Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Świetnie napisany wiersz, siła oryginalności i autentyzmu.

Zwiałeś- wasalem. wróciłeś-szynel, czci- ist, to naprawdę - "chodzi" w wierszu.

W zasadzie pomijając "dzisiejszość", ukazanie pewnych charakterystycznych postaw, tak już od Pana Tadeusza chociaż, można by porównywać, łączyć i się spierać o całokształt aż do wzięcia się za szable.

Wiersz rewelacyjny, normalnie aż na mównicę sejmową, bo przecież były już cytowane współczesne wiersze a właściwie słowa utworów... i to wnosi taki dodatkowy wymiar, obyśmy tylko potrafili z sobą rozmawiać na argumenty tam gdzie jest na to miejsce.

Miłego dnia.

Opublikowano

jeszcze wczoraj setka obietnic

byle kupić w głowach namieszać

dziś łamiesz prawo jeszcze ci nie wstyd

znów Polaków chcesz sprzedać i spętać

 

może w końcu przyznasz otwarcie

jestem Niemcem szmatą Putina

a mój honor koryta ma wartość

muszę być wciąż ten sam

bo krew na rękach mam

robić to co każą mi

bo w więzieniu będę tkwić

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Moona Myślę, że bardzo deprawuje, ale trzeba też mieć coś w charakterze,

co potrafi w jakiś cudowny sposób, z bardzo szerokim, przyjaznym i przekonującym

(niektórych) uśmiechem, sumienie w sekundę zamienić w bestię.

Nie każdy to uniesie podczas jednego przemówienia, by wmówić coś kompletnie

odwrotnego, do czego z ogromną 'wiarą' przekonywało się pół godziny wcześniej.

Czasem zastanawiam się, czy to nie jest celowy zabieg, żeby kompletnie skołować

tych już od dawna skołowanych

 :)

Dziękuję bardzo Pozdrawiam.

@Jacek_Suchowicz Szczerze doceniam i podobieństwo zapisu i melodię :)

Dziękuję serdecznie.

 

 

@Nata_Kruk Staram się raczej w tytule nie używać tych samych słów,

ale tak sobie tym razem to ‘wytłumaczam’, że po niemiecku to przecież

nie może być to samo. Język mamy bogatszy, skala wyrazu nieporównywalna,

no i ta nasza nienormalność może mieć nawet dwadzieścia i więcej odcieni,

w tym co najmniej 18 z nich, to tylko sytuacyjna zgrywa :)

Jasne, że pozwalam, dziękuję pięknie

i pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Mówisz zapewne o pani Stanisławie? :I

 

To jest jak zemsta Stalina, a moze nawet kpina z wyborców, naprawdę szkoda,

 

że niewielki procent ludzi w ogóle o tym ma pojęcie, albo chociaż świadomość,

 

komu i jaką powierzyli swoją przyszłość i własnych dzieci.

 

Dziękuję, pozdrawiam.

Opublikowano

@Rolek nie wiem, co powiedzieć ;)

'Mój ci on' musiałaby krzyknąć

jaka Jagiętka i chusteczką pomachać, a że Krzyżak dzisiaj

bardziej wyrafinowany jest, więc może co przydatnego

lepiej w tej sytuacji... Podobnież biedne są strasznie i narzekają,

bo przelewów jeszcze z Polski nie ma.

Ciekawe, czy ocet na półkach chociaż stoi.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...