Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

/Proza poetyczna/

Nie porzucaj swojej rodziny gwiazd,
gdy trauma otwiera furtkę diabłowi
do duszy zdesperowanej na Ziemi,
której kontaktu szuka tak niewinna;
serca delikatność wspólna środkiem
oka patrzy — kiedy coś się dostało,
trzeba oddać to w zamian za niebo
i idąc naprzód, krok wstecz wykonać

Dla sparowanej torem przed oczyma
lot bez przeszkód scedował 'Mój Świat';
z wiatrem przyspiesz i lądu nie blokuj,
procesem będzie udrożnianie dróg,
by każde słowo poznał jeden wróg
i wtedy miłość powie — precz, precz!
Zło opuści mur, dostęp pełny da do

Amen!

*Ktoś dopowie: kiedy byłeś dzieckiem;
piaski ze wspólnych kuwet świadomie
naświetlały psem i kotem piaskownice,

dzieci rozpoznały księżyc i słońce,
z gwiazd budują podwórka na plaży dla
gniazd — tak przejeżdżało hulajnogą

Nieświadomych ludzi opętane zło
tkwi i tkwiło w garnku — co zostało?

Przestrzeń prawdy kosmicznego wiatru,

co wyrasta dwulicowością pudła,
bębnić dorosłość będzie jedną racją;
jawnie rozkopany laur nie spocznie,
debetonizacją wyśle część muru
do ciebie we śnie, sygnałem na jawie!

Miejsce zwalnia na operę w teatrze
pośrednik Absolutu — twoja MTJ(emtej)

 

 



___________________________________________________________

*— dzieci tracą zdolności atawistyczne osiągania OOBE,
gdy ich faza rozwojowa dostosowywuje się do Świata jawy.
Nielicznym jednak udaje się zatrzymać 'kurtynę'.
Ona wam daje podpowiedź!

*********************************************
Wiersz, który czytacie, jest nie tylko poziomem kauzalnym w treści, ale przekroczeniem granicy z MTJ(emtej), dzięki której mogę wszystko przelać do jawy! Zdradzam wam cały zamysł samego cyklu, wykluczając z niego wiersze polityczne, jakie w nim się znalazły...

Miłego czytania

Świątecznie wszystkich pozdrawiam z Nowym, nadchodzącym Rokiem 2024.
Bez odbioru do odwołania!
Bawcie się dobrze
Pzdr!

  • 2 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...