Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@iwonaroma

Śmieszne, ale końcowe "destrukcjo" przywołało mi od razu Destro z J.I. Joe, ale w sumie słusznie, bo jako osoba...

Nie bardzo lubię obce słowa, ale chwiać się na "wietrze" to zgodne z moją doktryną poet – super.

Pozdrawiam :)

Opublikowano (edytowane)

@Kot tu jest chwiać się na wierze

@iwonaroma w przeciwieństwie do poprzedniego wiersza, ten z kolei bardzo enigmatyczny, mam wrażenie jakby ten nad nim ktoś za bardzo przyciął, ale może to tylko takie wrażenie po przeczytaniu jednego po drugim. Chodzi o wiersz Żar i namiętność 

Kredens pozdrawia 

Edytowane przez Stary_Kredens (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

@Kot :) no tak, każdy ma jakieś swoje skojarzenia :) Mnie Destro z J.I nic nie mówi :( a obce słowo, które użyłam to chyba trochę już funkcjonuje w naszym języku. Tak czy siak można tłumaczyć literalnie ale też powiązać z grą "Blockout" onegdaj bardzo popularną. Mało grałam w gry, raczej towarzysko (by być w określonym towarzystwie czasem robi się coś co niekoniecznie jest naszą pasją;)), ale pamiętam tę grę jako niezwykle wkurzającą (mnie :)).

O wietrze - wierze już wiesz, bo doczytałam poniższe komentarze. Ale fakt, trochę chciałam skojarzeń z wiatrem - eterem itd.

Dzięki i również pozdrawiam:)

 

 

 

@Stary_Kredens :) fakt, piszę wiersze przycięte;) Z natury jestem małomówna, tylko tutaj w komentach czasem się rozhulam ;) Co do enigmatyczności... mnie się zdawało, że nie bardzo tajemniczy ten tekst, ale widocznie tak mi się tylko zdawało :D

Dzięki za kmnt 

 

 

 

 

@Marek.zak1 dokładnie. 

Dzięki za kmnt i również pozdrawiam 

 

 

 

 

 

@sisy89 dzięki 

 

 

 

Opublikowano

@iwonaroma

Że każdy wir jest otworem z wiatru, a wiara jest nim również, to było jedno z pierwszych moich olśnień na drodze do nowego języka, tu również wiedza należy, oczywiście obok oficjalnej etymologji, co uznaje tylko wrota–wór–otwór–zawór. Ale nieważne faktyczne pochodzenia słów, ważne czym są teraz. Jak wij co powił wojów (powić i powój). Wij się wije, tu też wiatr, dalej wici to przecież wiadomości, wiedza, więc wiklina i wikłać, i widły, i tak na cały język rdzenny się rozchodzi...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...