Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

@sowa

 

Ekstremalny - perfekcjonista, pan to nawet w wojsku nie był - przed Komisją Wojskową trzeba się rozbierać do gołej pupy i wystawiać ją, pan by pewnie był czerwony jak burak, dlatego też: nie przyjmują do wojska chorych psychicznie i tych, którzy mają niskie poczucie własnej wartości.

 

Łukasz Jasiński 

 

@violetta

 

Jeszcze raz, kochanie, otóż to: 42 lata, wzrost: 176 cm, waga: 76 kg, zapewniam: nie jestem zboczeńcem - uwielbiam seks oralny, analny i witalny, uwielbiam własne Ciało i Umysł i Duszę - CUD, a zresztą: w Biblii jest napisane, iż Adaś i Ewunia - żyli sobie nago w Świętym Gaju, pardon: Raju, tylko człowiek zdrowy akceptuje sam siebie, póki żadna dziewczyna mnie nie chce, to: oglądam sobie filmy dla dorosłych, kończąc: tylko osoby z wynaturzeniami seksualnymi i rozdwojoną osobowością (zboki) - unikają rozmów na temat seksu.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Jeśli chodzi o osoby z wrodzoną niepełnosprawnością - one też potrafią być bardzo zazdrosne, niemiłe i agresywne, miałem kiedyś kolegę w szkole podstawowej - głuchego i niepełnosprawnego fizycznie - chodził jak rak, tak: miał chore nogi - zniekształcone, a za to był bardzo bogaty i na każdym kroku się chwalił i w pewnym momencie wszyscy mieli już go zwyczajnie dość - włącznie z nauczycielami, oczywiście: kapuś - zawsze dzwonił po tatusia... Dla jasności:

 

- osoba głucha - osoba od urodzenia niesłyszącą,

- osoba głuchoniema - osoba od urodzenia niesłyszącą i niema,

- osoba niesłyszącą - osoba słyszącą, która utraciła słuch

 

i tyle na dziś...

 

Łukasz Jasiński 

 

@violetta

 

Nie, kochanie, nie: ten temat jest raz na zawsze zamknięty i do nikogo nie startuję, wręcz przeciwnie: to do mnie startują jak Kasia z własnymi dzieciakami i Joanna - rozwódka, inaczej: skorzystały z życia i życie im się znudziło i teraz chcą wrócić do mnie z własnym bagażem doświadczeń - problemami, które - ja miałbym rozwiązywać - cudze problemy? Nie, kochanie, jak dobrze pójdzie, to: na wiosnę zacznę chodzić do legalnej Agencji Towarzyskiej, im starsze wino, tym: smaczniejsze, kończąc: nikogo już tutaj nie szukam i żadnej dziewczyny już nie chcę, po prostu: piszę, komentuję i czytam - do tego mam święte prawo, teraz: robię obiad i miłego popołudnia.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Jeśli chodzi o Szczodre Gody, to: nie obchodzę świąt bożonarodzeniowych, tylko: Szczodre Gody - sama sprawdź na Wikipedii, jeśli chodzi o moje byłe, to:

 

- szkoła podstawowa - Sylwia i Małgosia,

- liceum zawodowe - Ewelina i Kasia,

- zakład pracy chronionej - Paulina i Anna,

- archiwum akt nowych - nic a nic,

- narodowy klub libertyński - uprawiałem seks z każdą, która tego chciała, oczywiście: z prezerwatywami

 

i wszystkie dziewczyny, które wymieniłem z imienia - odeszły ode mnie bez słowa, sama jesteś dziewczyną, więc: powiedz mi - dlaczego?

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Na ten temat nie będę już rozmawiał, bo: ile razy można wiercić, wiercić i wiercić to samo w koło? Nie, nieprawda, sama mi zaproponowałaś, abym nawiązał kontakt z jakąś "byłą", dlaczego? Bo próbujesz mnie wciągnąć w środowisko hien cmentarnych, energetycznych pasożytów i dwunożnych ssaków agresywnych - zawrócić kota ogonem, oczywiście: wy tym światem nie rządzicie - wy nie umiecie rządzić, wy: chcecie z tego świata korzystać i mieć same przyjemności - być niewolnikami, otóż to: podałem numer telefonu - SMS-a i w czym problem napisać do mnie i umówić się na seks? Właśnie, o to chodzi: to wy macie problem ze mną jako dziewczyny, a nie ja, gdybym miał problem - nie rozmawiałbym z tobą, proste i logiczne? Proszę nie kombinować: jesteś wolnym człowiekiem i wybór należy do ciebie, jeśli twój świat polega na obserwacji - mordobiciu dwóch samców o samicę, to:

 

- Puknij się w pusty łeb bez rozumu!

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@sowa

 

Kurdupel, ale za to silny psychicznie i energetyczny i nie taki cham i tchórz jak ty, jesteś tylko odważny wobec słabszych, gdybym nie został bezprawnie wyrzucony na warszawską kostkę brukową i nie musiałbym walczyć o przetrwanie - miałbym dużo więcej siły, wiesz, że mam pistolet i w samoobronie mogę ci rozwalić łeb? Zresztą, gdybyś został wyrzucony tak jak ja - po trzech dniach byłbyś trupem - nie dałbyś sobie rady, a na Komisji Wojskowej byłem dwa razy i dwa razy otrzymałem kategorię "D", mogą mnie wezwać trzeci raz, ty, jako osoba słyszącą - powinneś się wstydzić, spadaj stąd!

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@sowa

 

I o mnie też gówno wiesz, bo: jesteś analfabetą - nie umiesz czytać i pisać, jesteś antypatyczny, egoistyczny i narcystyczny, jesteś jak kalka - wszystko mechanicznie non stop powtarzasz - nie myślisz samodzielnie, pytanie: kto stoi za twoimi plecami i do ucha ci szepce? Solidarność kobieca? Anonimowi sponsorzy? Sztuczna inteligencja? Czarna mafia? Kto!? Przyznaj się wreszcie! Zrozum, dzieciaku, aby przetrwać - założyłem konto na Facebooku, tutaj i Datezone, inaczej: już dawno bym nie żył, a ty? W jakim celu założyłeś tutaj konto? W celu robienia sobie drwin z innych ludzi jak Mefistofeles? Wiesz, jest bardzo piękne polskie przysłowie: "Wysoki jak brzoza i głupi jak koza!"

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Mechanicyzm - pogląd wywodzący się z szesnastowiecznej filozofii przyrody, zgodnie z którym natura jest zbudowana jak mechanizm, jest zbiorem materialnych elementów w ruchu, a ich zachowania wyjaśnia mechanika, to nic innego jak połączenie redukcjonizmu, determinizmu i materializmu. Pionierami mechanicyzmu byli w szesnastym wieku David van Goorle, Sebastian Basso, Galileusz, Walter Warner i Nicholas Hill, ich koncepcje były niespójne i nie tworzyły systematycznej całości. Mechanicyzm znalazł też specyficzne odzwierciedlenie w filozofii umysłu, od Kartezjusza pochodzi klasyczne sformułowanie idei dualizmu psychofizycznego, zgodnie z którą materia i duch stanowią dwie, zasadniczo odmienne substancje i dyskusja ta powróciła w dwudziestym wieku w postaci - dyskusji - o sztucznej inteligencji.

 

Źródło: Wikipedia 

 

Komentarz odautorski - moi Drodzy Czytelnicy, idiota to z języka greckiego - człowiek myślący, a więc: otrzymałem komplement od jakiegoś tam ptaka - Sowy (nie naruszając godności osobistej nocnego ptaka drapieżnego - sowy), powyżej wkleiłem z Wikipedii krótkie wyjaśnienie na czym polega myślenie mechaniczne - podkreślania moje, wnioski są następujące: myślenie mechaniczne to lekkie upośledzenie umysłowe, brak samodzielnego myślenia, wtórny analfabetyzm, megalomania, nonszalancja, naśladownictwo, niewolnictwo społeczne, gospodarcze i kulturalne i pasożytnictwo.

 

Nie jest żadnym wstydem korzystać z Wikipedii, wstydem jest, iż w dwudziestym pierwszym wieku są jeszcze ludzie, którzy kradną książki - jak komornik sądowy Olga Rogalska-Karakula, inaczej bym korzystał z "Wielkiego Słownika Języka Polskiego", "Encyklopedii PWN" i "Słownika Filozofii" (patrz: "Samoedukacja").

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Leszczym

 

Teraz już nic a nic, po prostu: walczyłem, a raczej: w samoobronie odpierałem ataki personalne Sowy, jak widać: teraz jest cisza, spokój i cisza, jeśli pan chce zrozumieć sedno sprawy - genezę, to: serdecznie zapraszam na wiersz pod tytułem - "Duch" i wszystko od początku proszę przeczytać w komentarzach, jednak: mówię prawdę - jestem pogańskim racjonalistą - libertynem i intelektualnym biseksualistą - uniwersalnym.

 

Łukasz Jasiński 

 

@violetta

 

Dobry wieczór, kochanie, a nie mówiłem, że tak będzie? Już nastąpiły zmiany w traktatach europejskich, zamiast: Europy Narodów - powstanie Unia Europejska jako centralne państwo na wzór Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, nie będzie już Wojska Polskiego z orzełkiem i białą-czerwoną flagą na ramieniu, warto pracować na rzecz obcego bytu, który doprowadzi do zrujnowania Europy? Czyli ja miałbym pracować, aby płacić jeszcze większe podatki na utrzymanie Wojska Polskiego, którym będą rządziły europejscy biurokraci, od samego początku mówiłem, iż tak będzie, jestem moralnym zwycięzcą i mam czyste sumienie, powtarzam: w żadnym wypadku nie wezmę odpowiedzialności za to - czego nie zrobiłem, miłych snów.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Weź, kochanie, przestań opowiadać banialuki, moje milczenie jest wymowne i wszyscy wpadają w panikę, bo: nie wiedzą - co myślę, otóż to: świat zmieniają tylko wybitne jednostki, nigdy: masa ludzi vel szarzy obywatele vel pospolite ruszenie, a co będzie? Blisko osiem milionów Polaków wyjdzie na ulicę i będzie śpiewało - "Boże, coś Polskę", jeśli chodzi o żołnierzy - nie pozwolą na to, aby na ramieniu była europejska flaga, więc: będą zdejmować mundury i oddawać Niemcom do pralni, sytuacja jest bardzo napięta pod względem geopolitycznym w sensie międzynarodowym, prawdopodobnie Konfederacja da wsparcie Mateuszowi Morawieckiemu i Nowa Lewica też powinna to zrobić, zrozum, kochanie, PiS to partia socjalistyczna, żadna tam "prawicowa" - jak chce propaganda na smyczy eurobiurokratów - wspierająca Donalda Tuska, jeśli chodzi o Konfederację i Nową Lewicę - nie widzę żadnej różnicy w sensie programu socjalnego, prócz: ideologii, to tylko i wyłącznie moja skromna propozycja, niby co więcej może zrobić hrabia Łukasz Wiesław Jan Jasiński herbu Topór - gołodupiec? 

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Pfizer pozwał Polskę, mamy w Polsce jednak prawników nieuków:) kto podpisał taki kontrakt, żeby nie można było rozwiązać umowy, co to ślub ze szczepionką. Dobrze, że Hołownia wyglada dobrze w garniturze:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Super Ci to wychodzi. Z każdym wpisem pokazujesz jakim jesteś IDIOTĄ. Dziękuję Ci za pracę, która wykonujesz, dzięki Tobie uświadamiamy sobie ile mieliśmy szczęścia przy narodzinach...

Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

A co to ma do rzeczy? Wiem, że Mateusz Morawiecki ma troje dzieci, a jedno z nich chodzi do szkoły żydowskiej i co mi do tego? Mówiłem już, iż jestem pogańskim racjonalistą - libertynem i intelektualnym biseksualistą - uniwersalnym i funkcjonuję poza sektami monoteistycznymi, zresztą: mógł on dać dupy jak Donald Tusk, jednak: został w Polsce, a i tak czeka na stanowisko po Ursuli von der Leyen, jeśli chcesz prawdę wiedzieć, to: międzynarodową korporacja farmaceutyczna jest odpowiedzialna za tak zwanego koronawirusa, de facto: zwykłą grypę, otóż to - kasa, misiu, kasa, osobiście: nie wziąłem żadnej szczepionki, jeśli sugerujesz, iż to Mateusz Morawiecki jest za to odpowiedzialny - masz do tego prawo, według mnie: odpowiedzialny jest za to minister zdrowia, który już dawno został wyrzucony, uważam: nie ma czego żałować - przetrwały tylko najsilniejsze jednostki, reszta - przykro mi... Poza tym: według ś.p. Bronisława G. - Polaków do 2050 roku ma być 15 milionów, niestety: jest kompletnie na odwrót - Polaków jest blisko 40 milionów i trzeba byłoby zrzucić 20 bomb atomowych na Polskę i wtedy będzie 15 milionów Polaków, jakieś jeszcze pytania?

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Wyjdź na ulicę, po prostu wyjdź na ulicę i porób zdjęcia - próżnia jest zawsze zapełniania, a u mnie jest kolorowo, szczególnie obok szkół podstawowych - różne rasy: białe, semickie, czarne, no, czerwonych - indian - nie ma, może my umrzemy, jednak: będzie nowe pokolenie Polaków - mieszanina genów to efekt twórczy - rozwojowy, a nie - wtórny, kochanie, naprawdę jesteś głupia czy udajesz głupią?

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...