Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

      Gdy niegodziwcy szydzą z Boga,

Wsłuchaj się w wewnętrzny głos sumienia,

Niech odwieczna Prawda świeci jak latarnia,

Dając Nadzieję w mroku zwątpienia,

 

Wieczorami wsłuchując się w siebie,

Gdy świat wokół wciąż w chaosie wrze,

Ty sięgnij czasem po Biblię,

W naukach Chrystusa rozczytując się cierpliwie,

 

Bo to na kartach Pisma Świętego,

Kryje się ponadczasowa Mądrość,

Nie czapkująca pseudonaukowym teoriom,

Opierająca się współczesności trendom,

 

Choć i pierwszym apostołom,

Słów gorzkich nigdy nie szczędzono,

Dali nam niezatarte świadectwo,

Jak cierpliwie przezwyciężać zło…

 

Gdy patocelebryci drwią z Chrystusa,

Ty przenigdy głowy nie odwracaj,

Zawsze głośno sprzeciw swój wyraź,

Nie przebierając w pełnych oburzenia słowach...

 

Najcichsze choćby sprzeciwu słowo,

Kryje w sobie bowiem potężną moc, 

Nie godzenia się na zło,

Zamanifestowania wierności chrześcijańskim wartościom...

 

Sam bowiem Bóg Wcielony,

Choć bezlitośnie do krzyża przybity,

Modlił się żarliwie o odpuszczenie win,

Tych którzy szczerze go nienawidzili…

 

Choć drwili z niego niegodziwcy,

On na krzyżu się ulitowawszy,

Z głębin swego Miłosierdzia przebaczył wszystkim,

Tym którzy na to nie zasłużyli…

 

Dziś gdy niezliczeni ignoranci,

Drwią z wielowiekowych Kościoła tradycji,

Oddanym Bogu kapłanom nie szczędząc słów przykrych,

Sędziwym księżom zarzutów haniebnych,

 

Ty stary pożółkły modlitewnik,

W zamyśleniu weź czasem do ręki,

By w trudnych chwilach dodał ci otuchy,

Pokrzepił słowami starych zapomnianych modlitw…

 

A może stary schorowany mnich,

W klasztornej celi samotnie cierpiący,

Tknięty jakimś przeczuciem dziwnym,

Złoży w twej intencji ręce do modlitwy.

 

I chociaż nigdy cię nie znał,

Wyprosi u wszechmocnego Boga,

By twe liczne problemy zażegnał,

Wszelką łzę otarł z twego oka…

 

Dziś gdy na wielkich ekranach kinowych,

Rzesze superbohaterów i złoczyńców zakapturzonych,

Odciągają kolejne pokolenia młodzieży,

Od przedwiecznego Boga w modlitwie  kontemplacji,

 

By prawdziwy kaptur mniszy,

Oblicz ich nigdy nie spowił,

By wielbieniu Boga w klasztornej celi,

Nie ofiarowali kolejnych swego życia dni,

 

W tym samym wielotysięcznym mieście,

Gdzie tłumy walą na kinową premierę,

O tej samej co do minuty godzinie,

Stary mnich w samotności brewiarz wyciągnie.

 

I pomodli się stary mnich,

O opamiętanie dla współczesnej młodzieży,

By nie zaprzedała swych ojców wartości,

Zgubnemu za nowoczesnością pędowi…

 

 

 

 

Edytowane przez Kamil Olszówka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@aff Niestety... Dziękuję i Pozdrawiam!

 

@jaś

 

      Niewinny Baranek bez skazy,
Nasz obrońca, pośrednik, orędownik,
Przenigdy samych nas nie zostawi,
Choćby w śmiertelnych grzechach pogrążonych,

 

 By w półmroku starych kościołów drewnianych,
Dotykając każdego z nas duszy,
Na skruszonych w Sakramencie Pokuty,
Wylać dobrodziejstwa płynące z Jego życia i śmierci,

 

 Sprawując pieczę nad wszystkimi stworzenia dziełami,
Ten Arcykapłan Przedwieczny i Sędzia Sprawiedliwy,
Kiedyś świat cały z wszelkich grzechów oczyści,
U schyłku dziejów na Sądzie Ostatecznym,

 

Rozkazując zastępom aniołów niebiańskich,
Niczym oddanym żeńcom swemu panu posłusznym,
Chwasty grzechów powiązane w snopki,
Wrzucić na wieki w ogień piekielny…

 

 

 

Edytowane przez Kamil Olszówka (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hania kluseczka   może być problem.   polscy mężczyźni to tak w granicach 13 cm, jak dobrze pójdzie.:)   z tym, że mężczyźni nieoczywiści........może być różnie.!  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • W gabinecie pachnie spirytusem i lękiem, jakby ktoś polał podłogę wspomnieniami wszystkich, którzy tu przed tobą oddali swoje wnętrza na pastwę medycznej archeologii. Kładę się na boku - jak ofiara składana bogu który lubi zaglądać tam, dokąd nikt nie chce się przyznać. Łóżko chłodne jak zimowa rzeka, po której mają popłynąć moje najskrytsze mroki. Lekarz wchodzi. Maska, rękawiczki, spojrzenie spokojne jak u  trupa po bitwie. W dłoniach trzyma urządzenie - wygląda jak wąż zrodzony z kabla i ciemności, jak stworzenie, które nauczyło się widzieć w piekle lepiej niż ludzie na ziemi. - Proszę się rozluźnić, mówi łagodnie, jak kat, który przed egzekucją pogłaszcze cię po głowie, żeby wiedzieć, jak będzie wyglądała twoja twarz, kiedy opuszczą ją resztki godności. Wąż rusza. Czuć tylko chwilę ciszy, tę jedną sekundę pokoju, jak przed trzęsieniem ziemi, kiedy ptaki milkną, bo wiedzą, że zaraz świat się otworzy. A potem - wejście. Jakby ktoś wsuwał kamerę w jaskinię pradawnego potwora, który właśnie przypomniał sobie, że jeszcze żyje. W tej chwili poczułem też, jakby moje wnętrzności były Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, a lekarz – wysłannikiem kontroli, który przyszedł sprawdzić, czy w piwnicach tej instytucji nie fermentuje przypadkiem jakaś nielegalna opozycja zbudowana z komórek, polipów i wyrzutów sumienia. Wnętrze mnie staje się tunelem z czerwonych ścian, galerią starożytnych obrazów bólu i pamięci, korytarzem, w którym echo moich strachów odbija się jak moneta rzucona w studnię bez dna. Lekarz przesuwa endoskop powoli, precyzyjnie, jak kartograf rysujący mapę zapomnianego królestwa, w którym każdy zakręt pachnie wstydem, a każda struktura drży jak gatunek wymierający na twoich oczach. W pewnej chwili miałem wręcz wrażenie, że uczestniczę w jakimś liturgicznym obrzędzie - jakby lekarz był kapłanem Świętego od Lewej Strony Człowieka, bóstwa, które nie prosi o modlitwy, tylko o dostęp do jelita i dobre oświetlenie, żeby lepiej czytać z człowieka jak z otwartego pisma. Nagle zatrzymuje się. -  Oho…, mruczy, a jego głos brzmi, jakby znalazł  złoty posąg Tutanchamona. Nachyla się do monitora, oczy mu błyszczą. - Proszę pana… ależ piękny polip. gdybyśmy żyli w renesansie, to już by Pana wnętrzności wystawiali w Mediolanie, mruczy z zachwytem. Polip wyglądał, jakby za chwilę miał wstać, otrzepać sobie krawędź, poprawić fryzurę z błony śluzowej i zapytać jurorów, czy przechodzi do kolejnego etapu, bo przygotował układ taneczny na finał. - A ten polip… Caravaggio by się popłakał Ja w tym momencie czuję, że moje ciało chce uciec wszystkimi otworami naraz, jak dziecko złapane w środku nocy przez własny cień. A on patrzy na polipa… jak na cud narodzin. Jak na kwiat, który wyrósł w jaskini, w miejscu, gdzie nie powinno być żadnego światła. - Zobacz Pan, szepcze namiętnie, jak baśniowo osadzony, jak malutki księżyc w orbicie tkanki. - Proszę spojrzeć,  wskazuje na monitor  jakby prezentował mi trofeum. - To jest… artystyczne. A ja czuję, że zaraz wyparuję z nerwów. Że gdyby ten polip miał oczy, to patrzyłby na mnie z wyrzutem, że wpuściłem w siebie światło obcych. - Trzeba go usunąć,  mówi wciąż z zachwytem, - ale szkoda, bo jest… taki poetycki jest. Gdyby mógł, powiesiłby mój polip na ścianie gabinetu jak medal za odwagę w cierpieniu. Lekarz porusza urządzeniem dalej, wąż skręca, a ja czuję, jakby ktoś próbował odtworzyć w moim wnętrzu wszystkie wojny, jakie ludzkość przeżyła. - Jeszcze kawałek,  mówi cicho. -  Musimy dotrzeć do samego końca. Tam kryją się odpowiedzi. Albo powody do dalszych pytań. Czuję, jak kamera zagląda w miejsca, którym nigdy nie nadano słów, które były tylko cieniem, wstydem i milczeniem. Teraz wszystko zostaje oświetlone, jakby moje wnętrze było sceną teatralną, a lekarz reżyserem spektaklu, którego nie chcę oglądać. Wreszcie wycofuje sprzęt - powoli, jak ktoś, kto wychodzi z podziemi, ale zostawia tam lampę, żeby pamiętać drogę. - Dobrze poszło, mówi pogodnie. - Piękne wnętrza. Bardzo inspirujące. Wychodzę. Nogi miękkie jak papier po deszczu. Świat zewnętrzny kołysze się, jakby dopiero teraz musiał dopasować się do tego, co zostało właśnie poznane. Za mną zamykają się drzwi gabinetu, a ja wiem, że wąż światła i kabli właśnie wita kolejnego, uśmiechając się zimnymi sensorami, jakby już wiedział, jak wygląda ciemność w środku następnego człowieka.                
    • @wierszyki Trzeba oddzielać światło od mroku, ale dziś tylko rozczepią się wszystko w pryzmacie i mamy kolorowe widma. Skrajność rodzi ruch, homologiczność próżnie i stagnacje. Tak sobie to po swojemu czytam.
    • @violetta Tak, piękno to zdecydowanie Twoje klimaty. 
    • @Migrena oby materiałowy:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...