią się senne. Ptaki rzadziej śpiewają. Krajobraz zastyga mi przed oczami i zastanawiam się, czy to tylko moje złudzenie, czy naprawdę ktoś zatrzymuje te przewijające się kadry. I ja jestem spokojniejsza. Gdzieś ustał ten porywczy nastrój. Zapomniałam już, że moja twarz też może się uśmiechać. Zaczęłam przeglądać się w dłoniach. Zrobiły się takie jasne i nienaturalne, jakby od wieków nie podjęły się żadnej pracy. Zastygły. To one najtrafniej odzwierciedlają atmosferę mojej duszy. Widzę w nich siebie. Widzę swoją pomarszczoną, siwą twarz, suche włosy i takie nieobecne, nie skupiające już obrazu oczy. Czasem zastanawiam się, czy ja w ogóle żyję? Zastanawiam się, czy ja w ogóle nad czymś się zastanawiam. Patrzę. Słucham, chyba też czuję. To wszystkie moje bezwarunkowe odruchy, i nic poza tym. Zapominam. O wielu sprawach zapominam. Zapominam, że wieczorem trzeba rozczesać włosy, a rano myje się zęby. Zapominam, że śniadania to ta przyjemność na którą budzimy się z głębokich snów. Zapominam, że doba, to zestawienie godzin w czasie których należy żyć. Tylko jeden obraz, stale mieszka w mojej głowie, i wtedy nawet, gdy już nie powinien. Wtedy, gdy ja powinnam myśleć o śniadaniu, wtedy gdy powinnam robić cokolwiek innego nigdy mi się to nie udaje. A przecież te myśli nie muszą się wykluczać, ja jednak myślę o tobie tak głęboko, że zapominam o tym świecie, który płynie tuż obok mnie.
Nogi same się prowadzą gdzieś przed siebie. Mijam sady i łąki pełne pasących się krów. Krowy mają łatwiej. Nie martwią się tym co przynoszą im dni. Nie cierpią, nawet wtedy gdy się je zabija, to nie zastanawiają się nad życiem, które bezpowrotnie zostawiają. Krowy nie kochają. Od kiedy ja tak faktycznie jestem w tym miejscu? Ile już czasu minęło odkąd przekroczyłam próg tego miasta, miasteczka, wsi, osady, jakie to ma znaczenie, skoro i tak żyłam gdzieś poza nią. Tylko ludzie jakoś zaczynają dziwnie mi się przyglądać. Stary mężczyzna zatrzymał swój rower po przeciwnej stronie ścieżki i patrzy na mnie tak jakbym była zjawą. A może jestem nią, i może ludzie od zawsze tak mi się przyglądali, ale czy i to ma jakieś znaczenie? Od dawna już z nikim nie rozmawiałam. Nawet sama do siebie rzadko się odzywam. Jakie to dziwne, że człowiek nie potrafi nawet uchwycić własnych myśli. To nie jest dziwne tylko wtedy, gdy ten człowiek w ogóle już nie myśli. Tylko odtwarza. Odtwarza przeżyte chwile, jakby wcześniej nakręcił je na kamerze i teraz tylko je odtwarza, jak film na kasecie video, jak jakiś piękny, wzruszający film...
Próbuję sobie przypomnieć, kto mnie tutaj umieścił. Kto mnie zamknął w tym miejscu i dlaczego nie wiem nawet gdzie jestem i co się stało. Wyszłam dzisiaj na zewnątrz. Wyszłam, z domu którego ściany oglądałam przez niezliczoną ilość godzin i dni. Tą kobietę, która zostawiała mi jedzenie pamiętam tylko jak przez sen. A może ja rzeczywiście śniłam, bo to co teraz odczuwam, mogłabym chyba nazwać przebudzeniem, przebudzeniem po dziwnie za długim śnie wolnofalowym, z którego udało mi się wydostać. Wszystko wydaje mi się teraz takie odległe, choć znajome, tak dziwnie bliskie, a oddzielone jakby jakąś ścianą, którą muszę zburzyć. Tylko ten obraz w mojej głowie jest zbyt wyraźny. On zakłóca mi widzenie. Rzutuje na wszystko to, co próbuję zobaczyć, napawa lękiem, znajomym lękiem, przed którym chyba nie chcę uciec. Powoli przebudza się moja świadomość. Dzień się chowa pod płaszczem nocy. To bezpieczne, tak móc się zawsze pod czymś schować. Słońce jest pewne, że księżyc zawsze po nie przyjdzie, że nigdy go nie zostawi, nie zawiedzie...Nie chcę jeszcze wracać. Chciałabym poczuć tą noc. Pierwszą noc, w czasie której nie zasnę.
Usiadłam gdzieś na jakimś starym pniu po ściętym drzewie. I patrzę, wysoko podnoszę głowę i oglądam błyszczące gwiazdy. Chłonę tę noc, jak chłonąć można wodę i zaspakajać pragnienie. Czuję jak lekko mnie otula i zatacza przede mną ciepły krąg. Jestem tutaj. Sama. Słyszę tylko szmery poruszających się traw i tą noc, która mówi do mnie przez ciszę. Zamykam oczy i otwieram je co trochę, aby upewnić się, że nic się nie zmieniło. Włosy odsunęły mi się z twarzy, lekko zawirowały gdzieś ponad głową i siedzę taka spokojna i wyciszona. Powoli rozluźniły mi się usta, wygięły w nieśmiałym uśmiechu i zaczęłam już delikatnie przygryzać je zębami. Poczułam jak wracając nieświadomie żegnam się z dniem, bo moje ciało wyzbyło się już kajdan, które nie pozwoliły mu oddychać. Nie będę już płakać. Słyszysz? Nie zapłaczę więcej nad naszymi losami. Ciebie już nie ma, a ja nie mogę zasnąć razem z tobą, choć tak bardzo tego kiedyś chciałam. Życie czeka na mnie, budzi co rano wysyłając ptaki śpiewające swoje pieśni pod moimi oknami. A ciebie można tylko poczuć. Wyobrazić sobie, że gdzieś jesteś i od czasu do czasu mnie słuchasz. Zapamiętać cię tak trwale, żeby potem niczego już nie móc w swojej głowie zmieścić. Kochać. I zostawiłeś mnie, tak samą, ale ja ofiarowałam ci już wszystkie moje lata, bo bez ciebie na tej ziemi, nie ma już dla mnie świata. Wyciągam teraz swoje blade dłonie przed siebie i nie domykam oczu, podnoszę ciało i idę. Oglądać spowite snem jeziora i te wieczne zielone, zarośnięte wysokimi trawami łąki...
Poranny posiłek znów został nietknięty. Tylko w pokoju słychać było szelest wiatru, który wpadł przez otwarte okiennice. Firanki wirowały z powietrzem, słońce nieśmiało rzucało promienie na wyblakłe deski. Ptaki odleciały zabawiając się na konarach drzew. A ona jak zwykle trzymała w dłoniach pomiętą czarno-białą fotografię, wyginając usta w radosnym uśmiechu. I pierwszy raz od dawna, zamknęła oczy.

Opublikowano

Dobry kawałek prozy. Gdzieś tam zabrakło przecinka, tą noc zamieniłbym na tę noc, ale to drobiażdżki.
Nie bardzo pojmuję jedną rzecz: cały tekst jest pisany w pierwszej osobie, a w ostatnim akapicie nagle pojawia się ona. Jeśli to ma być rodzaj komentarza, to dobrze byłoby wyróżnić, np. kursywą.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...