Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

„Seksualność decyduje o jakości życia, wzmacniając i przydając znaczenia naszej egzystencji” -C. Lorius

Obudził ją szelest pieniędzy. Mężczyzna odliczył kilka banknotów i położył na nocnej szafce.
Znów czuła się sponiewierana i poniżona; udała, że śpi, nie chcąc z nim rozmawiać, ani nawet spojrzeć mu w oczy. Wciąż widziała obrazy ostatniej nocy. Robiła wszystko czego chciał, robiąc mu laskę udawała przyjemność.
On z grymasem rozkoszy, ona z mocno zaciśniętymi powiekami, razem zmierzający ku końcowi; już o s- t a- t n i e ruchy;
wreszcie; wystrzelił jej prosto w twarz.
Wciąż zamknięte powieki spowiła ciepła kleista substancja, rozmyty tusz spływał ze sklejonych rzęs; on nie ujrzał obrzydzenia wykrzywiającego jej twarz, bo szybko udała się do łazienki. Po omacku dotarła do umywalki, żołądek skurczył się w wymiotnym odruchu, puściła wodę, wzięła mydło i z zawzięciem zmywała z siebie te "resztki upodlenia". Powoli unosiła głowę by odnaleźć swe odbicie w małym lustrze; ujrzała tylko fragment twarzy, nawet w części, to wystarczająco żałosny widok. Teraz chciała wymazać go z pamięci.
Stoi już wyprostowana, ostatnie pociągnięcie maskarą, ostatnie machnięcie pędzlem, odrobina perfum i uśmiech. Na myśl o pieniądzach, które zaraz wyda -uśmiechnęła się, lecz zauważa tę sztuczność, nie pasuje, więc opuszcza kąciki ust na swoje miejsce. Tak, to jej wyraz twarzy, ten sam, jak -rano, po ostatnim stosunku; jej twarz wyraża stosunek...do swego nędznego życia...obrzydzenie.
Ale dziś wszystko się zmieni, ponieważ postanowiła z tym skończyć.
...
Wróciła wieczorem wyraźnie odmieniona. Nowa fryzura, ubranie, w rękach mnóstwo kolorowych toreb. Ledwo zmieściła się w drzwiach. Wchodząc zobaczyła mężczyznę stojącego przy oknie. Stanęła, a jej twarz przybrała odcień pasujący do szminkowej czerwieni. Puściła torby i krzyknęła:
-Ty tylko podglądasz te dziwke, pewnie znowu się gzi jebana czarownica!
Głośno sapiąc, podeszła do niego, wyrwała z rąk lornetkę, otworzyła okno i znowu krzyknęła:
-Jarek. Jaaarek! do domu na obiad –szybkim ruchem zamknęła okno i zagrzmiała złowieszczym tonem: -Jak ci się tak chce, to od dzisiaj sam sie będziesz obsługiwać
Od tej pory sypiała z nim rzadko, właściwie tylko w dniu wypłaty.



Obudził ją blask księżyca. Pełna tarcza wpisana w ramę okna wyglądała wyjątkowo urokliwie.
Spojrzała na leżącego obok mężczyznę. Spał. Uśmiechnęła się, powoli wstała i wyszła.
W ogromnym łazienkowym lustrze ukazała się naga. Stanęła przed nim i zaczęła się przyglądać, uśmiech nie schodził jej z twarzy. Przejechała ręką wzdłuż ciała, z dotknięciem warg ujrzała chwilę, gdy czule pieściła męskość kochanka, pamięta spojrzenie i wyraz jego oczu.
Powoli zsuwała rękę w dół, po szyi, potem w bok, zatrzymała na piersi, dołączyła drugą dłoń, ścisnęła je razem. Zamknęła oczy i zobaczyła, jak się wsuwa między nie...i chowa i znów wsuwa...westchnęła, otworzyła oczy i odwróciła się tyłem. Gładziła jędrne pośladki, przejechała od dołu w górę, wskazujący palec zatrzymała się na znamieniu. Przywołało to odległe wspomnienie nocy spędzonej z dwoma mężczyznami. Zobaczyła siebie pochylającą się nad jednym, drugi brał ją od tyłu. Przypalił ją papierosem.
–Koniec- powiedziała do siebie, klepiąc się w znamię, jak za karę.
Otworzyła szafkę, wyjęła tampon, nogą pchnęła drzwiczki, trzaśniecie obudziło mężczyznę.
-Kotku, wracaj do mnie- odezwał się zaspanym, lecz donośnym głosem.

...
Wieczorem -przyozdobiona tylko indyjską biżuterią -zapalała świece, w tle sączyła się orientalna muzyka. Poruszała się z gracją, on przyglądał się jej, leżąc na dywanie. Zapaliła jeszcze kadzidełko i zaczęła zmysłowo kołysać biodrami. Najpierw wolno na boki, potem zataczała koła, położyła ręce poniżej pasa i pieściła się, uwodzicielsko wodząc po ciele. Rytm przyśpieszał, a ona wraz z nim energicznie i radośnie potrząsała miednicą, kokieteryjnie rozluźniając pośladki. Zaczęła zmysłowo wibrować, kołysanie przechodziło falami od nóg po ramiona. Bransolety na jej rękach reagowały na każdy ruch, brzęcząc rytmicznie.
W końcu muzyka się urwała, a ona uwolniła z dłoni jedwabną szarfę, zbliżyła się do niego i przewiązała mu ją na głowie, zasłaniając oczy.

Wyjęła z wazonu strusie pióro i delikatnie musnęła jego szyję, potem kark, powoli schodziła w dół wzdłuż kręgosłupa, gdy dotarła do zagłębienia między pośladkami, nachyliła się i polizała najpierw jeden, potem drugi, wodziła po nich, aż całkowicie się rozluźniły. Wtedy dmuchnęła na nie, znów się zwarły, musnęła piórkiem uda i położyła usta w zagłębieniu kolana, delikatnie ssała i dotykała językiem, przesunęła się w górę, na pośladki, kąsała i szczypała wargami, wessała się w zagłębienie u postawy kręgosłupa i powoli przesuwała w ku górze, to ssąc, to dmuchając. Gdy dotarła do szyi energicznie łaskotała językiem i zasysała powietrze.
Nagle ciszę przerwał krzyk z zewnątrz
-Jarek, Jaaarek do domu na obiad.
Zaśmiali się radośnie.
-A gdzie dziś mnie zaprowadzisz, moja bogini?- spytał
-Dzisiaj dochodzimy do szczytu i przerywamy



„jako ścieżka ognia, tantra może czasem spalić z powodu intensywności uczuć”

Opublikowano

witaj ! ostra jak pazur lwa!!!! mi podobają się twoje zmysłowe historyjki, niby nic a tak wiele!potrafisz rozgrzać czytelnika ! zmysłowo.... pozdrawiam

Opublikowano

Leszku!
jakie, czyje?
przebudzenie, rozbudzenie,
zimnej baby to ględzenie,
może niespelnione jej marzenie,
czy tylko damskie stosów palenie
są ludzie, którzy twierdzą, że wszystkie kobiety to "dzikie" istoty handlujące żywym towarem, najczęściej, to właśnie te wypalone kobiety, chcąc spalić w oczach innych wizerunek swych gorących sióstr -rzucają płonące komenty, a same już dawno w barterze wymieniły się za drobne

Aksjo!
Zmysłowe brzmienia odbierają tylko drżące zmysły, Zmyślna zmysłowa Aksjo
rozpoznajesz drapieżnika, w końcu jestem tygrysem /w chinskim horoskopie/

Jay! dzięki
No, Wyczułeś sprawę
to pierwszy teskst po dluuugiej niemocnej przerwie
wcześniej tu umieszczone
to odgrzewane po/dania

Opublikowano

no no, niegrzeczna dziewczynko...cholernie podobasz mi sie w takim wydaniu. tekst ocieka namietnoscią... i podnieca. podoba mi sie. technicznie jest lepszy od wczesniejszych. zdania spacerują z gracją, a nie maszerują jak ruscy na defiladzie. sa takie jakie lubie.uwazam ze jesli pojdziesz w tym kierunku, nie stracisz, a zyskasz. chociazby kolejnego czytelnika.żadnych odgrzewanych półdań więcej, ok? .

Opublikowano

Drogi k.s.r.
duża Twoja w tym zasługa
tj. GRAZIE TANTE
nie ma jak kobitka z gracją, z szykiem, ale w ryzach
ruszam za dobrym przykładem, zyski mnie nie pociągają, chyba że rutkowski company

Opublikowano

Jacku
sama nie wiem czemu erotyk z tego wyszedł
przecież to tylko stos damski,
czyli stosunek tych -co za damy się mając, wymienione za drobne, wypalone do cna
-do tych spalonych kobiet, znających swą kobiecość, swe pragnienia, swą wartość
wszytkie one na tym samym stosie spłoną, tylko w inny sposób

no cóż, erotyk wyszedł, bo w końcu swoją rękę przyłożyłam, tj. pazur

Opublikowano

Jeszcze w tej chwili brzęczą bransolety, słodki zapach kadzidełka wypełnia....
ciach..... / brak mi tylko dotyku piór .............. / ciach

Zimny monitor wlał we mnie słowa tak pięknie poukładane ,
że mogłem ich prawie dotknąć .........
Kunsztownie zadajesz mi ból pragnienia...........stojący w boleści poznania ......
..oj słodka nie wiedzo/w pożegnaniu....
Wspaniale , czekam na więcej

Opublikowano

o koralik
rafy wspomnienie, oderwany z płonących rąk, uwolniony morz/liwością, falą
zostawił ślad głębi i...znikł


hmm, teraz może troszkę rozjaśnię, bryzą otrzeźwię
Wszyscy znamy bajeczne zakończenia bajek, np.: "...a ja tam byłem, miód i wino piłem"
tzn. był na weselu -pięknej księżniczki i młodego księcia
A potem smakowitości zmieniają się w niesmaki: kończy się miodzio, co go misie tak lubią, winko zamienia się w ocet, czyli prawdę tak kwaśną, że mina przybiera niewyjściowe kształty, zupa robi się za słona, a paparazzi nabierają ciiiisowianki w usta i w przerwie na reklamy występują grzecznie na drugim planie. Niby bajka, niby banialuka i te właśnie luki w bani zaczynają przepuszczać promyczki wskazujące drogę. Drogę poszukiwań, chęć dotarcia /się/, do drogiego...partnera.
Drogowskazem może być głód i pragnienie, zmysły, zdajmy się na własną orientację, nie pytajmy nikogo, bo inni mogą wskazać swoje ścieżki, niekoniecznie dobre dla nas.
Samo szukanie jest już połową sukcesu, mamy już jasność co do własnej połowy. Po drodze mogą nas zwieść romantycznie brzmiące obietnice, zabawy, bale maskowe, gdzie nic nie jest prawdą, a zabawa w udawanie dobranej pary, może skończyć się w miejscu wyjścia. Przecież księżniczka i starsza, i księstwo odarte ze złudzeń, a ślubne życzenia się nie /zawsze/ spełniają.
Najważniejsze to nie zapomnieć o swych marzeniach i nie tracić czasu na zastanawianie się nad żądzami innymi ludzi, lepiej skupić się na własnych pragnieniach, bal mógł nam zakręcić w głowie, nie można zbaczać z własnej drogi, obranej ze wszystkich przylegających śmieci przeszłości.
Musimy uważać na Miłość, to bestia, której śladem podążamy, to my ją musimy tropić i nie dać się pożreć, ona może nas pozbawić wszystkich zmysłów, wtedy będziemy zgubieni.
Nie możemy jednak oddalić się od niej, to również źle wróży. Zachowując odpowiedni dystans można oswoić się wzajemnie. Cel już blisko, druga połowa drogi za nami...i przed nami...w bestii. Ostatecznie musimy dać się pożreć, a ona musi chcieć być ujarzmiona, paradoksalnie to zapewni wolność, tantryczne zjednoczenie poszerzające odczuwanie megazmysłową esencję- pragnienie, żar i ugaszenie, głód, trawienie i zaspokojenie, źródło dające wieczne upojenie
Ktoś zapyta: i po co były te sexy kawałki?
Czy zwyczajna droga nie wygląda tak, że szukamy coraz gorętszych podniet?
Tu było inaczej, nic nie dało większej satysfakcji niż masaż ukochanego
ani sen o seksie z przypadkowym strongiem, ani ślad palących nocy,
tylko massage- przychodzi czas kultu, miłosna msza - to jak rytuał - mass/age.
A stos damski nadal płonie, jedne kobiety skupią się na wrzucaniu tam innych, a same wypalą się jak wszystkie ich gromadzone fatałaszki, próżne ich wypełnianie tej pustki, muszą zmienić punkt widzenia i skupić uwagę na sobie.
Wtedy będą miały szansę posmakować boskiego związku zmysLOVEJ esencji.
Miłość to chemia, a jej działanie z krótkim terminem kończy się wcześniej niż zakładamy, jednak jest droga, która daje wieczość. Wsparcie, porozumienie i przyjaźń to oczywiste warunki, ale nawet nasz partner przyjaciel może szukać podniet poza związkiem.
Prawdziwa miłość to droga wolności, nie -zniewolenia, to jak religia, wymaga kultu.
No, to tyle

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...