Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Brnę przed siebie , biegnę co sił
każdego dnia - w niedorzeczność czasu
Szukam tych wszystkich straconych chwil
lecz drą się wspomnienia - jako szaty z atłasu

Mknę dalej i wiatr mi kompanem
błądzę w ciemnościach , po omacku , bez celu
i gdzie te chwile gdy garściami czerpałem
błyski radości w słonecznym tunelu?

I gdzie te chwile gdy tak kochałem?
Znalazłem cierpienie - choć nie szukałem.

Opublikowano

"słoneczny tunel" - jako droga do przeznaczenia/spełnienia (był chyba taki obraz?), z tym, że w takim tunelu przede wszystkim jesteśmy 'oślepieni'.
Za dużo nonsensów w tak krótkim wierszu: "Brnę przed siebie , biegnę co sił" (albo - albo), "lecz drą się wspomnienia - jako szaty z atłasu" - a dlaczego atłas? to akurat materiał dość wytrzymały w noszeniu :), więc "drą się" to może znaczy "krzyczą"?
Pisanie rymowanek nie zwalnia z obowiązku konstruowania sensów, a może nawet dodatkowo zobowiązuje do poszukiwania najlepszego rymu (gdy rym wyznacza sens - wiersz przestaje 'mówić').
Rytmicznie druga zwrotka różni się od pierwszej (na niekorzyść, choć w pierwszej można opuścić staroswieckie 'jako' i zmienić na jak). Rytm czemuś ma służyć - jeśli się zmienia, to w jakim celu? (nie widzę uzasadnienia w treści).
Końcowy rym jest najgorszy z możliwych - gramatyczny (czasownikowy, więc zwany częstochowskim) - coś takiego może przekreślić wszystkie dobre wcześniejsze elementy.
W zapisie: raz są przecinki, kiedy indziej ich nie ma (przed 'gdy' w przedostatnim wersie). Odstępy powinniśmy robić po przecinku, nigdy przed (takie są zasady).
Co by tu napisać pozytywnego?
O coś w tym wierszu chodzi. To podstawa. Praca, praca, praca - może będzie lepiej ;)
pzdr. b

Opublikowano

Wielkie dzieki za wszystkie komentarze- w szczegolnosci Romanowi - ktory uzasadnil swoja krytyke.Cenne to to - bo dopiero zaczynam pisac wiersze( choc "wiersze" w odniesieniu do mej "tfurczosci" to pewnie niezbyt adekwantne slowo ;)) W kazdym razie "szukam" to zupelnie pierwszy wiersz jaki kiedykolwiek napisalem - dlatego bylem bardzo ciekaw opini. I w sumie dalej nie wiem..bedzie cos z tego? Czy lepiej znalezc sobie inne hobby (np.hodowla strusi)?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie wiem — może są tacy geniusze, którzy się rodzą z umiejętnością pisania, lecz wg mnie każdy pierwszy wiersz musi być do bani:) drugi pewnie też będzie, ale któryś tam z kolei może już nie
właściwie do tego, co napisał RB nie ma co dodać
pozdr

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @andrew   bardzo plastyczna poezja.   myśli pobiegły mi za Manetem.   za jego wizjami;)  
    • @karenka Dziękuję. Cieszę się, że tak odebrałaś mój wiersz. Właśnie tak pięknie jest, gdzie jestem teraz. Pozdrawiam. @Berenika97 Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że złapałaś tę chwilę.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Migrena uderza realizmem, generuje głębokie zrozumienie- i to jest genialne!
    • @Berenika97   to jest zapis powolnego odklejania się tożsamosći od własnej obecności   luiza nie znika nagle tylko rozprasza się w rutynie gestów i grzeczności aż zostaje z siebie tylko funkcja w świecie który nie pyta o imię   kapitalnie   uchwycilaś  napięcie między byciem a jego pozorem .   z  cichą erozją   podmiotowosci która dzieje się bez dramatów ale  bez powrotu.   poezja z wyższej półki   tak jest.    
    • bezimię najpierw zniknęło echo. powiedziałem swoje imię. wróciła tylko cisza. cisza, która wyglądała, jakby już wcześniej wiedziała, co miałem powiedzieć. od tego dnia świat zaczął oszczędzać na mojej obecności. drzwi zamykały się odrobinę za wcześnie. fotokomórki nie zawsze mnie widziały. pies sąsiadów przestał odwracać głowę, kiedy przechodziłem. w sklepie kasjerka podała resztę człowiekowi stojącemu za mną. uśmiechnęła się. mnie nie zauważyła. myślałem, że to przypadki. przedmioty przestały stawiać mi opór. usiadłem na krześle, a drewno pod moim ciężarem nawet nie skrzypnęło. materac przestał pamiętać kształt mojego ciała, jakbym ważył mniej niż cień. stałem się tak lekki, że bałem się, iż przestanę odciskać stopy na podłodze. potem zaczęły znikać zdjęcia. ramię żony obejmowało powietrze. córka śmiała się do kogoś, kogo aparat już nie pamiętał. spytałem ją, kto zrobił to zdjęcie. popatrzyła na mnie długo. w jej oczach nie było już mojego odbicia. wzrok prześlizgnął się po mnie tak gładko, jakby patrzyła na dobrze umyty kafel. byliśmy sami w pokoju, ale ona zaczęła już powoli wietrzyć po mnie powietrze. w ustach miałem smak świeżo rozkopanej ziemi. dotknąłem kuchennego blatu. miałem wrażenie, że to nie ja go dotykam. jakby nawet dotyk musiał najpierw przypomnieć sobie moje imię. tej nocy usłyszałem, że ktoś chodzi po mieszkaniu. nie szukał mnie. szukał miejsc, w których kiedyś byłem. jakby upewniał się, że naprawdę zniknąłem. rano wszystkie lustra były zaparowane. na każdym ktoś zostawił ślad dłoni. nie od zewnątrz. od środka. ścierałem parę rękawem. szkło było ciepłe. jakby ten ślad zostawiono po tamtej stronie. zacząłem mówić głośniej. stawiać cięższe kroki. trzaskać drzwiami. hałas wracał. tylko nie do mnie. z każdym dniem pamiętałem mniej. nie dzieciństwo. nie twarze. pamiętałem coraz mniej samego siebie. któregoś ranka nie potrafiłem przypomnieć sobie własnego głosu. otworzyłem usta. wyszedł z nich oddech. cudzy. jakby ktoś od dawna ćwiczył go we mnie. ostatni raz spojrzałem w lustro. stał tam mężczyzna. wyglądał dokładnie jak ja. tyle że był spokojniejszy. bardziej prawdziwy. pozbawiony mojego błędu. uśmiechnął się z ulgą. jak ktoś, kto przez wiele lat czekał, aż właściciel wreszcie opuści dom. podniósł rękę. nie zrobiłem tego samego. to nie było odbicie. to był gest pożegnania. odwróciłem się. za plecami nikogo nie było. kiedy spojrzałem ponownie, lustro było puste. po raz pierwszy w życiu odbicie zniknęło przed człowiekiem. stałem na środku ulicy. czułem, jak czas przepływa przeze mnie, nie zostawiając we mnie żadnego śladu. od tamtej chwili ludzie coraz częściej przechodzili obok mnie. czasem na ułamek sekundy marszczyli brwi. jakby prawie mnie pamiętali. jakby zaraz mieli wypowiedzieć moje imię. ale świat był szybszy. to wystarczało. świat nie odbiera życia. po prostu pewnego dnia przestaje pamiętać, że kiedykolwiek byłeś.      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...