Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                     - dla Belli i Siostry, moich Pań 

 

   - Chcesz więc, abym podzielila się z tobą moimi doświadczeniami z mężczyznami - zwróciła sie Zuzanna do Soi, gdy skończyli przekąszać - dziś powiedzielibyśmy surowke - na którą zlozyly siè polowki zielonych i czarnych oliwek, cząstki pomidorów i posiekane cebule. Danie podała im służąca w dużej glinianej misie, przyniósłszy też oczywiście mniejsze do nałożenia pojedynczych porcji oraz łyżki.

   - Rozumiem, że wszystkim smakowalo - gestem pełnym wdzięku Zuzanna wskazała puste już naczynia, uśmiechnąwszy się radośnie. I wdzięcznie, ale to przecież oczywiste. 

   - Taką długą opowieść należy przedstawiać w spokoju - zwróciła się ponownie do Soi. - Bez obecności rozpraszających myśli i przyciągających spojrzenia własnych mężczyn - tu przymrużyła ku Jezusowi lewe oko - którzy zresztą mają swój własny pomysł. I to, co chętnie przyznam, całkiem ciekawy: spotkanie i rozmowa z Poncjuszem Piłatem. Noo - pokiwała głową. - Też chciałabym, mój mężu - popatrzyła nań - zobaczyć minę rzeczonego na twój widok. Ano, to idź, jak chcialeś, przedstawić mu Olega i zabrać trochę czasu, by w zamian zrozumiał jeszcze więcej ponad to, co już rozumie. Ale zanim pójdziesz... 

   - Ale zanim pójdę - Zuzannomąż podjął takim samym tonem - masz całusa. Długiego. Żebyś tęskniła trochę mniej.

   - Żebym tęskniła trochę mniej - Jezusożona prychnęła żartobliwie. - Phh! I tak tęsknię cały czas, gdy cię nie ma - kontynuowała przedwyjściowy rytuał. - Jakbyś, Jezusie, nie wiedział. To gdzie ten calus? - podeszła do męża i przymknęła oczy w oczekiwaniu. - Tylko,  mój słodki, bez dłoni wędrującej tam, gdzie zawsze - mruknęła telepatycznie. - Abyśmy nie musieli się wstydzić naszych gości... 

   Oczekiwany wzajemnie trwał odpowiednio długo - tyle, ile trwać miał. 

   - Chodź, Olegu - Jezus skinął nań, gdy skończyli z Soą pożegnalny pocałunek. - Piłat czeka na nas, chociaż sam jeszcze o tym nie wie - po tych słowach całkiem niespodziewanie ucałował żonę w czubek nosa, po czym otworzyl drzwi domu przed Olegiem. 

   - Ach, ty mój słodki! - mruknęła Zuzanna całkiem glośno. - Wracaj mi szybko... 

 

                         X     X     X

 

   - Skoro już nasi panowie poszli - powiedziała Zuzanna - usiądźmy i zacznijmy. 

   - Jak ty to robisz, pani - Soa nieśmialo uniosła dłoń na znak, że chce zapytać - iż słyszę od ciebie polskie słowa? Przecież nie znasz mojego języka.

   - Oczywiście, że nie znam - Zuzanna wciąż mówiła po grecku. - Ale wystarczy przyswoić pewną duchową umiejętność: wpływania na umysł osoby - lub osób - znajdujących się obok nas. Możemy ją nazwać energetyczną, jeśli wolisz - uśmiechnęła się. 

   - Oddziałujesz więc na mój umysł - odrzekła Soa - w taki sposób, że słyszę wypowiadane przez ciebie słowa, jakby pochodzily z mojej ojczystej mowy. Tak? Ale czy to znaczy, że mój umysł jest słaby? 

   - Dokładnie tak - Zuzanna odpowiedziala na pierwsze z zadanych pytań. - Co zaś tyczy się twojego umysłu: padawan mojego męża, będący na twoim poziomie wręcz nie powinien zadawać  takich pytań. Ani tym bardziej żywić takich wątpliwości - skarciła Soę. 

   - Mój umysł jest silny - podjęła - co przy takim mężu z pewnością jest dla ciebie oczywiste. Spójrz - pokazała na swoje usta, wciąż mówiąc. - Wyrazy, które wypowiadam, są greckimi, jak widzisz. Jakimi zresztą nie byłyby, nie są polskimi. Przecież, skoro nie znam polszczyzny, takimi być nie mogą. To zrozumiałe - uśmiechnęła się do sluchającej, aby złagodzić jej zakłopotanie. 

   - Kontynuujmy - uścisnęła dłoń Soi, poprawiwszy się na krześle.  

   - Nie generalizujmy - rozpoczęła kontynuowanie, spojrzawszy z uśmiechem na Soę. - Ale w mojej opinii mężczyźni trochę częściej niż kobiety kierują się negatywnymi emocjami. Trochę częściej, by nie rzec: dużo częściej. Ale tu jestem ostrożna w ocenie, ponieważ nie przeprowadzałam dokładnych badań. Nie mam też pewności, ilu z nich na siedmiu bardziej kieruje się rozsądkiem - czy też zimną kalkulacją, co częściowo na jedno wychodzi - a ilu pożądaniem. Przypuszczam jednak, że czterech na trzech. Może nawet pięciu na dwóch. Czyli - raczej większość.

   - Dotyczy to również kobiet - zaśmiała się  Zuzanna, odczuwając umysłem, dokąd Soa podążyła myślami i widząc oczami wynikające stąd rozkojarzenie. - Tak, też bywamy emocjonalne. Złościmy się. Pożądamy. Potrzebujemy seksu. To naturalne. Ale w męskim społeczeństwie nie ma możliwości, by niektórzy z mężczyzn zaspokajali za złoto lub srebro i w zinstytucjonalizowany sposób pragnienia kobiet. Ech... - westchęła. - Ale może kiedyś takie nadejdą. Chciałabym, chociaż osobiscie bardzo wątpię... Brzmi dziwnie? Być może. Ale czyż wobec Wszechświata my, kobiety, nie jesteśmy na równi z mężczyznami?

   - Wracając do mężczyzn: większości z nich jedno w głowie, jak już powiedziałam. Dlatego ten świat jest taki, jaki jest, czyli w konsekwencji wygląda tak, jak wygląda. Wielożeństwo i wojny. Te drugie, gdziekolwiek spojrzeć.  Żyjemy wszak w imperium rzymskim, potędze stworzonej wojną, a utrzymywanej siłą i uciskiem. Czyli niesprawiedliwością  wynikającą właśnie z negatywnych emocji: chciwosci, żądzy zysku i panowania. Oraz poczucia własnej wyższosci. Te pierwsze mają u źródła to samo: poczucie wyższosci, chęć narzucania komuś swojej woli i seksualną żądzę. Dlatego, predzej czy później, imperium Rzymian upadnie. To nieuniknione - stwierdziła. 

   - Zostawmy jednak przyszłość - podjęła, odetchnawszy. - I wróćmy do naszego tematu. 

   - Dlatego czasem zastanawiam się, czy nie lepszy byłby świat bez mężczyzn. Rozumiesz: same kobiety - w tym momencie Soa spojrzała na nia zaskoczona, że Zuzanna myśli i mówi coś takiego. 

   - Ale do tego my, kobiety - mówczyni odwzajemniła jej spojrzenie, a oczy miała roziskrzone - musiałybyśmy zmienić się same. I to gruntownie.

Cdn.

 

   Voorhout, 2-3. Września 2023.

    

   

 

 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @MIROSŁAW C. chyba nasze? Ale to już brzmi niepokojąco, trochę jak z Biblii. Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo, my stworzyliśmy AI,  a co stworzy AI ? Ale tu już idziemy w SF to chyba za daleko :)
    • Link do piosenki:     Kocham Cię Boże, Choć cierpienia na mnie zesłane Jak niespokojne morze I brzegi przezeń zalane. Jak cierpieć potrzeba, By w wierszu powiedzieć, Gdzie granica nieba, A gdzie ludziom siedzieć? I łudzić się, że Coś się wie.   Kocham Cię wszechmocny, Choć nie dałeś nic ponadto: Ledwie cień radosny – I tak zanadto. Nie zasłużyłem – cierpiałem, Wiem, ale czy to wystarcza? Gdy nic nie miałem Ledwie Twoja tarcza Chroniła przed złym – Jam sługą Twym!   Wiem, że wiele potrzeba, By móc ciało żywe Wznieść w błękit nieba – Lecz myśli me leniwe. Czy wiele z tego, Co w cierpieniu się rodzi, Więcej znaczy niż ego, Które za mną chodzi Jak cień Dzień w dzień?   Choćby zostało trochę miłości… Nie wiem – i nie wiem, czy będę Mógł zasiąść wśród gości Na Twojego tronu grzędę. Jutro może zrozumiem, To czego do tej pory Nie wiem, i nie umiem… Tyś pomóc mi skory. Lecz, czy ja Nie sięgam dna?   Pisałem już, że droga Niźli cel ważniejsza, A ja, ledwie jedna noga – Niż pióro moja lżejsza – Staje u Twojego progu Już cofa się strwożona, I chowa się w rogu, Gdzie ta jedyna – ona. Lecz czy to Wypleni zło?   Wierzę w Ciebie, w Twoją miłość, Lecz tracę wiarę w tą – ziemską, Bo jak na przekór, jak na złość Trwoży mą duszę męską, Co jak olbrzym potężny Straszy ludzi małych, I muskuły swoje pręży Chórem duchów całych Co odeszli w dal… Gdzie został żal?  
    • @Berenika97 Temat jest szeroki, jak ocean, a większość ludzkich problemów dotyczy właśnie traumy, związanej z brakiem, pieniędzy, jedzenia, bezpieczeństwa, perspektyw, odwzajemnienia uczuć. W twoim wierszu na przykładzie właśnie tego odwzajemnienia i bliskości drugiej strony, która bywa rozczarowująca i bolesna, a niestety zapewne częsta, bo człowiek się odbija o mur obojętności, nazwanej niekiedy przyjaźnią i nic nie może z tym zrobić. Bezradny Mr Cellophane też jest gdzieś w tle i czuję jego obecność:).  Pozdrawiam serdecznie.
    • No cóż, wydaje mi się że zbyt daleko odbiegłaś, jak dla mnie,  od ponurej rzeczywistości tego okresu. Niestety  zdjęcie bardziej skojarzyło mi się z Amsterdamem.  Równie dobrze można wrzucić kadr z dowolnego miejsca kaźni na świecie i czekać czy ktoś zgadnie co poeta miał na myśli.
    • @Annie to jest Auschwitz. Nie chciałam żeby było tak oczywiście.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...