Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z cyklu: Dwóch czy jeden (wspólny tomik z Krzysztofem Eską)

 

 

Chcę, ale po mojemu

 

Oddałem Tobie

Me piękne serce

 

Wszystko dla Ciebie

A Ty chcesz więcej

 

Serce to jedno

A rozum drugie

 

Coś sobie zostawiłeś

Upominać nie lubię

 

Powtarzasz,

A ja rozkładam ręce

 

Masz moje serce

Czego chcesz więcej

 

Nie mam lepszego

Nie mam innego

 

A bez rozumu

Tyle tego złego

 

Nie chcę oceniać

Ale Twoje serce szkodzi

 

Jest ciężkie

I nic z nim nie wychodzi

 

Tylko mnie upomina

Mówi, że to moja wina

 

Już wolałbym Twój rozum

Zostałby przynajmniej pozór

 

Szczęścia, albo zagubienia

I znowu musze odganiać się od cienia

 

A Ty bez serca

Jak mój morderca

 

Mówisz, i czubisz

Powtarzasz, nie lubisz

 

A mnie się po prawdzie wydaje

Że tan altruizm niczym się staje

 

Że niewielu chce serce przyjąć

Bo się boi dobro wziąć

 

Bo się boi konsekwencji

Które wypływają z dobrych intencji

 

                 //Marcin z Frysztaka

 

 

 

 

Piszę opowiadania, sztuki teatralne, dialogi kabaretowe i wiersze

 

Wszystkie moje książki
          Za darmo
Znajdziesz na stronie:
         wilusz.org

Opublikowano (edytowane)

@poezja.tanczy

Doszukałam się tu, mhh,

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

nie wiem... rozmowy, wymiany myśli?

Raz jakby mężczyzny, raz jakby kobiety:

"Oddałem Tobie" - M.

"Coś sobie zostawiłeś" - K.

"Nie mam lepszego. Nie mam innego" - K.

"Już wolałbym Twój rozum" - M.

 

Tekst brzmi dla mnie jak Tango - taniec.

 (Mam czasami dziwną wizualizację)  

 

Swoją drogą myślę że ten kawałek jest dobrą odpowiedzią

 

 

Pozdrawiam serdecznie  

 

Edytowane przez Domysły Monika (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@andrew

Tak, czasami nas przerastają

A innym razem nam ich brak

 

@Hiala

Miło mi. 

Dzięki za obecność i ślad

 

@Domysły Monika

Tak. Tango do tego pasuje

Dobre skojarzenia 

Wiele rzeczy da się wyjaśnić tańcem

Dzięki,

 

@Rafael Marius

Czasami nie ma innego wyjścia

Dzięki

 

@Mitylene @sisy89

Dziękuję Wam pięknie

I udanych Świąt życzę

Wszystkim

M.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...