Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Rzym nie patrzy gdzie stawia krok marszowy.

Zawsze ich ciężki spada sandał

Na nasze brzuchy, serca albo głowy; 

I Rzym nie baczy na nasze jęki.

Patrol idzie dalej - chłopy na schwał,

A my za nimi zbieramy się w hordy,

Spiskując jak odbić mamy Wał,

Gdy za miecze mamy tylko mordy.

 

Mały Ludek! - tak o nas mówicie.

Za mały na miłość czy gniew.

Spuśćcie nas z oka to zobaczycie

Jak przerobimy wam Imperium na chlew!

Jesteśmy robakiem w kłodzie!

Jesteśmy dziegciem w miodzie!

Jesteśmy trucizną w wodzie!

Jesteśmy chwastem w ogrodzie!

 

Jemioły dęby dławią--

Szczury liny przegryzają --

Mole płaszcze dziurawią --

Jak one swą pracę kochają!

Tak -- i my Mały Ludek także,

Jesteśmy zajęci skrycie --

Pracujemy cichaczem, a jakże --

Patrzcie, a kiedyś zobaczycie!

 

No nie! Sił nie mamy, to wiemy,

Lecz znamy Ludy co siłę mają.

Tak, a gdy je na was ściągniemy

W Wojnie was zgniotą i pokonają!

Że dalej w niewoli będziemy przecie?

Tak, od zawsze niewolę znosimy,

Lecz wy - wy ze wstydu umrzecie,

A my wam na grobach zatańczymy!

 

Mały Ludek! - tak o nas mówicie. Itd..

 

Kiplinga wizja stosunków społecznych na północnych rubieżach Imperium Romanum. Co nam dali Rzymianie...? 

I Rudyard (1906):

 

Rome never looks where she treads.

Always her heavy hooves fall

On our stomachs, our hearts or our heads;

And Rome never heeds when we bawl.

Her sentries pass on--that is all,

And we gather behind them in hordes,

And plot to reconquer the Wall,

With only our tongues for our swords.

 

We are the Little Folk--we!

Too little to love or to hate.

Leave us alone and you'll see

How we can drag down the State!

We are the worm in the wood!

We are the rot at the root!

We are the taint in the blood!

We are the thorn in the foot!

 

Mistletoe killing an oak--

Rats gnawing cables in two--

Moths making holes in a cloak--

How they must love what they do!

Yes--and we Little Folk too,

We are busy as they--

Working our works out of view--

Watch, and you'll see it some day!

 

No indeed! We are not strong,

But we know Peoples that are.

Yes, and we'll guide them along

To smash and destroy you in War!

We shall be slaves just the same?

Yes, we have always been slaves,

But you--you will die of the shame,

And then we shall dance on your graves!

 

We are the Little Folk, we, etc.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...