Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z najprawdziwszego zapamiętnika Gro wyjątki:

Przyzwyczaiłem się do tego syfu, jak wesz się przyzwyczaja do nieumytych włosów. Sprząciol pierdolony, wołała matka na ojca, który chciał w zakurzonym chaosie domu wprowadzić złudzenie kontroli, wymachując zmoczoną ledwie szmatką nad meblami, wykrzykując przy tym hasła kontrrewolucyjne wobec bakterii, równocześnie śmierdząc jednak niemiłosiernie. Wylądował w końcu za karę na swoim fotelu św. Heleny, z gazetką w ręku.

Wczoraj w nocy słyszałem krzyki sąsiadki, coś między głuchą dźwięcznością agonii a intensywnością orgazmu - nie wzywałem policji, tak właśnie jęczą kobiety w średnim wieku. Od razu przypomniełem sobie o Marcie.
W życiu proza zaczyna mi się mylić z poezją. Odnajdując poezję w zejściu do sklepu - równocześnie miłość stala się dla mnie bardzo prozaiczna. Wyżej już cenię ambicje i honor niż jakiekolwiek porywy serca, które i tak zwykle się kończą zmienianiem pieluch.

Proza to, czy wiersz?

Bez ciebie czuję się jak zdychające
na brak uwagi tamagotchi. Malejąca stale
częstotliwość odświeżania miłości, przesuwa
odbierany przeze mnie obraz w kierunku wiary
i nadziei - uczuć dużo mniej precyzyjnych, o czym
wiedział już Jezus, którego mój fizyk uważał za kosmitę.

Szatanek mu było, temu fizykowi, co rozwodzić się potrafił
nad strukturą pomnika Lenina przez godzinę, nie wchodząc przy
tym na temat przelanej przez rewolucję krwi, która bynajmniej nie miała
nic wspólnego z winem, i zwłok, nie będących w żadnym stopniu pochodnymi
pracy piekarza.

Bez ciebie czuję się jak komputer, pełen wirusów
( a czasem porno-dialerów )

A to?

Dawno, dawno temu...ucichli wszyscy i twarze obrócili bacznie, więc z górnego Mokotowa Leszek tak zacznie:
- Niewysłowione, każesz mi, prezesowo, odnawiać rany, gdy moje szpanerskie mieszkanie i samochód opłakany - ukradli złodzieje - ja widziałem ich mrowię...
Lecz któż wyrazić to zdołałby w słowie?
- Mów prozą, rzekła królowa.
Więc Leszek do kieszeni ambicje swe chowa
i zaczyna:
- Gang Spidfajera wystawał pod mym domem już dni dwadzieścia. W końcu wsparci siłą pewnego speca od reklamy, postanowili zbudować billboard reklamujący stadninę odległą o nie więcej niż 5 kilometrów - wielki billboard zaiste, z wielkim koniem rasy arabskiej, podobnym do Karino.
Wyszedłem więc za ogrodzenie i wraz z rodziną badam to stworzenie...przepraszam...oglądam billboard, bo interesuję się koniami. Syn mówi, bym go spalił, pocioł piła mechaniczną, zaś moje córki, mówią bym go wstawił za domowe murki...
Nie wiem, czy były ze Spidfajerem w zmowie, czy koń zmusił je do tak głupiej podniety, wiadomo, wszystko zwykle sypie się przez kobiety...podwójnie przepraszam...
W końcu dojrzeliśmy Edka, z bandy Spidfajera, co z dala przez żywopłot na nas był spozierał. To Edek, krzyczy córka, ja kocham go mocno... zdębiałem. Kazałem pojmać go chłopcom. On mówi, że miał być zamachowcem samobójcą, co wejdzie do mego domu w przebraniu świadka Jehowy, tak wybrał Spidfajer, nim pomysł przyszedł nowy, by wystawić billboard z koniem i mnie przebłagać..by wojna gangow się skończyła...by nasza piękna Warszawa spokojna znów była. Lecz jeśli się zagniewam i konia nie przyjmę, lub spalę, lub potnę, wtedy na nowo się zacznie - krwawa łaźnia. Wtedy syn mój, co palić chciał lub pociąć konia, pierworodny mój co było mu Kamil, swą bosą stopą na kawałek szkła natrafił i zawył był srodzę, kawałem grubego szkła znajdując w swej nodze...Uznałem to za wróżbę i cieszę się na pokój i w końcu wakacje od gangsterskiego życia...
Dzielić mury!, krzyczę do służby, bynajmniej nie ponury...
Masyw konia rozbudowany do ogródka ledwo wchodzi. Zajmuje pół trawnika, lecz nie przyjąć się nie godzi dziś prezentu od Spidfajera, byłego wroga mego. Byłoby to równe strzeleniu mu w oko z procy ( gangsterzy to wszak ludzie honorowi ) Nie pytaj mnie, o pani, co było dalej tej nocy...to wszystko był opisał Wergiliusz lub Homer...ale ja wtedy nawet dzieciom nie czytałem, ja czasu nie miałem...Klasyków była wszak pełna więzienna biblioteka, więc proszę cię, o pani, podejdź jak do człowieka, do mężczyzny, który wie, że się pomylił...teraz ty rządzisz Wołominem, więc proszę, wyprostuj swą minę i przyjmij starego cepa z powrotem na służbę...

:)

Opublikowano

Zabawne. Nie wiem, czy błędy językowe są zamierzone, ale jeśli nawet, to nieco chybione ;-)

interesuję się koniami - po mojemu końmi
Syn mówi, bym go spalił, pocioł piła mechaniczną -pociął piłą
samobójcom- ą
kawałem grubego szkła znajdując w swej nodze -kawał, kawałek

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami   może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę   solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy   nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną   rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów   lecz najważniejsze że to  nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością   ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny      
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Simonie, zgadzam się z @Berenika97,że jesteś mistrzem tego mrocznego gatunku literackiego. Pozdrawiam!
    • Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy.    Bęc. Druga prosto w rdzawe oko.     Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu.    Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada.    Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej.    Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono.   Na szybie strumienie chaosu.     Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia.    Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy.    Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte.    Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać.    Puk. Puk.     Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało.    Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury.    Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna.    Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych.   A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową.    W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów.    Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych.    Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją.    Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny.    Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia.     I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.
    • @GosławaWspaniały wiersz, w którym każda metafora świeci niezwykłym blaskiem. Ten świat jest trochę zbyt mocno wystylizowany, ale umiejętne posługiwanie się potencjałem języka, że się tak kolokwialnie wyrażę, 'robi robotę', przede wszystkim poprzez wykreowanie gęstego, kleistego nastroju, idealnie współgrającego z emocjonalnością obrazów. ;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ta faza miłości jest najtrudniejsza do osiągnięcia, gdy dopamina już nie musuje w głowie i trzeba bliskość zbudować na innych podstawach, bardziej namacalnych i solidnych - szukać innej chemii, która utrwali związek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...