Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Cześć,

 

czy używa ktoś tutaj Linuksa, albo systemów bardziej uniksowych, jak FreeBSD, albo OpenBSD?

 

Używam Debiana 12 Stable, choć przechodziłem jeszcze przez Corel Linuksa z jądrem 2.2, ale to było dawno temu, kiedy byłem jeszcze dzieckiem.

Używałem swego czasu również FreeBSD na laptopie, oraz trochę krócej OpenBSD.

Bardzo lubię systemy uniksopodobne, a pytam z czystej ciekawości.

 

 

Edytowane przez Wędrowiec.1984 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Rozumiem.

 

Mam w domu Thinkpada T450s na Debianie 12 Stable. Bardzo sobie chwalę. Polityka linii stabilnej zakłada wypuszczanie wyłącznie poprawek bezpieczeństwa, bez wdrażania nowych funkcjonalności, więc mam pewność, że system mi się nie wywali, bo przyszedł update, tak jak to jest np. w Archu, gdzie trzeba śledzić zmiany zachodzące w pakietach. Jeśli chcę czegoś nowego, używam Flatpaka. :)

Opublikowano (edytowane)

@Manek @Sylwester_Lasota Chodzi o systemy operacyjne. W większości przypadków, na rynku komputerów osobistych, instalowany jest Windows, ale jako że Uniksy bardzo mnie interesują, w zasadzie już od dzieciństwa, postanowiłem zapytać się tutaj, czy aby ktoś również takowych używa. 

 

Uniksy rozwijają się bardzo dynamicznie i dzisiaj już nawet takiego FreeBSD lub nawet OpenBSD da się ładnie przystosować do pracy na komputerze osobistym. Systemy BSD są w ogóle Thinkpado-lubne, zauważyłem. :)

 

Edytowane przez Wędrowiec.1984 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ależ oczywiście. Tyle wiem. Naśmiewałem się tylko z samego siebie. Nigdy jakoś nie sprawiało mi przyjemności zajmowanie się technologią komputerową. Ma działać i koniec. Podziwiam ludzi, którzy się w tej dziedzinie rozeznają.

Opublikowano

@Manek Rozumiem. IT jest niesamowicie fascynującą dziedziną nauki, no ale trzeba to lubić, to fakt.

@Sylwester_Lasota A zajmowałeś się może ZFS na FreeBSD, albo na Solarisie? Kiedy używałem FreeBSD, lubiłem funkcjonalność snapshotów systemu plików. Wiem, że na Linuksie też to jest, ale jakoś do BTRFS nie potrafię się przekonać. Na BSD to wszystko było jakieś takie prostsze. 

Opublikowano

@Wędrowiec.1984

 

Ja przez większość swojego życia korzystam z Linux.

Teraz mam na starym laptopie i komputerze, którego nie używam.

Ten komentarz piszę z komputera z Windows 10, ale w październiku 2025 mają zakończyć wsparcie, zatem pewnie zainstaluje jakiegoś Linuxa.

 

Kiedyś też mnie to interesowało. Stworzyłem nawet własną dystrybucję pod kątem bezpieczeństwa z kodu źródłowego podłączoną do repozytorium Debiana. Siedziałem nad tym przez dwa lata po kilkanaście godzin dziennie. Byłem wtedy chory, praktycznie leżący, zatem takie sobie znalazłem zajęcie. Sam się sobie dziwie jak ja to ogarnąłem. Tam jest tyle wiedzy do zgłębienia.

 

Ale żebym coś z tego pamiętał to nie powiem. Jednorazowa akcja jak to często u mnie. Pobawię się trochę, osiągnę to co zamierzałem i szukam innych igraszek z życiem, a o minionych zapominam, jak kamień w wodę.

 

Używam też androida, który również jest linuksopodobny.
Z BSD nie korzystałem zbyt wiele, ale też styczność była. Szczególnie tamtejsze firewall`e mnie interesowały i ewentualne ich implementacje na linuksa.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Zapewne korzystając z Linux From Scratch. Fajne, ale zawsze wolałem Gentoo pod kątem składania systemu od zera. Jeśli system korzystał z repozytoriów Debiana  musiałeś w jakiś sposób zapewnić z nimi kompatybilność, żeby paczki z których złożyłeś dystrybucje, nie gryzły się z oprogramowniem z repo, powodując konflikty zależności.

 

Jeśli chodzi o budowanie systemu, mam podobne doświadczenie. Nie byłem chory, no bo napisałbym, że takie samo, lecz chodzi mi tu bardziej o długość zajmowania się tematem. Katowałem Gentoo, rozpracowywałem każdy szczególik, a były to jeszcze czasy, kiedy np. odpowiednie flagi podczas kompilacji pakietów, albo odpowiednio skompilowane jądro, dawały realny przyrost wydajności, więc się opłacało, no i satysfakcja była, tak jak u Ciebie. Pamiętam bardzo dobrze, jak zapuszczałem kompilację np KDE na całą noc i kładłem się spać, by rano przekonać się, że się nie powiodła i kluczyć, co takiego się stało. 

 

Pamiętam bardzo dużo i w zasadzie używam tej wiedzy do dziś. Nie żebym stawiał Gentoo na serwerach, tak jak kiedyś upierałem się, by robić i zresztą robiłem, ale nauka nie poszła w las.

 

A tak, to prawda.

 

OpenBSD miało na tamte czasy świetnego firewalla (zresztą ma do dzisiaj) o nazwie PF. Linuksowy iptables mógł się schować. Pamiętam komfort pracy, jakiego doswiadczyłem, kiedy robiłem chociażby routing na OpenBSD. Bajka po prostu.

 

Tak, jak już pisałem, pamietam jeszcze Corel Linuksa, na jądrze 2.2. To były fajne, pionierskie czasy. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Nie ja to jakoś sam kombinowałem.

 

 

Jak najbardziej i nie było to wcale łatwe. Zresztą nic nie było. Miałem wtedy wiele cierpliwości. Nie przejmowałem się i krok po kroczku parłem do celu.

 

Mnie się osobowość co jakiś czas zmienia. Cześć zdarzeń kasuje się z pamięci, ale nie wszystko tak jak w osobowości mnogiej.
i potem sam się sobie dziwie.

 

W młodości byłem dyskotekowym playboy`em spod znaku Modern Talking uganiającym się za panienkami, a potem potrafiłem robić takie rzeczy.

Ech czego ja w życiu nie robiłem.

Teraz jestem niepełnosprawnym na wózku i to też jest nowe wcielenie. Zupełnie inne życie.

 

 

W sumie to Twój zawód, nie ma się co dziwić.

 

 

Tak BSD jest lepszy pod tym względem. To zapamiętałem.

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To podniosłeś sobie poprzeczkę wysoko, ale też wiele się nauczyłeś.

 

Tak, tym bardziej, że repozytoria się aktualizują. Pół biedy, kiedy synchronizację robi się do gałęzi stable, gdzie są jedynie łaty bezpieczeństwa. Zresztą, łaty są stricto debianowe, więc i tak zapewne nie obyło się bez rekompilacji tego i owego.

 

Rozumiem, choć jestem osobościowo raczej jak Debian Stable. Tylko łaty bezpieczeństwa :)

 

Tak, od małego lubiłem komputery. Moją pierszą grą było R-Type na Commodore C64C, w amigopodnej już wtedy obudowie. 

 

Dzisiaj te różnice się zacierają. Na iptables powstało kilka nakładek, cywilizujących pracę z firewallem. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Tak bardzo wysoko jak dla mnie. Ja nie mam studiów informatycznych, ale za to duży talent i wyczucie w którą stronę iść, a możliwości jest zawsze wiele.

 

 

Tak ja robiłem do stable.

Jasne wiele rzeczy nie pasowało.

 

 

Ja dostałem od sąsiada pierwszy komputer w 1983. Nie pamiętam nazwy, ale to był poprzednik zx spectrum. Nazwy nie, za to świetnie emocje tego sąsiada i całą tą sytuację, jakby się to działo dziś.

To było coś, pierwsza osoba z komputerem w całej szkole podstawowej liczącej 500 dzieci.

 

Commodore i Amiga miałem w drugiej LO, a w trzeciej mieliśmy już pc na DOS.

Pamiętam bo jeszcze z dwoma panienkami byłem w komisji powitalnej rodaków z Ameryki, którzy nam je przywieźli. Ja zawsze w niej byłem, bo dobrze wyglądałem i umiałem się odpowiednio zachować.

 

Generalnie mam dobrą pamięć emocjonalną i co się przyklei do emocji to zostaje na całe życie. Te wszystkie rodzinne historie opowiadane mi w młodości do sześciu pokoleń wstecz, przez prababcie o jej rodzicach i dziadkach.

 

Gdy byłem mały opowiadano mi ciągle o jakiś dorosłych sprawkach, o których nie miałem pojęcie, ale czytałem świetnie emocje mówiącego i to wystarczało by wiedzieć w czym rzecz i wchodzić w głęboką relację.

Bardzo chciałbym żeby to wróciło i wiem że wróci, bo już tak częściowo jest.

To chyba najlepsze mój okres życia.

 

Ten komputer też z tego powodu dostałem, że potrafiłem złapać z tym sąsiadem kontakt uczuciowy. On był naukowcem i tak mądrze mówił, że nic nie rozumiałem, a komputery mnie kompletnie nie interesowały.

Wielu go o niego męczyło bo marzyli o takim wynalazku. Kosztował 20 średnich pensji. Sam rozumiesz kupa kasy. A trafił do mnie niesiony falą emocji, chociaż go wcale nie prosiłem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wtedy, gdy brałem się za Gentoo też jeszcze nie miałem. Dopiero zaczynałem i tym bardziej satysfakcja była wielka, kiedyś coś się udało.

 

To mi się wydaje jedynym racjonalnym podejściem. W ogóle bardzo lubię Debiana Stable, popieram ich politykę tworzenia systemu. Używałem Stable nawet jeszcze przed erą Flatpaka, żeby zawsze mieć pewność, że system nie wywali się przy byle aktualizacji. Lubię stabilność rozwiązań. Dzisaj nie postawiłbym już Gentoo na serwerze, ale wtedy Linuksem zwyczajnie żyłem i zajmowanie się utrzymywaniem takiego systemu nie było problematyczne, a wciąż dostarczało nowych informacji, których łaknąłem. Na stabilne dystybucje przyszedł czas, kiedy takowe informacje już posiadałem i umysł czuł, że teraz trzeba zająć się na tych Linuksach czymś innym. Kiedy zacząłem rozkładać na czynniki pierwsze inne rzeczy na Linuksie, niż system sam z siebie, Gentoo zaczynało mnie coraz bardziej irytować brakiem stabilności i ilością czasu, potrzebnego na chociażby rekompilację najróżniejszych rzeczy. No i wtedy pojawił się Debian Stable i FreeBSD wraz z OpenBSD. 

 

Jesteś ode mnie starszy, to też zachaczyłeś zupełnie inną generację komputerów na początku, choć to rzecz jasna nie musi być oczywistość. Zapewne to, z czym miałeś do czyszczenia to ZX-81.

 

Zaczynałem od Commodore C64C. Amigi nigdy nie miałem, ale był okres w dzieciństwie, kiedy bardzo chciałem ją posiadać.

 

Rozumiem. Też mam z tym Commodore C64C bardzo miłe wspomnienia i jest ich mnóstwo. 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie, nigdy nie instalowałem sytemu BSD i nigdy z nim nie pracowałem. Moje zainteresowania skupiały się na Linuksie, na fenomenie jego powstania i rozwoju. Jeżeli chodzi o technologie informatyczne, to w tej chwili jestem ich końcowym użytkownikiem. Chociaż moja droga zawodowa potoczyła się w innym kierunku, to zdobyte w tamtym czasie doświadczenia czasami się przydają. Poza tym, podobnie jak @Rafael Marius, zastanawiam się nad przesiadką na jakiegoś user frendly Ubuntu po zakończeniu wsparcia dla Win 10 dzialającego na moich dwóch domowych sprzętach. Był już raki czas, kiedy nie używałem żadnych systemów Microsoftu :)

Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Rozumiem.

 

Po eksperymentach z Gentoo, czy przebojach z Archem, przy których mnóstwa rzeczy się nauczyłem, przyszedł czas na coś stabilnego, co mi się po tygodniu bez aktualizacji nie wywali, kiedy w końcu będę chciał takową zrobić. Poza tym, kiedyś dużo bardziej interesowałem się informatyką, niż teraz, gdy zgłębiam zupełnie inne zainteresowania. Potrzebuję stabilnego systemu, z długim wsparciem, a Debian Stable od zawsze taką właśnie miał filozofię i tak już pewnie zostanie. Niestabilny system operacyjny jedynie przeszkadzałby mi w zagłębianiu się w tematy, które jednakowoż są już całkowicie poza sferą IT.

 

No i Windows.... Dziesiątka traci wsparcie w tym roku, będąc w mojej opinii naprawdę całkiem niezłym systemem, a do Jedenastki w ogóle mnie nie ciągnie, zważywszy też na fakt, że wciąż zdaje się niestabilna i np. uwalana przy aktualizacjach. Mam wrażenie, że to na dzień dzisiejszy trochę taka Fedora wśród Windowsów. :)

 

Co do FreeBSD na komputerze osobistym - można, owszem można i to nawet działa, tylko jest tutaj jeden problem. Non stop ma się wrażenie, że oprogramowanie nie jest natywnie szyte pod ten system. Idę o zakład, że stawiając FreeBSD na biurku, 99% oprogramowania to będzie kod przeportowany z Linuksa i podczas używania to widać, bo np. w KDE na FreeBSD nie działał (piszę w czasie przeszłym, bo może dzisiaj działa) Odkrywca, instalując jakiekolwiek większe środowisko graficzne, trzeba przy okazji odpalać wszelakiego rodzaju udevy, czy hald, dublując mechanizmy zaszyte w BSD, trzeba uruchamiać obsługę /proc z Linuksa, zupełnie (w natywnym BSD) niepotrzebną. W KDE na BSD nie działa np. Network Manager z KDE i trzeba instalować zamiennik. No... to wszystko czuć, kiedy się BSD używa na biurku, a w Debianie po prostu działa, bo zwyczajnie pod Linuksa jest robione z założenia.

 

Edytowane przez Wędrowiec.1984 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Chyba tak właśnie się nazywał.

 

A w pierwszej LO mieliśmy polskie komputery meritum.

Tak Polska kiedyś produkowała komputery osobiste własnej konstrukcji niczym nie ustępujące tym ZX.

 

O starszych klasach LO już pisałem.

Natomiast na Politechnice był centralny superkomputer chyba nazywał się Odra i też był polski, ale ja go nigdy nie widziałem.

 

W pracowni mieliśmy dostęp do tak zwanych końcówek, które były spięte siecią z tym centralnym i między nimi też była komunikacja poprzez ten centralny chyba.

Ta końcówka to był tylko monitor i klawiatura z ruskimi bukwami na klawiszach.

Obok była ściągawka na karteczce, która ruska litera odpowiada polskiej.

Bardzo to utrudniało zadanie, bo one nie odpowiadały sobie fonetycznie.

To wszystko razem chyba właśnie chodziło na Unix, ale tym pierwotnym.

 

 Mój kolega z bloku pisał pracę magisterską z tego systemu.

Kiedyś przyszedł do mnie z taką miną wskazującą na zmieszanie zakłopotania z brakiem nadziei i nieśmiało poprosił mnie czy bym mu mojego PC nie pożyczył na kilka dni, bo potrzebuje go spiąć w sieć ze swoim, by coś tam testować.

 

Zaraz mu wręczyłem bez  najmniejszego wahania i zwłoki. Pamiętam jak się strasznie ucieszył i zdziwił. Pewnie swojego by nikomu nie dał, i dlatego nie wierzył w powodzenie swojej misji.
Mała rzecz, a cieszy. Ja takie chwile najlepiej pamiętam.

 

 

Edytowane przez Rafael Marius (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @violetta   Nie wiem czy na żywo mogę, bo jak sama pisałaś gustujesz w takich Kornelach, a ja nie chcę Cię prowokować, bo po co.   @KOBIETA   Tak, masz rację.   @violetta trochę mnie poniosło, przepraszam. Jeszcze raz: wesołych Świąt.
    • My, którzy tym miastem jesteśmy dręczeni, ciągniemy liny naszych sił. My wszyscy jesteśmy ledwo rozróżnialni, ale czy Moskwa jest rozróżnialna? ¹ I będę mówić, lub nie będę, ale w trzech pierścieniach ² mi się skostnieję. I kiedy uderzę głową w asfalt: to znaczy, że “umiem żyć”. Z zawrotami głowy, od mauzoleum do Nikolskiej³ odwieczne prawo naszego kraju mówi — musisz spróbować polskiej smarowidła ⁴ , wchodzą jak gość, i usiąść na zagraconym stołku, i rozmawiać o tym, o tamtym prostymi słowami — o niczym.   I długim słoncem schodząją, schodzam do wnętrza metra, w wagonie usiędam mi daleko, do nieznanej Obrażenki. I spij, póki sny nie przyjdą nigdy więcej, ogłądająć przez okno w pięćdziesiątym⁵ w jakiej odległości zdecydował się huśtać tramwaj z cichym tętnem. Trzy stacje kolejowe ⁶: Masakra! Znowu tutaj. Uzależnienie od czasu świetnie spełniło swoją rolę.   W tej stolicy, w tym centrum, w tym punkcie setki, jak mówi się w centrum druku, wycieki są coraz większe. Były pływy wszelkiego rodzaju – pływy na czole, muza z lirami, gdzie zasnęliśmy w wagonie pod tym, co słuchają pasażerowie ⁷.   Spójrzysz do kielicha – jest wypita. Tak, kielich namiętności jest wypity. Miłość i strach są teraz nic dla mnie. Prawda pozostaje tylko w ustach. Tylko czyj los to domino, szczęście którego jest sto na sto, jak się mówi, los [jak tylko spróbujesz go] oddzielić — zobaczysz pustkę. Zobaczysz, że wszystko jest rozróżnialne — pudełka nowych, zniszczonych budynków. Okazuje się, że świat jest taki sam we wszystkim z obszarów różnicowania odpadów. Zrozumiesz, że świat to kino w którym jesteśmy znanymi aktorami ⁸, a którego celem jest sacralizować montażystów.   Piszę swój wiersz, gdzie wystarczająco słow to liczba „wiele”, nie możesz ich odjąć, ale znajdziesz temat, którego nie znajdziesz, powiem… ale konieczny, gdy patrzysz przez wizjer nieznajomego. Tak przyszedł z pomysłów pod rymy wersów, które napisałem. Piszę dla was, dla honoru tech, kto za morzem.⁹   Jestem jak złamanie — gdzie bym się nie pchał — będę kontynuacją wiersza!   Rzuć mnie, gdzie chcesz, ale wyrwę sobie całe gardło. Ty, Boże, wysłuchasz – nie zaufałbym jak nóż na kamniu!   Jak się mówi, jesteśmy krusi od słowa, ale z mojej kruchości krzyczę “Vivat”! Z czystym sumieniem na łodzi wrócę do swojej ojczystej fregaty. (10)   Błyskanie inspiracji z piór, wosk się rozlał, tak jak księżyc, grudka tego momentu w wierszu zostaje ocalałej: jestem ocalałą! Będę kontynuować tę wieczną niewidzialność w złośliwości nocnych rymów, dla tego honoru jestem niesiona z latarni do latarni... Czas przykrywa zasłony, płynie, zastąpiony półsnem. Półksiężyc jest gładki, wiatr jest bryzą. Latarnia ze swoimi światłami do ucha szepcze o sobie, ale ja, mrugając oczami, nie rozumiem jej, i nie zrozumiem. Deszcz wychodzi nagi. Zegar wciąż idzie swoją drogą, umierając. Dwie strzały leżąc, pomyślą, że noc jest głucha. Ale bije "tik" i bije "tak", jedna w nocy wierzy, że była jedyną, która stworzyła świat, i tak zegarmistrz znów zrobil swoją pracę. styczeń-czerwiec 2022   ____________________   ¹ Moskwa to jest miastem pełne sprzeczności; nawet my mieszkańcy Moskwy, nazywamy je “miastem kontrastów”. Na przestrzeni kilometra, najwyżej dwóch, możemy znaleźć Teatr Wielki, Kościół Wasilija Błogosławionego, mauzoleum Lenina, Ogród Królewski Aleksandra, ale gdy tylko oddalamy się od centrum, krajobraz — od budynków do jakość życia — zmienia się. ² Trzy pierścienie: jak rzymski “Raccordo anulare”. Trzecia Obwodnica Moskwy, znana ze swoich korków, w których czasem można utknąć nawet na cztery godziny, dlatego właśnie tan ludzie “kostnieją”. ³ Mauzoleum: słynne mauzoleum Lenina, obok niego znajduje się droga Nikolska, która jest piękną pieszą drogą i łączy z ogromny Plac Czerwony (od strony Soboru Kazańskiego) z placem Łubiańskim. ⁴ Nigdzie nie można znaleźć “polskiego smarowidła”. Nawiasem mówiąc tak nazywa je maje krewna. Jest to pasta z pokrojonego jajka i majonezu. Podawana z chlebem lub rybą.   ⁵ Pięćdziesiąty: tramwaj, trasa przebiega którego przez dzielnicy, jak Lefortowo, Basmannyj itp. ⁶ Trzy stacje kolejowe: tak nazywa się plac Komsomolska w Moskwie, gdzie znajdują się trzy stacje kolejowe: Kazańskają, Jaroslawskają i Leningradskają. ⁷ Tłumaczenie wszystkich tych stów nie będzie miało żadnego sensu, ponieważ w oryginalnym językę (rosyjskiem) słowa są: “w stolize etoj, etom zentre,/i toczke zentnera massiva,/kak govoriat v odnom press-zentre/melczajut mestnosti razliwy”, lub “ko łbu prilivy…/muzy liry…/passażiry…” zostały znalezione razem wyłącznie dla gry słow.   ⁸ Odniesienie do słynnej frazy Williama Szekspira "cały świat jest teatrem, / w którym jesteśmy aktorami”. ⁹ tech, kto za morzem: sposób (moim brzydkim zdaniem) wskazywania rosyjskich imigrantów (po stronie tech, który natomiast przebywają na terytorium Rosji).   (10) “и с чистой совестью на шлюпке/вернусь на свой родной фрегат” są wierszi z poezji słynnego rosyjskiego poety Osipowa Mandelsztamowa.    
    • @Poezja to życie Różowe okulary w błąd wprowadzają fałszywy obraz dają .   Ona jest jedyna, jak każda dziewczyna  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego popołudnia 
    • ... albo znacie - film "Outlander"? We wyreżyserowanej w 2008 roku przez Howarda McCain'a historii, opartej na scenariuszu napisanym wspólnie z Dirk'iem Blackman'em, najważniejsze są trzy osoby: Kainan, Freya i Eric. Imię pierwszej, zagranej przez Jim'a Caviezel'a, łatwo skojarzyć z nazwiskiem reżysera; Imię drugiej, kreowanej przez Sophia'ę Myles jest tożsame z nordycką boginią miłości, płodności, wojny i magii. Wreszcie Eric: zdawałoby się imię jak imię, wybrane jednak celowo, chociaż ta właśnie filmowa postać jest chłopcem - pochodząc bowiem z języka staronordyckiego, oznacza "wiecznego władcę" lub kogoś "zawsze potężnego".    Powtórzę: zdawałoby się historia jak historia, napisana i nakręcona, by dać zarobić wszystkim zaangażowanym w jej powstanie. Jest jednak głębszą, niż może wydawać się na - czy też po - pierwsze obejrzenie. Oto kosmita z planety, której nazwa nie zostaje w filmie wymieniona, wraz z towarzyszami atakuje ziemię zamieszkałą przez drapieżniki zwane Morwenami, zabija je ogniem z nieba (patrz zdanie z filmu) i niszczy ich świat dla własnej korzyści. Dokładniej celem zyskania ziemi, albo - by nawiązać do obecnie trwających w naszym świecie wydarzeń, że tak je łagodnie nazwę, a zarazem do tychże sprzed lat kilkudziesięciu - budowy wielkiego państwa lub zyskania narodowej przestrzeni. Przypomina ona - historia owa - z pewnością tę przedstawioną przez James'a Cameron'a w "Awatar'ze". Przypomina - niestety także,  określenie "nie tylko" jako astosowne jest nie na miejscu - wspomniane uprzednio wydarzenia.     Jakże to ludzka historia i jakże ludzki punkt widzenia - rzecz oczywista, reprezentowany przez osoby niskoenergetyczne: wpaść na pomysł zagarnięcia cudzej przestrzeni i urzeczywistnić go ze świadomością mordowania mieszkańców tejże przestrzeni, przy czym w żadnym stopniu przejmując się ową świadomością. O zabijanych nie mówiąc: to konieczność. Istotne, że chcemy tego właśnie my. Nam wolno.     Oczywiście jest to opowieść i ludzka: Cainan - pora teraz na następne skojarzenie, z Conanem Barbarzyńcą mianowicie, bynajmniej tylko imienne - zakochuje się we Frey'i. Czy trzeba dodawać, że z wzajemnością? Nie trzeba, prawda? W przeciwnym razie nie byłoby historii bądź istniejąca w ten sposób, w zbyt małym stopniu gwarantując oczekiwaną oglądalność niezbyt przypadłaby ona widzom do umysłów. Nadmieniony zaś wcześniej Eryk zostaje usynowiony. Scenariuszowe te fakty ujmuje jedno z końcowych zdań: "Wziął sobie żonę i chłopca, którego usynowił".     Jest w "Outlander'ze" - zaznaczę tu, że znacznie bardziej podoba mi się tłumaczenie "Inoziemiec", będące wcale na równi z "Cudzoziemcem" - jeszcze jeden wątek. Celowo posadowiony na końcu filmu , moim zdaniem właśnie dla zwrócenia nań stosownej uwagi. Oto główna bohaterka - że to ona, wskazuje brzmienie głosu - wypowiada zdanie: "Kainana przysłali bogowie". Nie tyle chodzi o to, iż nie odpowiada to tegożfilmowej prawdzie - Kainan wszak opowiedział Freyi o sobie, skąd pochodzi - ile o pochodzeniowe związki nas ludzi z istotami z innych światów. Na co wyraźnie wskazują sumeryjskie historie o Anunnaki, opowieści Dogonów, legendy Kaczynów czy - wraz z innymi mitologiami i panteonami od Wschodu do Zachodu, zwłaszcza hinduistycznym - ta nordycka dawnych Skandynawów. Podobieństwa działań bogów, jak ich w owych mitach rozmaitych ludów nazywano, z poczynaniami starotestamentalnych Nefilim są uderzające. Z przekąsem wspomnę czasem zdarzający się brak kobiecej wiary w męskie słowa, co akurat w przypadku Freyi miało miejsce. Ale może była to kwestia jej interpretacji, dodania sobie wartości, że wiąże się uczuciowo i małżeńsko z bogiem. A może Kainan, nie dopytany, nie powiedział jej wszystkiego? Może i jemu było miło zostać uznanym za boga?    Inoziemiec. Outlander. "Cudzoziemiec", jak główny bohater jest określany do chwili przyjęcia do wikińskiej społeczności, stanowiącej podstawę i tło akcji, nim zaczęli oni zwracać się do niego po imieniu. Patrząc na obecny świat i spoglądając na jego historię - przy założeniu, że ta prezentowana w oficjalnej nauce jest prawdziwa w sferze stoczonych bitew i wojen - trudno nie zadać pytania, jak wiele w Ziemioludziach - Ziemianach - owego "Ino". "Out". "Cudzo".     "Czyńcie sobie Ziemię poddaną"? Stworzeni "na obraz i podobieństwo"? Hm. Czy stan świata, wynikający ze wymienionego w uprzednim zdaniu stworzenia "na obraz i podobieństwo" nie świadczy dobitnie o niskiej energii zbyt wielu tuziemców?     Autor niniejszego opowiadania miewa czasem następującą myśl. Jeżeli ci, którzy do tej pory śpią, nie obudzą się lub nie zechcą wejść do grona czy może już nawet społeczności Przebudzonych czy Świadomych, to kto wie, czy Ziemia, świadoma istota - Gaia,  jak nazywali ją starożytni Grecy - nie czeka już, aby oddzielić ich dusze od sfery fizycznej? Wiedząc, że bez nich będzie jaśniejszą i o wiele bardziej pozytywną energetycznie przestrzenią? Samowymieniony na początku tegoż akapitu Autor bynajmniej zdziwiłby się, jeśli dla wielu byłby to przedostatni - a może nawet ostatni - tak zwany Wielki Piątek.      Kartuzy, 3. Kwietnia 2026
    • @Jacek_Suchowicz I żyli długo i szczęśliwie…. Na Twoje zakończenia zawsze można liczyć.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Pozdrawiam serdecznie. I Wesołych Świąt.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...