Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano


 

Kiedy spod kontusza ukradkiem spozieram

Kiedy wzrokiem błądzę i omamy miewam

Twoje kształty kuszą członki rozpalone 

Po mym czole płyną krople rozsierdzone.

 

Karabelę trzymam jeszcze chodzi cała 

Nie tak dawno przecież siekała Moskala 

Wobec kocich wdzięków martwa w pochwie leży 

A pchała i cięła wielu sławnych męży. 

 

Ty potrafisz czule chustę ofiarować 

Nią na moim ciele miłość rozplanować 

Gorejące strofy pod powałą składam

Pójdą w honor czyny a w ruchach ogłada.

 

Gdzie pasieki zapach kłębi się pod strzechą 

Gdzie bydlątka młode kopytkami krzeszą 

Mościsz sobą gniazdko turlasz się po zbożach 

Stoję jak ten ciołek przy wieczornych zorzach. 

 

Znów radując oczy skubię frędzle pasa 

Jakaś niemoc trzyma postacią przestrasza 

Podjąłem wyzwanie i zwiewną zasłonkę 

Spuściłem na ziemię na kwitnącą łąkę.

 

 

Dech już nie zapiera z płuc powietrze zległo 

Zimno orzeźwiło rumieńcami spiekło

Teraz dłonią gładzisz tak zmęczone ciało 

Które kona setnie… Tobie ciągle mało. 

 

Unosisz zasłonę członki tchną spokojem

Ciało rozpalone pachnie organ znojem

Łatwo nie odpuszczasz na nic marcepany

Wstań do walki „bracie”… słyszysz tarabany.

Opublikowano

@Robert Witold Gorzkowski Dobre!

Dylemat

 

"Poprosiłaś jeszcze,

choć cię długo pieszczę.

Hańba mi czy chwała

to, żeś jeszcze chciała?" - Sztaudynger

 

I mój limeryk

 

Kto mieczem wojuje

 

gdy już osuszył łąki Lichenia

meliorant spostrzegł że sucha Renia

leży naga w bujnej trawie

więc z nią spocił się że prawie

byłby mistrz fachu padł z odwodnienia

 

Pozdrowionka.

 

Opublikowano (edytowane)

Wiersz utknął gdzieś w romantyzmie, bo to i szabelka, i sarmatyzm, i Moskal, i zapach pasieki pod strzechą... Jeśli już koniecznie musisz tym mickiewiczem tworzyć, to poświęć trochę czasu stronie technicznej - głównie chodzi o rytm. Może wtedy nada się na konkurs poezji patriotycznej ;)

Edytowane przez Naram-sin (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...