Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dzisiaj, wczoraj
przed tygodniem
Miesiąc, rok,
trzy lata

Wszystko się zaciera

Staff, Szymborska
Che Guevara
Balcerowicz, Bono,
Hendrix

Wszystko się zaciera

Rosa, szklanka
Wielka ściana
Seks oralny, Bóg
kariera

Wszystko się zaciera

Sen, jezioro
miłość, kac
Starość, śmierć,
siłownia

Wszystko się zaciera

Getto, szpan,
Ponury żniwiarz,
Wolność,
Płacz

Wszystko się zaciera

Ocena, szmata,
Wyprzedaże
Wiersze, życie,
Szlam, roleta

Wszystko się zaciera

.....

Opublikowano

pomijając fakt, że moim zdaniem klapa, czy nie powinniśmy jednak, z przyczyn czysto etycznych, stawiać najpierw boga, a potem seks? to taka moja osobista refleksja, jakieś poszanowanie dla bądź, co bądź wartości uniwersalnych...z drugiej jednak strony nie rymowało by się, a w "dzisiejszych czasach" może i hierarchia wartości inna...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie, Samo zło, tu się nie zgodzę. Bóg nie dla wszystkich wartością uniwersalną. Priopytety też każdey ma inne. Myślę, że nie należy tego oceniać.
pozdr serdecznie
Opublikowano

jasne, mój stosunek do boga też nie jest..hm..przychylny? ale szanuje poglądy większości. nie zaśmiecajmy chłopakowi miejsca na komentarze moimi żałosnymi egzystencjalnymi i nie tylko przemyśleniami. pozdrawiam

Opublikowano

Dzieki za komentarze.

Moim skromnym zdaniem i tak w wierszu jeszcze za mało jest chaosu i przemieszania priorytetów, zeby moógł w pełni oddać obserwacje, przemyślenia i emocje podmiotu lirycznego. Za mało chaosu, przemieszania priorytetów i upadku wartości... Wszystko sie zaciera...

Pozdrawiam
Art

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...