Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

osłonięta tęsknotą
z naszyjnikiem łez
nawleczonych na nić wspomnień
przystępuję do Ciebie jak do Komunii
spraw bym o sobie zapomniała
..........................................
a kiedy będziesz mnie ubierał
załóż mi suknię Wiary
we włosy wepnij kwiaty Miłościi
pożegnaj słowami Nadzieji
.........................................
potem pozwól odejść
abym mogła stać się kimś innym

Opublikowano

. wiersz jest super, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro ktos cie ubiera , zakąłda ci suknie wiary, wpina kwiaty, to ty przeciez już jesteś inna a nie jak piszesz w ostatnim wersie, ze dopiero bedizesz. Moze sie mylę, dzis wolniej myślę, mam dużo wrażeń:)

Opublikowano

Brak mi w tym wszystkim pomysłu i głębi.
Nie lubię także szastania symbolami... Córki Św. Zofii zostawmy w spokoju, bo sztuką jest użyć ich imion w sposób niebanalny.
Przegadany.
Może jeszcze raz, od nowa?
pozdr

Opublikowano

oj...to takie za duże NIC, mam nadzieję, że zrozumiesz, bo ja w przeciwieństwie do ciebie nie lubię nadużywać słów...jedyne co można ocalić od zapomnienia (pozdrowiena ślę do nieba dla pana Gałczyńskiego;)) to "
przystępuję do Ciebie jak do Komunii"- reszta do kitu...serdeczności- Samo zło

Opublikowano

Nie będę bronić metaforyki, wierszyk powstał jakiś czas temu (gdy miałam "naście" a nie "dzieści" lat),nie zmianiam go bo mam do niego stosunek sentymentalny, a może warto by było....
Pauletto, dzięki za dobre słowo od Ciebie.
gosia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wieczorem ślepną oczy domów i mały tranzystor na nocnej szafce staje się świętym centrum wszechświata, nadaje ewangelię reklam, katastrofę i ciszę, kiedy leżę jak Jonasz w brzuchu wieloryba.   Ciemność podchodzi coraz bliżej, pełznie listwą przypodłogową, wchodzi przez szpary pod drzwiami, przykleja do szyb: świetliki w popiele nieba, światła samochodu, lśnienie meteoru z miasta do miasta, niewidzialna dłoń przemyka po ścianach.   Wyłączam radio. Biały szum zostaje chwilę, jak mleczna droga dla duchów reklam.   Postacie, które wymyśliłem za dnia szewc z ognia, kobieta z betonu,  chłopiec z cieniem w kieszeni układają się w moim oddechu, odnajdują spokój, milkną, znika niebo.   Zasypiam i jestem po drugiej stronie gdzie jest taki sam dom jak mój, taki sam ja, ta sama lampka nocna, ta sama samotność w brzuchu wieloryba, który połknął Jonasza, bo Jonasz chciał uciec.   Uciekam każdego dnia. W tramwaju, w sklepie, w wiadomościach o wojnie, w przeglądaniu internetu, w modlitwie, w kawie, w patrzeniu na ludzi bez imion.   Uciekam ale jeszcze nie wiem, przed czym. Jeszcze nie spotkałem mojego przeznaczenia. Może ono też ucieka. Może śpi po drugiej stronie radia.    
    • @Toyer to prawda poezja nie umiera. Ona czasami " chowa się" po kątach, aby wyłonić się w odpowiednim czasie. Kto będzie chciał, drogę do niej zawsze znajdzie:)
    • @A.Between urokliwy   wypada lekko dalej pisać  zawrzeć emocji całą moc niech się czytelnik podomyśla i pozazdrości bo jest co :)))
    • @Czarek Płatak czyli innymi słowy " punkt widzenia zależy od punktu siedzenia":)  Swietnie ujęta chwila w kadrze na dwa spojrzenia. I tak naprawdę nie wiadomo komu współczuć, bo i dziecko, i dorosły ma przed sobą życiowe "wyzwania", które musi jakoś ogarnąć niezależnie od ilości pozostałego czasu...Pozdrawiam Czarku!
    • Wiele pytań pojawia się, gdy twoje serce się cięższy pod nocami, które wloką się powoli jak węże, podczas gdy wspominam to marcowe popołudnie, leżąc na naszych ciałach, gdy cię zapytałem: «Czy tak bardzo we mnie wątpiłeś…?»   To sześć miesięcy, siedem, osiem, rok — jak ułamek czasu — wieczność uczuć, która mogłaby mnie uzbrojić przeciwko twojemu powiedzeniu, że moje słowa są jedyne, które cię ratują, a jednak ta nadmierna radość, którą mogliśmy dzielić między Rzymem i Florencją w sierpniu, teraz wydaje mi się pusta bez ciebie.   Zawsze starałem się budować światło, nawet gdy niebo było szare i miałem nadzieję na burzę moich nigdy niespełnionych marzeń: nasza wspólna choroba inaczej się nazywa szukanie dróg i wymówek, aby być myślą twojego ciała nieodłączną od mojego.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...