Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • 5 miesięcy temu...
  • 2 miesiące temu...
Opublikowano (edytowane)

                                     Rzeczywistość

 

          Pracownicy socjalni traktują własną pracę jako wygodne stanowiska urzędnicze, a z budynków Ośrodków Pomocy Społecznej robią niedostępne twierdze: alarmy, kraty, domofony i okienka - kasowe, tak: jest to kolejna instytucja publiczna o charakterze czysto biurokratycznym - nikomu nie udziela realnej pomocy, dalej: wywołuje ona u normalnych ludzi stres, zniecierpliwienie i agresję - wściekłość (nic dziwnego: pracują tam same kobiety - ograniczone pod względem cielesnym, umysłowym i duchowym, które uwielbiają decydować o życiu innych ludzi), dajmy mój przykład: zostałem bezprawnie wyrzucony na warszawską kostkę brukową i jestem osobą nielegalnie bezdomną (teraz już nie), także: niepełnosprawną (stopień: umiarkowany) - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie i żaden Ośrodek Pomocy Społecznej nie udzielił mi jakiejkolwiek przysługującej pomocy, wymieniam: Iwicka, Sielecka, Czereśniowa, Grochowska, Syreny, Bema i Wiktorska.

          Otrzymuję tylko umowę o tymczasowy pobyt w płatnym schronieniu - schronisku: za łóżko płacę czterysta sześćdziesiąt złotych miesięcznie, chociaż: dwadzieścia metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje - dwieście złotych miesięcznie, oczywiście: nie mam jakiejkolwiek konstytucyjnej wolności - brak seksu, alkomat i cisza nocna, przy okazji dodam: za trzydzieści osiem metrów kwadratowych lokalu komunalnego płaciłem - czterysta złotych miesięcznie.

          Wszystkie systemy Opieki Pomocy Społecznej posiadają charakter pasożytujący: żyją cudzym kosztem - rentami, emeryturami i pensjami zawodowych pracowników, inaczej: pobierają czterdzieści procent dochodów, więc: dziewięćdziesiąt procent bezdomnych pracuje nielegalnie - na szaro i czarno, tym samym: ten system traci ogromne pieniądze w postaci naturalnych podatków: wpływów - czynszów i mediów - gaz, woda i prąd.

          Tymczasem: mój przypadek jest wyjątkowo szczególny - pracowałem legalnie siedem lat i zapłaciłem blisko dwieście pięćdziesiąt tysięcy złotych podatków, a teraz żyję z renty socjalnej (według mojej interpretacji: z dożywotniego odszkodowania za utratę słuchu z winy państwowego szpitala - miałem operację na nosie i prawdopodobnie została źle użyta narkoza) i posiadam jeszcze emeryturę na stare lata w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych - to są moje składki, tak: otrzymuję również zasiłek pielęgnacyjny (najpierw otrzymywała moja mama, kiedy ukończyłem osiemnaście lat - otrzymuję osobiście, według mojej interpretacji: głodową łaskę podatników), jednocześnie: przysługuje mi zasiłek dla bezrobotnych i bezdomnych (teraz już nie), także: renta - plus, niestety: nie chcę tych pieniędzy, tak: po otrzymaniu umowy najmu lokalu socjalnego, klucza i adresu zamieszkania - meldunku - nie będę musiał pracować, słowem: po opłatach za czynsz i media - zostanie mi jeszcze siedemset złotych jako nadwyżka budżetowa w jednoosobowym gospodarstwie domowym i to, właśnie - ich bardzo boli - moja przyszła wolność: niezależność finansowa, intelektualna, seksualna, materialna i duchowa.

          Przyszedłem na ten okrutny padół ziemski: Górny Mokotów - Madalińskiego i do października dwutysięcznego siedemnastego roku mieszkałem na Dolnym Mokotowie - Czerniakowskiej (mieszkanie już nam: na Dolnym Mokotowie - Konduktorskiej), tak: mój wniosek o najem lokalu socjalnego został przyjęty, a rok później: zostałem pozytywnie zakwalifikowany i jestem na pięćdziesiątym miejscu po należny mi prawnie lokal socjalny - tak o tym mówi Ustawa Zasadnicza - Konstytucja, Kodeks Prawa Cywilnego i Karta Praw Osób Niepełnosprawnych - pozostaje mi tylko czekać, bo: nic już więcej nie mogę zrobić w tej sprawie, dodam: jako osoba posiadająca wrodzoną inteligencję - stosuję literę prawa, więc: unikam układów, znajomości i wpływów - towarzystw wzajemnej adoracji - nepotyzmu.

          Za trzy miesiące po otrzymaniu trzynastki wyjadę nad morze do Sopotu: tam wydam blisko tysiąc pięćset złotych, dalej: po otrzymaniu lokalu socjalnego - całą dokumentację z Opieki Pomocy Społecznej przekażę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, kończąc: tylko jedna osoba mi pomogła w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej - Małgorzata Przybysz - kierownik Domu Rotacyjnego - Otwartych Drzwi (teraz już tam nie pracuje) - politolog.

 

Łukasz Jasiński (Warszawa: 2020)

Edytowane przez Łukasz Wiesław Jasiński (wyświetl historię edycji)
  • 5 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...