Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                     - dla Belli i dla A.

 

   - Targać jak targać - Soa słodko uśmiechnęła się do męża. - Przecież możesz zrobić użytek z Mocy. Poza tym mamy wózek i osiolka, prawda? Zaś z drugiej strony patrząc: chyba mam cię również od tego - dodała,  robiąc przy tym słodko-przekorną minkę. 

   - Z Mocy, powiadasz? - zaśmial się Oleg. - Kłopot w tym, że dojdą jeszcze winogrona. W ilości też znacznej, czego się obawiam.  Nie wiem zatem, czy poradzę sobie i przy jej wsparciu... nie mówiąc już o osiołku. 

   - Ach, prawda - Olegożona znów zaminkowała słodko. - Winogrona! Już prawie o nich zapomniałam. Mm... Chyba widziałam je tam - odwróciła się w stronę, z której przyszli. 

 

                    *     *     * 

 

   - Och, jakie pyszne. Mniam! - Soa kosztowała grono po gronie. - Smakują znacznie lepiej, niż w naszych... - przepraszam, moich - poprawiła się - czasach. Chociaż teraz właściwie tak, dobrze powiedziałam - obdarzyla męża kolejnym uśmiechem. - Moje czasy są teraz i twoimi. 

   - Przyłączę się zatem do zmniejszania ich ilości - Soomąż sięgnął do zawieszonej na ramieniu torby, mieszczącą cienkościenny pojemnik z kiściami winogron i przesuwając ją przed siebie. - Masz rację: pycha! Chyba zjem jeszcze kilka - uśmiechnął się do żony. - Ale i tak nie są słodsze od ciebie.

   - Ma się rozumieć - Soa odwzajemniła uśmiech. 

 

                    *     *     * 

 

   - Moi drodzy - Jezus zwrócił się do Soi i Olega, gdy już przywitali się, spotkawszy przy czekającym na nich osiołku. Rzecz jasna, Mocarnie zabezpieczonym przed zobaczeniem go i awłaściwym zainteresowaniem amatorów cudzej własności: zarówno nim samym, jak i wózkiem wraz z nabytą na dzisiejszym targu zawartością. - Nim wrócimy do domu, mamy z Zuzanną do załatwienia pewną sprawę. 

   - Pewną sprawę, Mistrzu? - po kobiecemu zaciekawiła się Soa.

   - Pewną sprawę - Jezus przytaknął z uśmiechem. - Dokładnie teraz przebiega czas na jej załatwienie. Chcemy z Zuzanną zaprosić was do uczestniczenia w owym akcie. Jako, że ma być to, mój padawanie - tu zwrócił się do Soi - dla ciebie jedna z duchowych lekcji. Dla ciebie zaś, Olegu - tu spojrzał nań znacząco - kolejne istotne doświadczenie. Co z energetycznego - a więc i praktycznego - punktu widzenia wychodzi na to samo. 

   - Dobrze zatem - rzekł powoli ten ostatni, spojrzawszy na żonę. - Co prawda, duchowych - i nie tylko takich - przeżyć pozwoliłeś mi już doświadczyć podczas pobytu w twoim mieście wystarczająco dużo. - Jednak skoro zapraszacie - uśmiechnął się i do Jezusa, i do Zuzanny - pójdziemy. Zgoda? - kolejny uśmiech był dla Soi.

   - Dobrze, ukochany mężu - Soa podkreśliła zgodę czułym pocałunkiem. 

   - Ażeby przybliżyć wam trochę, co mamy na myśli - teraz Jezusożona zabrała głos - przypomnę wam osobę arcykapłana Kajfasza. Nosząca to imię osoba jest wam z pewnością znana. Tobie, Soo, z nauk mojego męża. Tobie zaś, Olegu - z czytania tak zwanej Biblii i z nauk księcia Jurija - Zuzanna przerwała na chwilę. 

   - To, co zobaczycie i to, co usłyszycie - podjęła - w dużej mierze dopełni waszą duchową wiedzę w zakresie wspomnianej osoby. 

Cdn.

 

   Gdańsk, 17. Listopada 2023

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Sylwester_Lasota   Bardzo fajny tekst!   Kontrast między poważnym, niemal romantycznym otwarciem (puszcza jako świątynia, kurhany przodków) a tym, co następuje - seria coraz bardziej absurdalnych katastrof, jak w komediowym filmie. Podobają mi się powtórzenia - "żegnajcie przodki i wasze kurhany" z coraz - czuć, że rośnie desperacja bohatera. Śródleśny Dziad to fajny smaczek. Zakończenie daje lekkość całej historii, ale ostatnia linijka o pięknych miejscach w lesie znów zmienia ton na poważniejszy, co jest miłym zaskoczeniem. Długi, ale dobrze się czyta. :)    
    • Sam widok oczu byłby dla mnie natchnieniem by znaleźć sens w życiu między naszym spojrzeniem   sama woń perfum dałaby mi nadzieję że bez żadnych słów spotkalibyśmy się w zapachu   samo przytulenie byłoby darem od losu dwojga ciał przeznaczeniem pięknym czarem dotyku   same dźwięki głosu byłyby balsamem w świecie hałasu moim marzeniem   sam spacer za rękę byłby dla mnie Wniebowzięciem a pocałunek cudem na więcej zachłanny nie jestem
    • @Poet Ka   Bardzo dziękuję!  To naprawdę duże słowa. Zależy mi właśnie na tym, żeby tradycja nie była cytatem doczepionym na siłę, tylko czymś, co naturalnie przenika współczesny język - cieszę się, że to widać. Bardzo dziękuję za tak uważne czytanie. Serdecznie pozdrawiam. :) @Wal   Bardzo dziękuję!    Dziękuję - "nieuniknione" to chyba najtrafniejsze słowo, jakie mogłam usłyszeć o tym wierszu. Cieszę się, że to widać. Serdecznie pozdrawiam. :)
    • @Marek.zak1 Chętnie zobaczę, może gdzieś znajdę na YT. Dziękuję :-)
    • Nastał czas deszczu. I deszcz ten… Łzy w swojej obfitości skapują z wielkich fasad kamienic. Z gzymsów i z liści akantu. I z gałęzi jeszcze. I z tych innych, co są splątane ze sobą na wieki…   Spływają kropliście szemrzące strumyki. Szumiące w swojej niemocy. W milczeniu, w swojej skromności nieuchwytnych drżeń.   Płynę, a wraz ze mną ty. Płyniemy cicho na siny skraj. Za las. Za wszelki czas istnienia.   Choć może to tylko ja płynę. Bez ciebie płynę. Choć może…   Nie było nas wiele ze sobą. Pamiętasz? Wiem, że tak było. Ale ja tylko na chwilę. Zobaczyć jak się masz. Ja tu tylko na chwilę. Przelotnie, jak ten deszcz.   A zaraz po mnie jedynie wiatr. Taki lekki powiew wspomnienia na twarzy. I już. Jakby nigdy nic nie było.   Wiesz, ten deszcz dzwoniący (słyszysz jak łka?) skapuje wciąż kropliście i tkliwie. Deszcz we mnie płynący strumieniem kryształowych tchnień. I deszcz ten. I łzy… I ten deszcz odbijający się echem. Idący tryumfalnie jasnym snopem światła. Idący między nas.   Pamiętasz wtedy, kiedy nie było nas?   I mokre plamy na tynku, kiedy przytulam twarz (tu, tu, i tam, i jeszcze tam…) do chropowatej ściany. A na języku...   Na wystawionym, lśniącym i mokrym… Na języku tym okruchy i pył. I łzy... Kiedy całuję mikroskopijne ziarenka kwarcu, smakując je czule jak usta umarłej dawno kochanki.   Kiedy ty. I ty. I tylko ty… W ten deszcz.   W ten czas ułomny. Chwilowy. Zaprzepaszczony. A, co potem? Nic. Tylko przeszłość. Spokojna jak morze. Jak całe niebo… Jak wieczność… Jak my…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-08-02)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...